-Ale miał niewyparzoną mordę...
Westchnęłam ciężko przejeżdżając pędzlem po bieli mojej maski. Tej jedynej maski. Uśmiechnęłam się pod nosem na wspomnienie gdy kilka lat temu przyszło mi ją robić i malować. A teraz trzeba ją malować na nowo bo zabrudzila się krwią. Namoczyłam pędzel w białej farbie. Jeszcze kilka maźnięć i gotowe. Prawie w sensie, że... Jeszcze trochę czerwieni...i czerni...a palnę trochę niebieskiego. HaHaHa <3 Położyłam ją w słońcu.
-A spróbuj mi teraz zacząć padać to cię zabije...nie wiem jak ale cię zabije... -Podniosłam głowę w górę patrząc na chmury, które od razu odsunęły się dając słoneczku miejsce do popisu.-Tak lepiej...
Nawet chmury się mnie boją... To chyba niezbyt dobrze nie? Nie...raczej nie.. Usiadlam opierając się o ceglany komin i otworzyłam pudeleczko z sushi.
-Mmmmmniam :3
Wzięłam pałeczki i złapałam kawałek. Teraz jest lepiej niż było u naszych wróbelków. Jeśli Shail tak wygląda, to prędzej czy później znikną z powierzchni ziemi. A ja im w tym bardzo chętnie pomogę...
~Alex~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz