piątek, 31 stycznia 2014

Ricko i paczka szlug kontra "ja za dużo myślę"

Usiadłem sobie wygodnie na fotelu, rozdziewiczając puszkę z procentami nie wiem ilu procentowymi. Omiotłem wzrokiem pomieszczenie, gdzie przesiadywała cała reszta i uśmiechnąłem się debilnie do siebie.
- No! Teraz to są stare orły - klasnąłem w dłonie, pocierając je o siebie. Niektórzy przytaknęli mi, a inni uśmiechnęli się nieznacznie.
- Bez Shaila spokojniej. Nikt się nie drze, nie rozkazuje, nie zabija. Szkoda tylko, że nie ma Alisy. To wszystko przez niego. Gdyby trzymał mordę na kłódkę, to nic by się nie stało.
- Taa. Bywa. Takie życie. Na uspokojenie rozdaję jointy, skręty, kokę, marychę i LSD. Komu do koloru to do wyboru. Zapraszam spróbować nowego życia! - wyłożyłem na stolik przeróżne opakowania, paczuszki, papieroski, listki zielone, kolorofe i cudne. Wszyscy rzucili się na nie jak na promocje w warzywniaku.
- Spokojnie, nie pobijcie się! Boże jaka dzicz! - machnąłem ręką, sam zapieprzając jointa. Uśmiechnąłem się błogo, odchylając głowę do tyłu.
- Więc mamy tylko tak siedzieć i nic nie robić? - wtrąciła się Naya, spoglądając po wszystkich.
- Pewnie, kocie. Wrzuć na luz, nie ma Shaila, my żyjemy... Po połowie, ale w końcu to coś - wzniosłem do góry puszkę, stukając się nią z Billym. Rudowłosa westchnęła ciężko i w końcu sama postanowiła się skusić. Dobra robota, Ricko! Plan zjarać wszystkich - zaliczony. Plan zjarać siebie - też zaliczony. Plan - nie zerzygać się... no tu będzie problem.
- Słyszeliście ludzie, że Alex powrócił? - wtrącił po chwili Bill.
- Taa. On mógłby naszym szefem zostać - zamyślony spojrzałem się w sufit.
- Jakby chciał się w ogóle pokazać. Od jakiegoś czasu ktoś chodzi po naszym terenie i bezkarnie morduje. Pewnie to on. Tylko dlaczego wrócił po tak długim czasie... Nie czaje.
- Ja też i może to i lepiej. Chcę żyć - wzruszyłem ramionami, dopijając piwo. - Za dużo myślicie. No ale w sumie... Ciekawe.
- Co ciekawe?
- To wszystko... Mam na to za mały mózg...


~Ricko~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz