wtorek, 28 stycznia 2014

Deszcz wszedzie... Ciągle pada... Czyli co człowiek ma ze sobą zrobić, gdy nie wie, co ze sobą zrobić.

Siedziałem pusto i bez sensu wpatrując się w ścianę. Z nad kubka z gorąca herbatą unosiła się para, a zegar wydawał z siebie ciche tykanie. Westchnąłem ciężko, kątem oka spoglądając na gazetę leżącą na małym stoliku. Po chwili jednak szybko przeniosłem swój wzrok w inny punkt, zawieszając go na suficie pokrytym warstwą cienia. Myślałem... Albo raczej nie myślałem. W tym momencie sam nie wiedziałem co robić. Ktoś raz powiedział mi, że oprócz tego, że jestem debilem, to też, że tempym. W sumie miał rację. Albo nie, przepraszam. Przecież kto w ogóle może coś o mnie wiedzieć? Jestem sławnym zabójcą własnego losu. Zawsze jest o słowo za dużo. Z resztą co ja się modle nad sobą. To jej wina. To ona sobie poszła. Ja nie jestem wcale winny, przecież nic nie zrobiłem.
- Deszcz pada...
Zerknąłem kątem oka na ciemną postać wchodzącą do budynku. Rudowłosa ściągnęła przemoczony płaszcz, rzucając go w kąt. Tylko przez moment uraczyła mnie swoim spojrzeniem, a po chwili bez życia wdrapała się po schodach i zamknęła w swoim pokoju. Westchnąłem ciężko, opierając głowę o tył kanapy. Po chwili stwierdziłem jednak, że nie będę siedział, tylko wyjdę. Najlepsze co można zrobić...
        Złapałem szybkim ruchem kurtke i zarzuciłem ją sobie za ramię. Nikogo nie informowałem, że wychodzę. To bez znaczenia.

~Shail, niekochany pedofil~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz