piątek, 24 stycznia 2014

Wyrównane rachunki

Bez litości, bez sensu, bez marzeń... Bez nadziei na lepsze jutro. Właśnie taka codzienność czeka cię na ulicy. Ktoś mnie przed tym ostrzegał. Nie posłuchałem...

Śniłem. Chociaż do końca nie mam pewności, czy to był sen. Teraz wszystko staje się tak mało rzeczywiste, że nie wiem już, w co wierzyć. Na początku nie widziałem nic. Byłem sam jeden pośród milionów cieni pałętających się wokół mnie. Przez chwilę poczułem się jak mały chłopiec, który przestraszył się maszkary z filmu. Często to ja straszyłem tak Sebastiana, gdy byliśmy dziećmi. Teraz wszystko się zmieniło. Nie jesteśmy już dziećmi...
        Potem ukazała mi się jakaś rozmazana sylwetka. Nie widziałem jej twarzy, ani nie wiedziałem kim jest. Mówiła coś, jednak nie mogłem rozróżnić wypowiadanych słów od dziwnych szeptów w mojej głowie.
- Shail... Kim tak naprawdę jesteś?
Po chwili usłyszałem cichy głos. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Milczałem. Chociaż nie chciałem.
- Ty debilu! Czemu to zrobiłeś!?
        Otwarłem gwaltownie powieki, jednak za chwilę tego pożałowałem. Jasne promienie słoneczne zaatakowały brutalnie moje oczy. Jęknąłem cicho, zasłaniając twarz ręką. Teraz każdy, choćby najmniejszy ruch bolał cholernie.
- Shail?
- Kim ty...
- To ja, Alisa... Nie poznajesz? - załkała. Zmrużyłem oczy, przypominając sobie jej postać.
- Co się stało...
- Mam ci powiedziec? Rzuciłeś się jak debil na tę kulke! Musiałeś, prawda!? - wykrzyczała przez łzy.
- Cii... Nie krzycz...
- Najchętniej dałabym ci w pysk... - warknęła.
- Więc czemu tego nie zrobisz? To nie pierwszy raz, gdy jestem ranny... Żyje, prawda? Poza tym... Czyżbyś się martwiła? - uśmiechnąłem się podle. Dziewczyna zapowietrzyla się, ciskając we mnie błyskawice.
- Wal się!
- Ałć... Zabolała riposta... Ale wiesz... Przynajmniej teraz będziemy mieć wyrównane rachunki...
- Rachunki?
- Mam ci przypomnieć, kto się tobą zajmował, gdy umierałaś?...

~Shail~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz