wtorek, 20 maja 2014

#Yolo

Zmrużyłem delikatnie oczy, przyglądając się nieruchomej twarzy dziewczyny. Mimo wielu blizn, wyglądała całkiem spokojnie. Jakby w ogóle nie była tym, za kogo ją uważano. Długie, czarne włosy opadały miękkimi falami na ramiona, czasami zakrywając policzki.
- To jest Alex?... - spytałem sam siebie, pogrążając się w głęboką zadumę. To wszystko cholernie ze sobą nie pasowało. Wszystko się zjebało. Dlaczego nie może być tak, jak wcześniej.
   W ten powieki dziewczyny drgnęły delikatnie, a ona sama otworzyła oczy. Widząc mnie, siedzącego w drugim końcu pomieszczenia i swoją maskę nieruchomo spoczywającą obok niej, chciała zerwać się gwałtownie, jenak rana nie pozwoliła jej na to i syknęła z bólu, zaciskając powieki.
- Cze...mu...
- Nie trudź się - mruknąłem od niechcenia, wstając z miejsca.
- Co...? - spojrzała się na mnie niezrozumiale, z trudem podnosząc się na łokciach.
- Odchodzę... To można nazwać ostatnim spotkaniem... Alex...
Wreszcie dowiedziałem się, kim jesteś...

~Shail~

środa, 14 maja 2014

Pozdro z angla

Nie lubię tego uczucia gdy ktoś na mnie patrzy... Nienawidzę wzroku ludzi, gdyby mogli okradli by cię ze wszystkiego, z duszy też. Jakiej duszy? Jestem potworem bez duszy. Tylko mordercą i hakerem. Świetne odkrycie Alex, brawo..
Nie chciało mi się nawet otworzyć oczu. Tak jestem leniwa i co? Mi z tym dobrze, szkoda tylko że mieszkam w garażu.... A nie przepraszam... Przecież jestem martwa. Pozdro z nicości, zaraz wrzucę na fejsbuczka słit focie. Hmm... Dziwne że nie trafiłam do piekła, ale może to dobrze bo nie znam niemieckiego. Raz chce żeby orły przepadły... Raz ich ratuję.. a może ratuję tylko Naye? Nie jest aż taka zła... No może jest ale ciii... Teraz pewnie ten ćpun zajmie mój garaż. Baka....

Pozdro z zaświatów
~Alex~

sobota, 10 maja 2014

Zabawa z prądem

Biegłem przez ociekające kroplami wody i przesiąknięte wilgocią korytarze. Słyszałem z oddali przyciszone głosy, które zdawałoby się, oddalały, a z czasem przybliżały. Nie przejmowałem się tym jednak. Wiedziałem, że nie zajrzą w te zakamarki, gdyż nawet do głowy pewnie im nie przyjdzie, że mogę tu być. Myślą pewnie, że już od dawna opuściłem ruiny i tak po prostu sobie uciekłem. Ja nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa, moi mili.
    Wszedłem w ostry zakręt, gdy w tej samej chwili parę metrów przede mną zamajaczyła dziwna, zniekształcona sylwetka jakiegoś chłopaka. Zmrużyłem delikatnie oczy, robiąc powolne kroki w jego stronę.
- Ha! Kogóż moje oczy widzą. Czy to nie ten cały "szef" wróbelków? - zakpił, śmiejąc się parszywie.
- A ja cię, kurwa, znam? - spytałem niby od niechcenia, wkładając ręce do kieszeni. Chłopak otwarł usta, jakby chcąc coś powiedzieć, jednak po chwili szybko je zamknął.
- Nie, ale zaraz poznasz jak smakuje prawdziwy ból! - warknął pod nosem i wyciągając spluwę, wymierzył ją we mnie. - Jesteś bezbronny!
Wow, takie spostrzegawcze. A ty stoisz w wodzie, kutasie. - Hej, spójrz tam, za tobą - powiedziałem, wskazując palcem za niego. Wzdrygnął się ledwo zauważalnie, jednak nie móc oprzeć się pokusie, zrobił gwałtowny zwrot. W tym samym czasie złapałem za leżący nieopodal kabel, który nadal wypluwał z siebie mnóstwo, małych iskierek. Jednym, krótkim skokiem znalazłem się przy ów chłopaczynie, puszczając kabel, który z pluskiem uderzył o kałużę. Chłopak został zaatakowany dużą dawką prądu, po czym opadł bezwładnie na ziemię.
     W ten jednak moją uwagę przykuła skulona sylwetka leżąca na ziemi. Chociaż może i nie była skulona, a to były tylko moje wyobrażenia. Tak, czy siak, przebywszy parę krótkich metrów w końcu mogłem stanąć przed nieprzytomnym truchłem. Wzdrygnąłem się prawie, że niezauważalnie, gdy leżącym ów truchłem okazał/ła się być Alex. Kucnąłem przy niej, dwoma palcami dotykając skóry na szyi, gdzie wyczułem słaby puls.
- Żyje... - mruknąłem pod nosem, po czym jakby chcąc się upewnić, rozejrzałem wkoło. Następnie swój wzrok znów przeniosłem na dziewczynę.
Paskudna rana...
Wziąłem ją na ręce, ruszając dość szybkim krokiem przed siebie. Jeśli się nie pośpieszę, ona się wykrwawi. (i zabrudzi płaszcz xD)
     Po jakimś czasie, który zdawał by się być wiecznością znalazłem się w miejscu, gdzie wreszcie panował spokój i cisza. Tak, miałem na myśli tajemny garaż Alex'a. Przecież nie pójdę do ruin. Wcześniej musiałoby mnie chyba pojebać do reszty.
     Ułożyłem dziewczynę mniej więcej, abym mógł dostać się do jej rany, po czym zdjąłem płaszcz. Nie wiem, czy była tu mowa nawet o bandażach.
Chociaż... 
Chcąc, nie chcąc, zacząłem grzebać po różnych zakamarkach tegoż o to miejsca. Nie miałem w końcu wyboru, opierdol dostanę potem. Chuj z tym.
- Aha! - zawołałem entuzjastycznie, gdy mój wzrok natrafił na białą, zwiniętą rolkę. Złapałem bandaż, po czym usiadłem obok Alex'a. Szczerze, to ręce trzęsły mi się jak u początkującego epileptyka, bądź u nachlanego. Starałem się jednak jako tako zatamować krwawienie, a następnie opatrzyć ranę.
- Powinno wytrzymać... - powiedziałem po chwili, gdy skończyłem. Westchnąłem ciężko, odgarniając włosy z czoła i wycierając zakrwawione ręce. Mój wzrok spoczął jednak na... masce. Tak, na masce. Ciągle ją miała. Jednak pod maską ciągle kryła się twarz. Siłując się tak sam ze sobą, w końcu postanowiłem tego nie robić i dać za wygraną. Powolnym ruchem zbliżyłem rękę do jej maski, po czym delikatnym ruchem zsunąłem ją z twarzy. Moje oczy rozszerzyły się gwałtownie, widząc jej twarz, a wszystko dookoła przestało nagle istnieć.

~Shail~

piątek, 9 maja 2014

Far away, when you're gone

Szedłem szybko, nie mając zamiaru nawet odwrócić głowy i uraczyć ukradkowym spojrzeniem truchła leżące na ziemi. Jedyna myśl, która uporczywie tłukła mi się po głowie była ta, która pobudzała do działania i krzyczała na cały głos, abym stąd odszedł. Daleko. I nie wracał nigdy. Nie oglądał się za siebie. Przeszłość właśnie ma to do siebie. Nie chcesz o niej pamiętać, chcesz zapomnieć. Ona jednak nadal pozostaje, przypominając ci o swoich błędach, które popełniłeś, a których chcesz się zarówno tak bardzo ustrzec.
Zamknij mordę, muszę odejść...Odejść. Co to w ogóle znaczy? Zapomnę? Nie, na pewno nie. Więc po co chcę to zrobić. Aby stać się tym "zapomnianym, który zniknął"?...
   Stanąłem gwałtownie w miejscu, a ostatnie kroki odbiły się echem od betonowej ziemi pod moimi stopami. Wypuściłem dotąd trzymane powietrze w płucach, które utworzyło charakterystyczną parę. Przed chwilę siłowałem się sam ze sobą, aż w końcu odwróciłem się na pięcie, zmuszając się do biegu. Moje ciało robiło wszystko na przekór mojemu umysłowi. Nie mogłem się jednak zatrzymać.
Alex... Gdzie jesteś... 

~Shail~

środa, 7 maja 2014

Postrzelony Psychopata

To była tylko chwila, chwila zamyślenia, a potem był tylko ból i rozpacz. Gdy skończył się ostatni magazynek zaczęłam powoli kierować się do wyjścia. Wiedziałam że orły uciekły, już dawno. Byłam prawie poza ich terytorium gdyby nie snajper. Głupia ja, nie zauważyłam go... Teraz nedznie leżę w kałurzy krwi starając doczołgać się do mojej "kwatery".
Żałosne ze mnie stworzenie, takie słabe i nędzne... I co teraz wielki Alex zrobisz hm? Twoje życie zakończył jakiś snajper z kartonowców ... Gorszej śmierci chyba nie ma... Poza śmiercią pod kołami małego, różowego rowerka...
Zaczynały pojawiać się czarne plamy, a po chwili widziałam podwójnie... Ciemność...

~Alex~

sobota, 5 kwietnia 2014

Krew tu, zwłoki tam. człowiek nigdy nie jest sam...

Zmrużyłem lekko oczy, przyzwyczajając je do światła, które wpuszczały do ciemnych lochów uchylone drzwi. Z zewnątrz dobiegały głośne krzyki, a ktoś inny przedstawiał swój rozwinięty poziom łaciny podwórkowej. Nagle jeb, jeden pył, kurz, nikt nie wie, co się dzieje. Nim zorientowałem się, co się dzieje, opierałem się o ścianę w najdalej oddalonym kącie celi. Wokół unosiła się gruba warstwa szarej warstwy uniemożliwiającej widzenie. Ktoś krzyknął, że trzeba uciekać. Może i ja też powinienem? Jak tchórz. Bo właśnie tak robią tchórze. Uciekają i już nigdy więcej nie wracają.
- A wy gdzie!?
Opętańczy śmiech rozniósł się echem po korytarzach. Tak, zgaduję, że Alex się bawi. Tylko skąd on...ona się tu wzięła. Czyżby zainteresował ją los orłów, czy może po prostu dostarcza sobie rozrywki. Stawiam na to drugie...
        Wymknąłem się z celi, nie zbierając po sobie żadnych rzeczy. Po co zbierać coś, czego się nie ma. Wszystko wokół ociekało krwią, a zmolestowane zwłoki walały się po ziemi.
- Smacznego... - mruknąłem ironicznie pod nosem, ruszając dalej. Przemieszczając się w cieniu, byłem prawie, że niewidoczny dla oka. Szkoda tylko, że szlugi się skończyły. Przykro mi, Alex, jednak tak szybko mnie tego nie oduczysz. Upartość jest taka zgubna...


~Shail~

Ostatni magazynek...

-Za szybko za wściekle panowie! -zaśmiałam się skacząc na jakiegoś typka i wgniatając jego mózg w podłogę. Jestem całkowicie normalna c:  *derp*. Kolejni zlatywali się z kolejnych korytarzy. Przez ten czas gdy Orły wzięły sobie wolne, ci nieźle się zorganizowali. To dobrze czy źle? Już sama nie wiem po której stronie stoję... Po własnej? Więc czemu tu jestem? Nie wiem... Już nic nie wiem. Jestem już wszystkim zmęczona, życiem, orłami i tą niepewnością, czy jutro też się obudzę.
Skończyłam w górę unikając ludzkiej kuli do kręgli, złapałam się jakiejś rury, a nogami ukręciłam jednemu kark. Dużo ich i biegnie więcej. Mam wrażenie, że wsadziłam kij w mrowisko... Duże tylko te mrówki i jakieś psikadło na owady nie pomorze... Wyjęłam broń z ostatnim magazynkiem...

~Alex~

czwartek, 3 kwietnia 2014

Co do cholery?

Białe ściany dają dużo do myślenia. Szczególnie, gdy kojarzą ci się z zamkniętym oddziałem psychiatrycznym bez okien... a wszędzie wokół masz samych skurwieli niemiłych panów i panie, które krzyczą, że to nie ich wina, a na leczenie nie mogli zebrać. Ja Pinokio nie jestem, żeby się z pajacami pieprzyć. Jeszcze ten Alex. Wziął się tak nagle i znikąd. Wszystko dzieje się za szybko, kurwa. Teraz tylko jedyna rzecz nad którą muszę pomyśleć, to jak się stąd wydostać. Będąc najgorszym sukinsynem wydostanę się stąd sam, a resztę zostawię... ucieknę, polecę do ciepłych krajów, gdzie będą obsługiwać mnie afrykańskie murzyny...
- Hej, słyszeliście? - rudowłosa obruszyła się w miejscu, przybliżając się do krat i zaciskając na nich palce. Zmrużyłem lekko oczy, nadsłuchując. Przez dłuższą chwilę nie mogłem nic usłyszeć. Jedyny słyszalny dźwięk to była kapiąca z sufitu, co było naprawdę wkurwiające przy takim bezczynnym siedzeniu...
- Kogoś mordują? - burknął pod nosem nadal obrażony na cały świat Ricko.
- Najwyraźniej - przewróciłem bezradnie oczami. To może być szansa ucieczki. Niech się nimi Trynkiewicz, Alex i inni gwałciciele w okolicy zajmą. Ja się nie obrażę...

~Shail~

środa, 2 kwietnia 2014

Kontenery Hanki <3

Wiedziałam że ten idiota da się złapać, no wiedziałam! Ja tu się staram, dzielę mój garaż z psychopatą, żeby go nie złapali i wpadli w moją pułapkę no ale oczywiście wszystko poszło w pizdu! A teraz huj wie gdzie oni są. Niby chciałam ich zniszczyć, no ale wolę orły od tych kartonów od Hanki... Nerwowo szukałam na kamerach jakiegoś śladu csy czegoś... Bingo. Jakiś gostek przemykal się między kontenerami.
-Kontenery? Jakimi zjebami trzeba być żeby miec bazę w...kontenerach...
Zamknelam laptopa chiwając go do torby i uzupełniając magazynki. Ostry mord się szykuje... Wyszłam z garażu i skierowalam się w stronę portu.
-Ale będę smierdziec rybami ._. Ryby: -10 do postrachu...
Zgrabnie wskoczylam na jeden z kontenerów, potem i kaolejny i kolejny.
-Ale debile...
Tak, nikt nie zobaczy oswietlonego kontenera z drzwiami... Wcale... Albo tych dwóch strażników jarajacych trutkę na ludzi.
-Nie wiecie że palenie zabija...?
Szepnęłam będąc tuż za nimi, a raczej za ciałami które powoli opadają na ziemię.
Weszlam do ich "bazy". W środku wygląda to lepiej niż na zewnątrz. Ten sprzęt! Uuuuuu mają hajsy mają... Skierowalam się schodami w dół. Hmm... Wszystkie kontenery muszą być tak połączone. Ogromną baza z ogromnymi możliwościami...

~Alex~

piątek, 7 lutego 2014

Ciemność widzę, ciemność....

Zamrugałem kilkakrotnie powiekami, czując jak utracone życie znów do mnie powraca. Obraz nabierał barw, a kontrast dawał rozróżnić ścianę od podłogi. Jęknąłem cicho, macając tył głowy. Czułem się gorzej, niż po jakiejkolwiek libacji alkoholowej z którąś z ulicznych dziwek. Widocznie nie dotarło do mnie jeszcze to, co się właśnie stało. Czy ja piłem? Ćpałem? To na pewno. Ale dlaczego tu wylądowałem. Bóg mnie opuścił, a szatan przywitał. Może już umarłem, a sam o tym nie wiem...
        Rozejrzałem się nieprzytomnym wzrokiem po... nazwijmy to po imieniu - celi. Na to bynajmniej to wyglądało. Cztery, szare i zimne ściany, które jeśli przypatrzysz się bliżej to ściskają się coraz bardziej, aby cię tylko zgnieść. A na dodatek największą atrakcją oprócz oczywiście metalowych krat, jest woda kapiąca z sufitu. Przecież nikt niczego innego nie pragnie w celi, tylko wody, która kurwa na złość kapie tworząc echo i nie dając się skupić na tym co się w więzieniu robi... czyli siedzeniu... Ale chwila, jeszcze nie odpowiedzieliśmy sobie na kluczowe pytanie tego dnia, czyli - co my tu robimy i po co tu robimy. Gdybym tylko mógł sobie przypomnieć co się stało, gdy pożegnałem się z Alexem... Jak zwykle chuj pamiętam. Bo po co ułatwiać życie, skoro można je utrudnić!
        Nagle moją uwagę przykuł nieznaczny ruch w celi naprzeciwko. Zmrużyłem oczy, powoli przyzwyczajając je do wszechobecnej ciemności. Słyszałem narastające szepty, które zapewne były kierowane pod moim adresem, jednak nie umiałem ich rozróżnić. Jakby zlewały mi się w całość i tworzyły coś mega niezrozumiałego.
- Shail?
Po chwili udało mi się wyłapać głośniejszy szept, który rozniósł się echem po pustym korytarzu. W ciemności mignęła mi brązowa czupryna, a kościste palce zacisnęły się na kratach. Postać przysunęła się bliżej, abym mógł się jej lepiej przyjrzeć.
- Ricko? Skąd wy się tu...
- My? Dlaczego TY tu jesteś...
Wyprzedził mnie głos zapewne rudowłosej... Jestem do niego przyzwyczajony, więc go wszędzie rozpoznam.
- Nie pamiętam co się stało...
- Jasne, powiedz jeszcze, że nie pamiętasz, że zabiłeś Alise... - prychnął Ricko. Nic nie odpowiedziałem. Nie chciałem się z nim kłócić, bo i tak to nie miałoby sensu.
- Odpowiesz coś wreszcie?!
- Możesz się łaskawie zamknąć? - warknąłem. Chłopak najwyraźniej obrażony cofnął się w głąb celi, mrucząc coś pod nosem.
-... Złapał nas jakiś gang... - ciągnęła dalej rudowłosa, której wcześniej przerwał Ricko. - Mówili, że to oni są teraz "królami tej dzielnicy", a... nasz czas się skończył... - przy ostatnim zdaniu głos jej się załamał. Westchnęła ciężko, rzucając kamykiem w ścianę: - Nieważne...
- Taa... - mruknąłem nieznacznie, nie kontynuując dialogu. Wiedziałem, że teraz nikomu nie chciało się rozmawiać...
        Po chwili ciężkie drzwi prowadzące do pomieszczenia z celami otworzyły się, a do środka weszły trzy nieznane mi postacie.
- No proszę, nasze wróbelki się obudziły... Wybaczcie, że nie zajęliśmy się wami wcześniej, ale jakoś myśleliśmy nad torturami jakie możemy wam zaoferować... Ale nie martwcie się, długo też tu nie pobędziecie... Przecież trzeba sprzątnąć ciała...


~Shail~

Jeb i co się stało...

Westchnąłem ciężko, wstając z miejsca. Jeśli chciałem sobie zajarać, to musiałem odejść jak najdalej od tego psychopaty... Znowu zmoczyłaby mi paczkę fajek i znowu nie miałbym co jarać. Tak to jest, jak się zadajesz z Alexem...
- A ty gdzie? - spytała podejrzliwie.
-... Przejść się... - skłamałem, nie odwracając się w jej stronę. Nie usłyszałem żadnej odpowiedzi, więc uznałem, że jakoś poszło. Chociaż mogła po prostu udawać, że nabrała się na to kłamstwo...
        Wyszedłem na zewnątrz, gdzie owiał mnie chłodny wiatr. Wciagnąłem powietrze do płuc, następnie wypuszczając je z głośnym westchnęciem. Wyciagnąłem z kieszeni szluga, wpakowując go sobie do ust. Nerwowo zacząłem poszukiwać zapalniczki, jednak z marnym skutkiem.
- Cholera... Nie mówcie, że zgubiłem...
Nagle moją uwagę przykuł jakiś szelest. Zmrużyłem oczy, rozglądając się uważnie. Nic jednak niepokojącego nie rzuciło mi się w oczy. Dziwne...
- Alex? Jeśli to ty, to nastraszenie mnie słabo ci wychodzi...
Nagle poczułem mocne uderzenie w głowe... Potem już nic nie pamiętam...

~Shail~

Zabawa laleczkami

-Zatruwać moje życie? HaHa! Jesteś taaki zabawny <3 -klasnęłam wesoło w dłonie - po prostu nie mam zamiaru cię ratować gruba buło...
-Gruba...buła...serio?
Kiwnelam głową poprawiając kaptur. Zaraz będą tu moje laleczki! Hihihi! Po chwili światło reflektorów dało mi po oczach.
-Dałeś się złapać w pułapkę Alex...
-Taak... A co wy na to żeby role się odwróciły i...to wy wpadliscie w moją...
Nagle wszystkie światła zgasły. Wyciągnęlam broń i w mili sekundę znalazłam się przy nich. Chcieli mnie złapać czy tam postrzelic...zamiast mnie trafiali w siebie nawzajem. Głupie to to...
Psychopata nie ruszył się nawet z miejsca.
-No ładnie... -Skwitował-...i tak zrobiłbym to lepiej...
-Taaa....pewnie... Ale jesteś zabawny hihihi! <3

~Alex~

wtorek, 4 lutego 2014

Tytuł poszedł się jebać.

Westchnąłem ciężko, przewracając bezradnie oczami. Jeśli to coś miało zamiar kontrolowania tego czy palę, czy nie, to chyba wolę rzucić. Przyznaję, że Alex jest nienormalny... A może raczej nienormalna...
- Nie chcę mi się tu więcej z tobą siedzieć idioto - rzekła po chwili długiego milczenia, zeskakując zwinnie na ziemię. Zerknąłem kątem oka jak jej sylwetka powoli znika w cieniu. Poprawiła maskę, nie odwracając się i dodała jakby do siebie: - czas pomordować... <3
Pomordować mówisz? A mi się tu nudzi. Będę parszywą cholerą i zacznę bawić się w śledzenie, zamiast w zabijanie. Z resztą, o czym tu mowa. Z tym już chyba dawno skończyłem... Zaraz rozwiesze ulotki "Koniec ataków zabójcy z czarnych orłów". Wszyscy się ucieszą...
        Gdy Alex nieco oddalił mi się z pola widzenia, rozpocząłem własne śledztwo typu: "gdzie idziesz i co będziesz robił, bo ja też chcę". Z rękami w kieszeni i kompletnie nie przejmując się jej/jego opinią na temat tego, co właśnie robię, ruszyłem w nowym kierunku. Tropem tego zamaskowańca. Może trochę frajdy dostarczy, bo ostatnio wieje cholerną nudą. Do Orłów nie wrócę. Nie ciągnie mnie tam i jak myślę ze wzajemnością. Trudno - yolo, raz się żyje... Czy jakoś tak to szło...
        Po paru dobrych kwadransach, gdy Alexa na dobre zirytowała moja obecność, odwróciła się gwałtownie i z nieukrywaną irytacją syknęła:
- Długo będziesz jeszcze za mną łaził pojebie?
- Wystarczająco... - odparłem spokojnie, opierając się o drzewo. Westchnęła ciężko, mrucząc pod nosem jakieś przekleństwa kierowane pod moim adresem.
- Jesteś z siebie zadowolony?
- Tak... Przynajmniej to ja raz zatruwam Alexowi życie... - uśmiechnąłem się szatańsko.

~Shail~

poniedziałek, 3 lutego 2014

Idę na leczenie. Zbieramy po złotówce.

- Alex próbuje odzwyczaić mnie od palenia... coś nowego... - mruknąłem pod nosem, rzucając za siebie przemoczoną paczkę petów. - Przez ciebie nie mam teraz co palić...
- Lecz se nogi, bo na głowę to już za późno... - prychnęła pod nosem, wylewając kolejną butelkę mineralnej na mój łeb.
- A to za co!?
- Doktor mi mówił, że gdy ktoś robi dziwne rzeczy, mam to ignorować.
- A co ja dziwnego zrobiłem? - uniosłem brew zdziwiony.
- W sumie... - zastanowiła się przez chwilę, przykładając wymownie palec do brody, a po chwili rzekła: - Nic. Ale i tak wylewanie wody na twój łeb jest śmieszne.
Przez chwilę przyglądałem jej się tempo, a w kolejnych trwających minutach zaliczyłem facepalma roku, pytając samego siebie, czy to naprawdę jest Alex. O głupoto, bądź pozdrowiona, a grzesznikom grzechy odpuszczone...
- Jesteś debilem, skoro myślisz, że zapijaczanie się i zatruwanie szlugami coś da i zmieni - odezwała się po chwili.
- A nie? Od lat stosuję tę metodę i działa. Przynajmniej jest śmieszne, jak znajdzie cię policja w opuszczonym zakładzie psychiatrycznym...
- Naprawdę, jesteś taki mądry... Tobie czaszka nie uwiera? - prychnęła sarkastycznie, wracając na swoje miejsce. - Mam nadzieję, że więcej paczek z tym cholerstwem nie masz...
- Nie..skąd... - położyłem instynktownie rękę na kieszeni, gdzie zawsze miałem tego zapas. Uśmiechnąłem się pod nosem sam do siebie.
-... Ja mam dużo butelek z wodą... - zaśmiała się dźwięcznie.


~Shail~

Nie pal cholero....

-Jesteś tak bardzo żałosny....i...orginalny! -zaniosłam się śmiechem bawiąc się jego maską. -hmmm...krzywo pomalowana. Zero talentu plastycznego... masz jakieś talenty poza zabijaniem...
-Nie...raczej nie...a co..? -czy mi się wydaje czy mówi to...bez sarkazmu. Jakby mówił do swojego idola. Choć właściwie to prawda.
-Wykrwawiasz się.... Ale durna śmierć! HAHAH ! "Hej...jak zginął ten psychopata?" "Wykrwawił się..." "Został postrzelony? "Nie? Umarł przez krwotok z nosa" AHAHAH!
Tak bardzo żałosne. Mamrotnął coś niezrozumiałego pod nosem wyciągając z kieszeni paczkę fajek. W mili sekundę znalazłam się obok niego wylewając całą zawartość butelki wody mineralnej na jego peta.
-Nie ma jarania.... potem wszystko śmierdzi...FU!
-Co? To ty nie jarasz? -zapytał lekko zdziwiony.
-Pewnie że nie! To skraca życie i wszystko śmierdzi... poza tym masa hajsu na to idzie...wole se kupić Skyrim'a niż takie gówno...
Patrzył na mnie niezrozumiale przez kilka chwil z otwartą buzią z której po chwili wypadł pet. Wyglądał tak komicznie! Cały mokry z miną "Ale-Ale-Ale....."! HiHHi!

~Alex~

Kac i rozmowa

Zamrugałem kilkakrotnie powiekami, dając resztką snu odejść ode mnie w niebyt. Dopiero, gdy uświadomiłem sobie, że jeszcze żyję poczułem narastający ból, który chciał rozwalić mi łeb od środka. Syknąłem cicho, zaciskając palce na włosach i odchylając głowę do tyłu. Zamknąłem oczy, mając nadzieję, że denerwujące pulsowanie w skroniach ustąpi. Myliłem się jednak, a nadzieja stała się złudna.
        Kątem oka zerknąłem na dziwną, ciemną postać siedzącą w kącie pomieszczenia, która przypatrywała mi się z ciekawością. Zmrużyłem oczy, chcąc wstać, jednak marnie mi to wyszło, a ja sam poczułem, że zaraz się porzygam.
- Kacyk, kacyk widzę...
- Kim ty jesteś? - jęknąłem. Postać założyła nogę na nogę, opierając się wygodnie o ścianę.
- A na kogo ci wyglądam?
A czy ja wyglądam na kogoś, kto lubi zagadki? Nie znam nikogo innego, kto nosi maskę. Chwila... A może jednak... Alex? Jeśli nawet, to jak to możliwe, skoro Alex jest facetem... Tu przede mną siedziała dziewczyna...
- Nie możliwe, żebyś ty był/a Alexem...
- A masz z tym jakiś problem, narkomanie?
- Nie...skąd...Nie myślałem po prostu, że Alex to taka...deska... - uśmiechnąłem się podle, jednak po chwili poczułem dziwnie bliski, metaliczny zapach krwi. Zmrużyłem oczy, przejeżdżając po twarzy ręką, na której została czerwona substancja. Krew?... Z nosa?... No tak, za dużo tego wziąłem...
- Masz niewyparzoną mordę... Potem dopiero żałujesz tego, co powiedziałeś, co? - splunęła jadem, poprawiając maskę. Prychnąłem pod nosem, odwracając wzrok. Co ona może wiedzieć...
- Co ty możesz wiedzieć...
- Jestem Alex. Uwierz mi - wiem dużo.
- Więc po co mnie tu przywlokłe...łas... Mogłem tam zostać. Towarzystwo tragicznie zmarłych, psychicznie chorych wcale mi nie przeszkadzało...
- Widać, że z głową to już masz coś nie tak... - westchnęła, udając współczucie.
- Taa... Nie tylko ja...
- A nie mówiłam... Za byle kogo się uważasz i myślisz, że wszystko możesz, a gówno możesz... Nie pyszcz tak... Nie pomogłam ci po to, aby teraz wysłuchiwać twoich użaleń i jęków...
- Więc ci mówię kurwa, że mogłaś mnie tam zostawić...
- Cóż... Wtedy nie miałabym takiej zabawy.
- Zabawy?
- Śmiesznie jest na ciebie patrzeć...
Zaśmiała się podle, układając wygodnie na belce.


~Shail~

Pobicie rekordu w długości wpisu....

-hej....facet wstawaj.... -szturchnęłam nogą zapijaczonego psychopatę. Burknął coś pod nosem, w sumie nie chciało mi się nawet dociekać co to było. -Trzeba cię zabrać z tego psychiatryka bo zaraz udzieli ci się atmosfera tego miejsca....
Z moją delikatnością wyrzuciłam go przez okno w krzaki, po czym sama zgrabnie wylądowałam na ziemi. Ale będzie miał kaca. Podtrzymując go powoli czołgaliśmy się do starych garaży. Wyglądaliśmy pewnie komicznie, zwłaszcza, że ledwo go unosiłam.
-Ciężki...cho-lera.... -Jęknęłam słysząc strzyk kości...moich kości. Otworzyłam bramę garażową, o ja pierdole jaki tu syf.... Walnęłam zapijaczone zwłoki gdzieś w kąt sama siadając na kanapie z nogami na stole, nawet nie zdjęłam maski a zasnęłam.

~Alex~

sobota, 1 lutego 2014

Przemyślenia i życiowe rozważania w jednym

Odetchnąłem głęboko, odrzucając pustą butelkę po alkoholu gdzieś przed siebie. Szkło zderzyło się ze ścianą i rozbiło na tysiące małych kawałeczków. Dokładnie tak jak moje życie. Jeszcze przed chwilą wszystko było dobrze. Nie musiałem martwić się o nic. Może jedynie o to, że ktoś zajmie nasz teren. Teraz jest zupełnie inaczej. Nie ma już nikogo. Nie ma już nic.
- Szkoda, że tak późno zdałem sobie z tego sprawę... - mruknąłem sam do siebie, mrużąc lekko w irytacji oczy. Byłem zły.. zły sam na siebie. I za to, że nigdy nie potrafię trzymać słów na uwięzi. Zawsze muszę powiedzieć coś za dużo...albo zapomnieć wyznać niektórych rzeczy. Taki kaprys.
- Tylko dlaczego ona...
Jedyna osoba, którą lubiłem wkurzać. Nigdy jakoś nie mogłem jej zabić. Nawet wtedy, gdy nadarzała się do tego idealna okazja, nie mogłem nacisnąć na spust. Dlaczego? Nie wiem... Gdybym wtedy tego nie powiedział... Ona by żyła. Nie uciekłaby. Nic by się nie stało. Z resztą przecież zawsze musi się stać "coś", żeby życie stało się "zabawniejsze".
- Pewnie... - prychnąłem sarkastycznie pod nosem, zażywając ostatnią tabletkę. Łeb mi pękał, a sam czułem się jakbym miał stać się szklaną butelką po spotkaniu ze ścianą. Gdybym teraz wstał, na pewno bym się spotkał z podłogą.  
- Alex... - mruknąłem po chwili, ożywiając temat na nowo w mojej głowie. Racja. W końcu mój "idol". Maska i te bzdety. W końcu trzeba być "oryginalnym" tak jak ja. Oryginalność to moje drugie imię... od drugiej strony chyba... A jeśli to wszystko na prawdę się już skończyło? Jeśli tak, to chcę umrzeć....

~Shail~

piątek, 31 stycznia 2014

Ricko i paczka szlug kontra "ja za dużo myślę"

Usiadłem sobie wygodnie na fotelu, rozdziewiczając puszkę z procentami nie wiem ilu procentowymi. Omiotłem wzrokiem pomieszczenie, gdzie przesiadywała cała reszta i uśmiechnąłem się debilnie do siebie.
- No! Teraz to są stare orły - klasnąłem w dłonie, pocierając je o siebie. Niektórzy przytaknęli mi, a inni uśmiechnęli się nieznacznie.
- Bez Shaila spokojniej. Nikt się nie drze, nie rozkazuje, nie zabija. Szkoda tylko, że nie ma Alisy. To wszystko przez niego. Gdyby trzymał mordę na kłódkę, to nic by się nie stało.
- Taa. Bywa. Takie życie. Na uspokojenie rozdaję jointy, skręty, kokę, marychę i LSD. Komu do koloru to do wyboru. Zapraszam spróbować nowego życia! - wyłożyłem na stolik przeróżne opakowania, paczuszki, papieroski, listki zielone, kolorofe i cudne. Wszyscy rzucili się na nie jak na promocje w warzywniaku.
- Spokojnie, nie pobijcie się! Boże jaka dzicz! - machnąłem ręką, sam zapieprzając jointa. Uśmiechnąłem się błogo, odchylając głowę do tyłu.
- Więc mamy tylko tak siedzieć i nic nie robić? - wtrąciła się Naya, spoglądając po wszystkich.
- Pewnie, kocie. Wrzuć na luz, nie ma Shaila, my żyjemy... Po połowie, ale w końcu to coś - wzniosłem do góry puszkę, stukając się nią z Billym. Rudowłosa westchnęła ciężko i w końcu sama postanowiła się skusić. Dobra robota, Ricko! Plan zjarać wszystkich - zaliczony. Plan zjarać siebie - też zaliczony. Plan - nie zerzygać się... no tu będzie problem.
- Słyszeliście ludzie, że Alex powrócił? - wtrącił po chwili Bill.
- Taa. On mógłby naszym szefem zostać - zamyślony spojrzałem się w sufit.
- Jakby chciał się w ogóle pokazać. Od jakiegoś czasu ktoś chodzi po naszym terenie i bezkarnie morduje. Pewnie to on. Tylko dlaczego wrócił po tak długim czasie... Nie czaje.
- Ja też i może to i lepiej. Chcę żyć - wzruszyłem ramionami, dopijając piwo. - Za dużo myślicie. No ale w sumie... Ciekawe.
- Co ciekawe?
- To wszystko... Mam na to za mały mózg...


~Ricko~

Malu malu i sushi

-Ale miał niewyparzoną mordę...
Westchnęłam ciężko przejeżdżając pędzlem po bieli mojej maski. Tej jedynej maski. Uśmiechnęłam się pod nosem na wspomnienie gdy kilka lat temu przyszło mi ją robić i malować. A teraz trzeba ją malować na nowo bo zabrudzila się krwią. Namoczyłam pędzel w białej farbie. Jeszcze kilka maźnięć i gotowe. Prawie w sensie, że... Jeszcze trochę czerwieni...i czerni...a palnę trochę niebieskiego. HaHaHa <3 Położyłam ją w słońcu.
-A spróbuj mi teraz zacząć padać to cię zabije...nie wiem jak ale cię zabije... -Podniosłam głowę w górę patrząc na chmury, które od razu odsunęły się dając słoneczku miejsce do popisu.-Tak lepiej...
Nawet chmury się mnie boją... To chyba niezbyt dobrze nie? Nie...raczej nie.. Usiadlam opierając się o ceglany komin i otworzyłam pudeleczko z sushi.
-Mmmmmniam :3
Wzięłam pałeczki i złapałam kawałek. Teraz jest lepiej niż było u naszych wróbelków. Jeśli Shail tak wygląda, to prędzej czy później znikną z powierzchni ziemi. A ja im w tym bardzo chętnie pomogę...

~Alex~

czwartek, 30 stycznia 2014

Tell me your secret. Z kim mam przyjemność? Albo raczej nieprzyjemności...

Zmrużyłem lekko oczy, ziewając leniwie. Odkąd zamieszkałem w psychiatryku (bez podtekstów i skojarzeń) czas dłużył mi się niemiłosiernie. Nie liczyłem już dni, ani godzin. Ani niczego, co stało się dla mnie zbędne. Wszystko stało się zbędne. Puste i pozbawione sensu.
        Zerknąłem kątem oka na cień przechadzający się korytarzem szpitala. Podniosłem się z ziemi i rozejrzałem uważnie, poprawiając płaszcz. Przez chwilę zapanowała głucha cisza, którą zakłócał jedynie świst wiatru na zewnątrz. Cisza ta jednak nie trwała długo. Nie było jej to dane, gdyż po krótkim czasie w którym można liczyć sekundy, echem rozniosło się szukanie obcasów. Zza ściany wyłoniła się sylwetka dziewczyny. Na jej głowie spoczywał założony duży kaptur, a twarz zamknięta była za tajemniczą maską. Widzę, że skoro takie widma widzę, to znaczy, że albo LSD jeszcze działa, albo za długo mnie ja tam nie było...
- W końcu się spotykamy... - zaśmiała się dźwięcznie. Nie zdążyłem nawet zareagować, gdy w momencie poczułem silne uderzenie, które powaliło mnie na ziemię. Syknąłem cicho, szybko podnosząc się do pionu i odskakując metr od dziewczyny. Ona jednak najwidoczniej jeszcze się nie nabawiła, bo dostałem kolejny raz wpierdziel po mordzie i po kręgosłupie. Mój własny i osobisty kat złapał mnie za szmatu i kulturlnie przyłożyła do zimnej ściany.
- Możesz czuć się wyróżniony, że cię nie zabije... Jeszcze... - syknęła.
- Wprost skacze z radości... Robił bym to, gdybyś mnie tylko puściła.
Dziewczyna prychnęła pod nosem i na dodatek dostałem w pysk za pyszczenie przy dostojniku. Mam szczęście chyba.
- Żałosny jesteś...
- Mów do ściany... - prychnąłem, ocierając krew z ust.
- Mam nadzieję, że przy następnym spotkaniu nie będziesz już taki pewny... Ups, wybacz.. Ja to wiem..
- O ile będzie drugie spotkanie...
- Nie martw się, stanie we to szybciej, niż myślisz...
Powiedziawszy to, zniknęła...

~Shail~

Normalny...

Westchnąłem ciężko, mrużąc oczy. Czy mi się zdaje, czy tam ktoś stoi? Podniosłem się z zimnego betonu i podszedłem do okna, skąd przed chwilą wychylała się zwiewna, ciemna postać. Teraz nic tu nie było.  Jakby wcześniej rozpłynęło się w powietrzu. 
- Dziwne... - mruknąłem pod nosem, chcąc wrócić na moje stare miejsce. Niestety było już przez kogoś zajęte. Czarnowłosa dziewczyna głowę miała spuszczoną, a wzrok utkwiony w dłoniach ułożonych na kolanach. Obok niej leżała paczka papierosów, nóż, jakieś tabletki, żyletki.
-.. Kim jesteś?
- Wiedziałem, że mnie zapomnisz... - odezwała się po chwili. - To przez ciebie nie żyję. To ty mnie zabiłeś. Jak mogłeś!
- Pieprzysz od rzeczy! - warknąłem, rzucając w postać nożem. Przetarłem oczy, czując jak obraz zaczyna tracić barwy i kontrast. Zamrugałem kilkakrotnie, jednak w miejscu dziewczyny nie było już nikogo, a nóż tkwił wbity w drewniane drzwi. Westchnąłem ciężko, opierając się o zimną ścianę.
- To nie moja wina... - szepnąłem sam do siebie.
Owszem, twoja...
- Kim jesteś? - rozejrzałem się, słysząc czyjś nieznajomy głos.
Jestem tobą... 
-... Mną? No to współczuje...
Spójrz Shail... Kim tak naprawdę jesteś... Zwykłym chłopakiem. Żadny z ciebie zabójca. 
Prychnąłem pod nosem, odrzucając od siebie broń. Może moja druga połowa ma rację...


~Shail~





Co wiesz o Alexie?

-Do kitu... -Jeknalem cicho gdy kość wróciła na swoje miejsce. Przez Shaila Alisa nie żyje... Świetnie. Nawet nie zdążyłem jej przeprosić a tu niespodzianka! Zgniotłem puszkę odrzucając ją w kąt.
-Idziesz po po to i wrzucasz do śmietnika jak grzeczny chłopczyk... -Siedzacy przy komputerze blondyn nawet się nie odwrócił.
-Wiec wstań i rusz się... -Prychnalem pod nosem Z podlym usmieszkiem.
-Ani mi się śni... Mam inny problem niż jakas tam puszka.. Ktoś grasuje po naszej dzielnicy i zabija...
-Moze miejska legenda powróciła... -Westchnalem i jednak wstałem po tą cholerną puszkę. -Ten twoj Alex, hm?
-Alex? Co o nim wiesz...?
-Kilka lat temu tez zabijal... A potem zniknął i zaczął hakowac systemy... Ale wszesniej był mordercą... Nikt nigdy go nie widział, a jeśli tak...wąchał pedalskie różowe kwiatki od spodu...

~Sebastian~

środa, 29 stycznia 2014

Narkotyki, psychotropy. Odcinek pierwszy: obcujemy z obcymi siłami zła.

Naciągnąłem bardziej kurtkę na ramiona, gdy poczułem przenikające zimno. Noce nadal nie należały do najcieplejszych, zostawiając po sobie ślady zimy na liściach i ziemi. Ksiezyc wisiał wysoko na niebie, czasami będąc zakrywanym przez gęste, ciemne chmury. Westchnąłem ciężko, przekraczając próg najbardziej opuszczonych ruin w tych okolicach. Opuszczony, poradziecki szpital psychiatryczny. Właśnie to, co tacy niegrzeczni chłopcy jak ja lubią najbardziej. Potem oczywiście zostają tu na zawsze, ale mniejsza...
Rozejrzałem się uważnie, wchodząc schodami na pierwsze piętro. Wszystko wyglądąło tu jeszcze gorzej niż za dnia. Ściany się waliły, podłoga, nie było okien. Nie wspominając, że miejscowi lubią wymyślać sobie legendy o tym, jak ten szpital jest bardzo nawiedzony.
Tak samo jak ja. No serio...
Pewnie gdybym to kopnął, po chwili nic by z tego już nie zostało.
- Shail, kope lat... Po towar się przyszło?
Nagle zza bocznej ściany wyłoniła się ciemna postać. Ubrana była w długi, czarny płaszcz. Chłopak miał białe, pół długie włosy z czarnymi końcówkami, które ukrywał pod dużym kapturem.
- A jakże by inaczej?
- Ha! Perfecto! - klasnął rozradowany w dłonie, rozkładając towar na podłodze. Po chwili kontynuował: - Chcesz cracka?
- Ostatnio brałem...
- I jak? Były efekty uboczne? Mi po tym zawsze chcę rozpierdolić łeb... - jęknął zażenowany.
- Ja nic nie czuję...
- Boś ty nie człowiek. Weź sobie LSD.
- Ja rozumiem, że jesteśmy w psychiatryku, ale wiesz...
- Co ci szkodzi! Niezłe schizy.
- Dokładnie zjawiska paranormalne, jaskrawe barwy, załamanie świata, psychiczne wizje, chęci samobójstwa?
- Ekhem... Właśnie tak.
Westchnąłem ciężko, wkładając nowo nabyty towar do kieszeni. Z drugiej wyjąłem godną zapłatę i podałem chłopakowi.
- Interesy z tobą to czysta przyjemność... - usmiechnął do szatańsko.
- Taa... Niezłe klimaty, chyba tu zostanę.
- Ha! Do ciebie to pasuje - rzekle, wyskakujac przez okno, a dodał jeszcze na odchodnym: - Tylko nie przepijaj tego niczym, bo na serio wyladujesz w psychiatryku!
- Tak, tak... Nie słyszę cię... Coś, że mam przepić...

~Shail~

Psychopatka....

Zaczynamy. Skoczyłam na moją ofiarę jak zawodowy łowca skracając od razu jej nic nie znaczące życie. Gładko wylądowałam na ziemi, jeszcze zanim zimne ciało opadło bezwładnie na mokry beton.
-Teraz tylko czekać na pieski....
Dźwięk syren, skryłam się w cieniu oddając moją duszę nocy. Wyciągnęłam dwie czarne spluwy zrobione specjalnie dla mnie. I dla mojego osobistego sposobu zabijania.
-Witajcie panowie....
Odezwałam się po chwili. Zastygli niemal jak woskowe figury, jedynie bicie ich serc i przyśpieszone oddechy upewniały śmierć, że czeka ją praca. Więc chodź tu moja nierozłączna połówko. Jeden po drugim padali, a lodowe kule rozpływały się w ich ciałach. To takie piękne być w swojej skórze, nie musieć męczyć się z byciem grzeczną sierotką marysią.
-Już? Tak szybko?
Spojrzałam na moje zabaweczki, które już na pewno były martwe. Warto jednak zawsze się upewnić.
-Następnym razem powieszę ich nad jeziorem pełnym komarów, poczekam aż ich pogryzą, rozwiążę im ręce, żeby mogli się podrapać i znów zwiążę.... (pozdrawiam Agatę xD )
Mój szyderczy, lekko psychiczny śmiech, echo poniosło w głąb miasta uświadamiając innym, że wróciłam. Koszmar wszystkich znów zaistniał, będą umierali patrząc na moją maskę. Nie nie zgapiam od psychopaty, to on wzorował się na mnie. Wskoczyłam na dach chowając broń w specjalnie przygotowane miejsce na nie na udach. Ważne jest żeby szybko dorwać się do narzędzia zbrodni. Księżyc powoli chował się za budynkami. HA! Chyba nie myślicie, że to koniec naszej wycieczki po zaświatach! Proszę usiąść wygodnie i trzymać łapska przy sobie, dziękuję. Ze śmiechem ruszyłam przed siebie. Teraz znałam swoją wartość, byłam ponad wszystkimi, byłam lepsza od wszystkich, byłam sobą! Taką jaką stworzył mnie Blood Moon. Alex powstał z popiołów jak feniks, niezniszczalny i wieczny. Jestem legendą tego miasta. Co tam nasze czarne wróbelki, macie Alexa! Skoczyłam z wieżowca. Mój cień na tle słońca zainteresował wszystkich, jednak nie ma tak dobrze panie i panowie! Zahaczyłam linkę o jeden z balkonów i przeleciałam nad ulicą główną, gładko lądując na jednym z dachu i znikając w dzielnicy portowej. Pa Pa rybeńki... Idę się zabawić! HAHAHA!

~Alex~

Dlaczego zawsze ja i rozmowy w toku w jednym - czyli jak znaleźć sobie przyjaciół.

- Okej... i teraz s-suchaj ufasznie... - uniosłem palec wskazujący do góry, dając znak, aby mój rozmówca zamilkł. - Teraz Alisa nie żyje, dupa. Ten debil sie szfenda dzieś... Też dupa. No i muszę ci się poskarżyć, że on ciągle pije! Ciągle! Tylko j-ja jedyny pije to... Mało prosentowe... Znaczy nie patrz się tak na mnie, b-bfo ta miła eksfedientka mówiła, że to mleko malo ma procentów...
Spojrzałem się na rudą wiewiórkę, która widocznie z zaciekawieniem wsłuchiwała się w moje słowa, nawet ich nie rozumiejąc pewnie. Fascynujące! Nazwę ja Naya! Tak, właśnie. Moją wiewiórcia Naya nie będzie a mnie krzyczeć, wiewiórcia nie będzie mnie bić, wiewiórcia nie będzie się nade mną znęcać... Ani...
- Ricko!
Z otłumiena wyrwał mnie szyjś donośny głos. Zmarszczyłem zdziwiony brwi, odsuwając się o metr dalej od drzewa. W moich oczach malowało się jedno, piękne "WTF ". Ale chwila, skoro ta wiewiórcia umie mowić, to znaczy, że znalazłem sobie przyjaciela!
- Moja wiewiórcia Naya przemówiła! - krzyknalem wesoło, rzucając się na drzewo i obejmując je ramionami. Chyba wiewiórcia się wystraszyła, bo uciekła. Ale dalej do mnie mówiła. Dziwne...
- Ricko! Ricko!! Ocknij się! Zejdź na planetę zwaną "Ziemia"...
Odwróciłem się gwałtownie, a przed sobą ujrzałem postać rudowłosej dziewczyny. Chryste panie, dzieci ulicy, matka prostytutka! Naya zamieniła się w wiewiórkę, potem w człowieka!
- Ty nieludziu! Odejdź ode mnie! - wrzasnalem.
- Co ty pieprzysz? Chodź, nie ma czasu... Szef gdzieś zniknął, a reszta się rozproszyła...
- Żę ćwę co?
- To koniec, Ricko... Nigdy nie będzie tak jak dawniej...
- Nie smutaj mordki. Masz mnie!
Dziewczyna zlustrowała mnie krytycznym wzrokiem, wzdychajac ciężko.
- Okej... Jakby co, to powiem, że jesteś moim psychicznie chorym bratem i potrzebujesz pomocy specjalisty... Przejdzie, nie?
- Jak możesz... A ja ci ufałem... Tak samo jak Shailowi...
- Wiem... Niestety wiem...

~Ricko~

Uwaga! Psychopata grasuje po mieście!

-Hej! Szalony kapeluszniku!
Zeskoczyłam z dachu starych garaży i podeszłam do pewnego pana w płaszczu i kapeluszu. Zmierzył mnie wzrokiem z uśmieszkiem pod nosem. 
-No ładnie... Oglądać cię to dar dla oczu...Alex... 
-Napatrz się bo zaraz znikam... Wiesz po co tu jestem... - podeszłam bliżej wyciągając rękę - dziękuje za przechowanie moich maleństw...
-nie mam ich.. -wciął mi się w środek mojego monologu- zgubiłem...
-c...co...co zrobiłeś?!
Stalam tak przez chwile z otwarą buzią. Jak on mógł je zgubić!? Rzuciłam się na niego przyciskając do zimnej ściany.
-Zabije cię! Jesteś po prostu martwy!
W jego oczach pojawiło się coś co mnie tylko uszczęśliwiło...strach. Zaczęłam go dusić jakbym to nie była ja, jakby coś przejęło nade mną kontrolę. Puściłam go na sekundę przed tym gdy jego serce zamierzało przestać bić. Jego nieprzytomne ciało osunęło się na ziemię. Zastygłam.
-wybacz...
Szepnęłam odbiegając jak najdalej. Prawie zabiłam swojego najlepszego przyjaciela. Co się ze mną dzieje? Jestem hakerem nie zabójcą! Wiec czemu czułam tą chorą satysfakcję gdy go dusilam? Jestem potworem...

~Alex~

wtorek, 28 stycznia 2014

Deszcz wszedzie... Ciągle pada... Czyli co człowiek ma ze sobą zrobić, gdy nie wie, co ze sobą zrobić.

Siedziałem pusto i bez sensu wpatrując się w ścianę. Z nad kubka z gorąca herbatą unosiła się para, a zegar wydawał z siebie ciche tykanie. Westchnąłem ciężko, kątem oka spoglądając na gazetę leżącą na małym stoliku. Po chwili jednak szybko przeniosłem swój wzrok w inny punkt, zawieszając go na suficie pokrytym warstwą cienia. Myślałem... Albo raczej nie myślałem. W tym momencie sam nie wiedziałem co robić. Ktoś raz powiedział mi, że oprócz tego, że jestem debilem, to też, że tempym. W sumie miał rację. Albo nie, przepraszam. Przecież kto w ogóle może coś o mnie wiedzieć? Jestem sławnym zabójcą własnego losu. Zawsze jest o słowo za dużo. Z resztą co ja się modle nad sobą. To jej wina. To ona sobie poszła. Ja nie jestem wcale winny, przecież nic nie zrobiłem.
- Deszcz pada...
Zerknąłem kątem oka na ciemną postać wchodzącą do budynku. Rudowłosa ściągnęła przemoczony płaszcz, rzucając go w kąt. Tylko przez moment uraczyła mnie swoim spojrzeniem, a po chwili bez życia wdrapała się po schodach i zamknęła w swoim pokoju. Westchnąłem ciężko, opierając głowę o tył kanapy. Po chwili stwierdziłem jednak, że nie będę siedział, tylko wyjdę. Najlepsze co można zrobić...
        Złapałem szybkim ruchem kurtke i zarzuciłem ją sobie za ramię. Nikogo nie informowałem, że wychodzę. To bez znaczenia.

~Shail, niekochany pedofil~

Wszystko przepadło...

Dwa dni później...

Wpadłem do pokoju szefa jak bym miał motorek w dupie.
-Alisa nie żyje!
Naya upuściła puszkę, a Ricko zastygł w bezruchu. Szef jakby nagle przestał oddychać. Patrzył się pusto na herbatę w kubku.
-Jak...?
Odezwał się po dobrych kilku chwilach.
-Znaleziono zmasakrowane zwłoki dziewczyny o kruczoczarnych włosach i w bluzie z uszami... Zresztą sam zobacz...
Podałem mu gazetę. Czy...jemu drżały ręce?
-Wyjść...nie was tu...wszystkich...
Powiedział sucho odrzucając gazetę. Nie był smutny raczej wściekły, a może po prostu udawał. Posłusznie zeszlismy na dół.
-Może teraz będzie jak za starych dobrych czasów? -Ricko odezwał się niepewnie siadając na kanapie.
-Nie... Nie będzie..
-Naya! A ty dokąd?!
-Ide się....przejść...
Westchnąłem ciężko siadają przy kompie. Co do? Wiadomość od Alexa? On żyje!

Użytkownik: Billy dołączył do rozmowy...
Billy:Czeeeesc c:
Alex: Wreszcie! Myślałem, że coś cię zjadlo ._.
Billy: Nie! To murzyni giną na początku, a przystojni informatycy uciekają i żyją długo i szczęśliwie! No...poza Alisą...
Alex:Wiem... Przykro mi Billy, ale to wasza wina...
Billy: nasza?
Alex: To wy jej nie chcieliscie i traktowaliscie jak piąte koło u wozu. Przez chwilę byliście dla niej jak rodzina, ale to spieprzyliscie...
Billy: skąd to wiesz?
Alex: Jestem Alex... To powinno ci wystarczyć...

~Billy~

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Cześć, możesz nie wracać

- Ups? Jaka szkoda... - parsknąłem śmiechem, zakrywając twarz rękoma. Ricko spojrzał się na mnie niezrozumiale, a następnie swoje spojrzenie zielonych oczu przeniósł na poturbowaną Alise.
- Wybacz, kocie - usmiechnął się glupkowato, pomagając jej wstać. Dziewczyna prychnęła pod nosem, ciskając we mnie błyskawice. Uśmiechnąłem się podle, ukazując szereg białych zębów. Szatyn oparł się o ścianę i skrzyżował ręce na klatce, przyglądając się nam.
- Shail powinieneś być ranny częściej... Masz wtedy lepszy humor...
- Przesadzasz... Po prostu śmieje się z tej sieroty.
Alisa wypuściła głośno powietrze, odrzucając z wściekłością włosy.
- Masz coś do mnie to napisz to a kartce i wsadź sobie w dupe...
- Już pedze...
- Mam rozumieć, że moje towarzystwo ci nie odpowiada?
- Nie skądże... - przewróciłem oczami.
- Więc nieobchodziło by cię, gdybym odeszła?
- Możesz odejść nawet w tej chwili!
- Świetnie! Pierdol się!
- Super! Powodzenia w dalszym życiu! Nikt cię tu nie potrzebuje!
Dziewczyna z impetem wyszła, zatrzaskując za sobą drzwi. Teraz nawet nie obchodziło mnie to, że wyszła. Może kiedyś tak... Wątpię, żeby to zrozumiała...

~Shail~

Drzwi

-...debil! -Warknęłam policzkując go- nienawidzę cię! Nienawidzę...
Popatrzył na mnie z niezrozumieniem gdy po policzkach zaczęły spływać mi łzy. Tak bardzo byłam samotna, tak bardzo chciałam znaleźć swoje miejsce.
-O co ci znów chodzi sieroto? -Odezwal się jak zwykle patrząc na mnie lodowatymi oczami. Czy jego cokolwiek obchodzi? -możesz być ciszej? Głowa mi pęka...
Zamilkłam wpatrując sie w niego, po czym po prostu usiadłam pod ścianą w kącie i zwinelam się w kłębek. Oczywiście po chwili dostałam drzwiami, co u psychopaty wywołało napad śmiechu.
-Ty się usmiechasz! O.O -Ricko wydarl się na cały budynek
-B..bo..mnie..przy...gniataaaasz... -wysapałam z trudem. *chrup*
-Chyba mi coś pękło...

~Alisa~

piątek, 24 stycznia 2014

Wyrównane rachunki

Bez litości, bez sensu, bez marzeń... Bez nadziei na lepsze jutro. Właśnie taka codzienność czeka cię na ulicy. Ktoś mnie przed tym ostrzegał. Nie posłuchałem...

Śniłem. Chociaż do końca nie mam pewności, czy to był sen. Teraz wszystko staje się tak mało rzeczywiste, że nie wiem już, w co wierzyć. Na początku nie widziałem nic. Byłem sam jeden pośród milionów cieni pałętających się wokół mnie. Przez chwilę poczułem się jak mały chłopiec, który przestraszył się maszkary z filmu. Często to ja straszyłem tak Sebastiana, gdy byliśmy dziećmi. Teraz wszystko się zmieniło. Nie jesteśmy już dziećmi...
        Potem ukazała mi się jakaś rozmazana sylwetka. Nie widziałem jej twarzy, ani nie wiedziałem kim jest. Mówiła coś, jednak nie mogłem rozróżnić wypowiadanych słów od dziwnych szeptów w mojej głowie.
- Shail... Kim tak naprawdę jesteś?
Po chwili usłyszałem cichy głos. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Milczałem. Chociaż nie chciałem.
- Ty debilu! Czemu to zrobiłeś!?
        Otwarłem gwaltownie powieki, jednak za chwilę tego pożałowałem. Jasne promienie słoneczne zaatakowały brutalnie moje oczy. Jęknąłem cicho, zasłaniając twarz ręką. Teraz każdy, choćby najmniejszy ruch bolał cholernie.
- Shail?
- Kim ty...
- To ja, Alisa... Nie poznajesz? - załkała. Zmrużyłem oczy, przypominając sobie jej postać.
- Co się stało...
- Mam ci powiedziec? Rzuciłeś się jak debil na tę kulke! Musiałeś, prawda!? - wykrzyczała przez łzy.
- Cii... Nie krzycz...
- Najchętniej dałabym ci w pysk... - warknęła.
- Więc czemu tego nie zrobisz? To nie pierwszy raz, gdy jestem ranny... Żyje, prawda? Poza tym... Czyżbyś się martwiła? - uśmiechnąłem się podle. Dziewczyna zapowietrzyla się, ciskając we mnie błyskawice.
- Wal się!
- Ałć... Zabolała riposta... Ale wiesz... Przynajmniej teraz będziemy mieć wyrównane rachunki...
- Rachunki?
- Mam ci przypomnieć, kto się tobą zajmował, gdy umierałaś?...

~Shail~

czwartek, 23 stycznia 2014

Krótkie wnioski

   -Czemu...? Czemu to zrobiłeś debilu?... - Ukryłam twarz w dłoniach. Jego ciałem wstrząsały dreszcze. Wyglądał jakby miał zamiast przestać oddychać. NIE! Uderzyłam się w policzek. On nie może umrzeć! Po policzkach spłynęły łzy rozmazując czarną kredkę do oczu. Przykryłam go kolejnym kocem, trzeba by wreszcie zainwestować w jakąś pościel czy coś...
Zeszłam na dół i nastawilam wodę na herbatę. O ile mamy jeszcze herbatę. Otworzylam szafke, jakieś ciasteczka, jakiś gorący kubek czy inne badziewie, sucharki i o dziwo torebka herbaty.
-Coś nowego..-burknelam pod nosem - mamy herbatę... Czyli picie gorącej wody idzie w odstawke...
To już nie Orły...teraz to tylko zastraszone wróble...

~Alisa~