- Okej... i teraz s-suchaj ufasznie... - uniosłem palec wskazujący do góry, dając znak, aby mój rozmówca zamilkł. - Teraz Alisa nie żyje, dupa. Ten debil sie szfenda dzieś... Też dupa. No i muszę ci się poskarżyć, że on ciągle pije! Ciągle! Tylko j-ja jedyny pije to... Mało prosentowe... Znaczy nie patrz się tak na mnie, b-bfo ta miła eksfedientka mówiła, że to mleko malo ma procentów...
Spojrzałem się na rudą wiewiórkę, która widocznie z zaciekawieniem wsłuchiwała się w moje słowa, nawet ich nie rozumiejąc pewnie. Fascynujące! Nazwę ja Naya! Tak, właśnie. Moją wiewiórcia Naya nie będzie a mnie krzyczeć, wiewiórcia nie będzie mnie bić, wiewiórcia nie będzie się nade mną znęcać... Ani...
- Ricko!
Z otłumiena wyrwał mnie szyjś donośny głos. Zmarszczyłem zdziwiony brwi, odsuwając się o metr dalej od drzewa. W moich oczach malowało się jedno, piękne "WTF ". Ale chwila, skoro ta wiewiórcia umie mowić, to znaczy, że znalazłem sobie przyjaciela!
- Moja wiewiórcia Naya przemówiła! - krzyknalem wesoło, rzucając się na drzewo i obejmując je ramionami. Chyba wiewiórcia się wystraszyła, bo uciekła. Ale dalej do mnie mówiła. Dziwne...
- Ricko! Ricko!! Ocknij się! Zejdź na planetę zwaną "Ziemia"...
Odwróciłem się gwałtownie, a przed sobą ujrzałem postać rudowłosej dziewczyny. Chryste panie, dzieci ulicy, matka prostytutka! Naya zamieniła się w wiewiórkę, potem w człowieka!
- Ty nieludziu! Odejdź ode mnie! - wrzasnalem.
- Co ty pieprzysz? Chodź, nie ma czasu... Szef gdzieś zniknął, a reszta się rozproszyła...
- Żę ćwę co?
- To koniec, Ricko... Nigdy nie będzie tak jak dawniej...
- Nie smutaj mordki. Masz mnie!
Dziewczyna zlustrowała mnie krytycznym wzrokiem, wzdychajac ciężko.
- Okej... Jakby co, to powiem, że jesteś moim psychicznie chorym bratem i potrzebujesz pomocy specjalisty... Przejdzie, nie?
- Jak możesz... A ja ci ufałem... Tak samo jak Shailowi...
- Wiem... Niestety wiem...
~Ricko~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz