Białe ściany dają dużo do myślenia. Szczególnie, gdy kojarzą ci się z zamkniętym oddziałem psychiatrycznym bez okien... a wszędzie wokół masz samych
skurwieli niemiłych panów i panie, które krzyczą, że to nie ich wina, a na leczenie nie mogli zebrać. Ja Pinokio nie jestem, żeby się z pajacami pieprzyć. Jeszcze ten Alex. Wziął się tak nagle i znikąd. Wszystko dzieje się za szybko, kurwa. Teraz tylko jedyna rzecz nad którą muszę pomyśleć, to jak się stąd wydostać. Będąc najgorszym sukinsynem wydostanę się stąd sam, a resztę zostawię... ucieknę, polecę do ciepłych krajów, gdzie będą obsługiwać mnie afrykańskie murzyny...
- Hej, słyszeliście? - rudowłosa obruszyła się w miejscu, przybliżając się do krat i zaciskając na nich palce. Zmrużyłem lekko oczy, nadsłuchując. Przez dłuższą chwilę nie mogłem nic usłyszeć. Jedyny słyszalny dźwięk to była kapiąca z sufitu, co było naprawdę wkurwiające przy takim bezczynnym siedzeniu...
- Kogoś mordują? - burknął pod nosem nadal obrażony na cały świat Ricko.
- Najwyraźniej - przewróciłem bezradnie oczami. To może być szansa ucieczki. Niech się nimi Trynkiewicz, Alex i inni gwałciciele w okolicy zajmą. Ja się nie obrażę...
~Shail~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz