sobota, 5 kwietnia 2014

Krew tu, zwłoki tam. człowiek nigdy nie jest sam...

Zmrużyłem lekko oczy, przyzwyczajając je do światła, które wpuszczały do ciemnych lochów uchylone drzwi. Z zewnątrz dobiegały głośne krzyki, a ktoś inny przedstawiał swój rozwinięty poziom łaciny podwórkowej. Nagle jeb, jeden pył, kurz, nikt nie wie, co się dzieje. Nim zorientowałem się, co się dzieje, opierałem się o ścianę w najdalej oddalonym kącie celi. Wokół unosiła się gruba warstwa szarej warstwy uniemożliwiającej widzenie. Ktoś krzyknął, że trzeba uciekać. Może i ja też powinienem? Jak tchórz. Bo właśnie tak robią tchórze. Uciekają i już nigdy więcej nie wracają.
- A wy gdzie!?
Opętańczy śmiech rozniósł się echem po korytarzach. Tak, zgaduję, że Alex się bawi. Tylko skąd on...ona się tu wzięła. Czyżby zainteresował ją los orłów, czy może po prostu dostarcza sobie rozrywki. Stawiam na to drugie...
        Wymknąłem się z celi, nie zbierając po sobie żadnych rzeczy. Po co zbierać coś, czego się nie ma. Wszystko wokół ociekało krwią, a zmolestowane zwłoki walały się po ziemi.
- Smacznego... - mruknąłem ironicznie pod nosem, ruszając dalej. Przemieszczając się w cieniu, byłem prawie, że niewidoczny dla oka. Szkoda tylko, że szlugi się skończyły. Przykro mi, Alex, jednak tak szybko mnie tego nie oduczysz. Upartość jest taka zgubna...


~Shail~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz