Dwa dni później...
Wpadłem do pokoju szefa jak bym miał motorek w dupie.
-Alisa nie żyje!
Naya upuściła puszkę, a Ricko zastygł w bezruchu. Szef jakby nagle przestał oddychać. Patrzył się pusto na herbatę w kubku.
-Jak...?
Odezwał się po dobrych kilku chwilach.
-Znaleziono zmasakrowane zwłoki dziewczyny o kruczoczarnych włosach i w bluzie z uszami... Zresztą sam zobacz...
Podałem mu gazetę. Czy...jemu drżały ręce?
-Wyjść...nie was tu...wszystkich...
Powiedział sucho odrzucając gazetę. Nie był smutny raczej wściekły, a może po prostu udawał. Posłusznie zeszlismy na dół.
-Może teraz będzie jak za starych dobrych czasów? -Ricko odezwał się niepewnie siadając na kanapie.
-Nie... Nie będzie..
-Naya! A ty dokąd?!
-Ide się....przejść...
Westchnąłem ciężko siadają przy kompie. Co do? Wiadomość od Alexa? On żyje!
Użytkownik: Billy dołączył do rozmowy...
Billy:Czeeeesc c:
Alex: Wreszcie! Myślałem, że coś cię zjadlo ._.
Billy: Nie! To murzyni giną na początku, a przystojni informatycy uciekają i żyją długo i szczęśliwie! No...poza Alisą...
Alex:Wiem... Przykro mi Billy, ale to wasza wina...
Billy: nasza?
Alex: To wy jej nie chcieliscie i traktowaliscie jak piąte koło u wozu. Przez chwilę byliście dla niej jak rodzina, ale to spieprzyliscie...
Billy: skąd to wiesz?
Alex: Jestem Alex... To powinno ci wystarczyć...
~Billy~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz