Biegłem przez ociekające kroplami wody i przesiąknięte wilgocią korytarze. Słyszałem z oddali przyciszone głosy, które zdawałoby się, oddalały, a z czasem przybliżały. Nie przejmowałem się tym jednak. Wiedziałem, że nie zajrzą w te zakamarki, gdyż nawet do głowy pewnie im nie przyjdzie, że mogę tu być. Myślą pewnie, że już od dawna opuściłem ruiny i tak po prostu sobie uciekłem. Ja nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa, moi mili.
Wszedłem w ostry zakręt, gdy w tej samej chwili parę metrów przede mną zamajaczyła dziwna, zniekształcona sylwetka jakiegoś chłopaka. Zmrużyłem delikatnie oczy, robiąc powolne kroki w jego stronę.
- Ha! Kogóż moje oczy widzą. Czy to nie ten cały "szef" wróbelków? - zakpił, śmiejąc się parszywie.
- A ja cię, kurwa, znam? - spytałem niby od niechcenia, wkładając ręce do kieszeni. Chłopak otwarł usta, jakby chcąc coś powiedzieć, jednak po chwili szybko je zamknął.
- Nie, ale zaraz poznasz jak smakuje prawdziwy ból! - warknął pod nosem i wyciągając spluwę, wymierzył ją we mnie. - Jesteś bezbronny!
Wow, takie spostrzegawcze. A ty stoisz w wodzie, kutasie. - Hej, spójrz tam, za tobą - powiedziałem, wskazując palcem za niego. Wzdrygnął się ledwo zauważalnie, jednak nie móc oprzeć się pokusie, zrobił gwałtowny zwrot. W tym samym czasie złapałem za leżący nieopodal kabel, który nadal wypluwał z siebie mnóstwo, małych iskierek. Jednym, krótkim skokiem znalazłem się przy ów chłopaczynie, puszczając kabel, który z pluskiem uderzył o kałużę. Chłopak został zaatakowany dużą dawką prądu, po czym opadł bezwładnie na ziemię.
W ten jednak moją uwagę przykuła skulona sylwetka leżąca na ziemi. Chociaż może i nie była skulona, a to były tylko moje wyobrażenia. Tak, czy siak, przebywszy parę krótkich metrów w końcu mogłem stanąć przed nieprzytomnym truchłem. Wzdrygnąłem się prawie, że niezauważalnie, gdy leżącym ów truchłem okazał/ła się być Alex. Kucnąłem przy niej, dwoma palcami dotykając skóry na szyi, gdzie wyczułem słaby puls.
- Żyje... - mruknąłem pod nosem, po czym jakby chcąc się upewnić, rozejrzałem wkoło. Następnie swój wzrok znów przeniosłem na dziewczynę.
Paskudna rana...
Wziąłem ją na ręce, ruszając dość szybkim krokiem przed siebie. Jeśli się nie pośpieszę, ona się wykrwawi. (i zabrudzi płaszcz xD)
Po jakimś czasie, który zdawał by się być wiecznością znalazłem się w miejscu, gdzie wreszcie panował spokój i cisza. Tak, miałem na myśli tajemny garaż Alex'a. Przecież nie pójdę do ruin. Wcześniej musiałoby mnie chyba pojebać do reszty.
Ułożyłem dziewczynę mniej więcej, abym mógł dostać się do jej rany, po czym zdjąłem płaszcz. Nie wiem, czy była tu mowa nawet o bandażach.
Chociaż...
Chcąc, nie chcąc, zacząłem grzebać po różnych zakamarkach tegoż o to miejsca. Nie miałem w końcu wyboru, opierdol dostanę potem. Chuj z tym.
- Aha! - zawołałem entuzjastycznie, gdy mój wzrok natrafił na białą, zwiniętą rolkę. Złapałem bandaż, po czym usiadłem obok Alex'a. Szczerze, to ręce trzęsły mi się jak u początkującego epileptyka, bądź u nachlanego. Starałem się jednak jako tako zatamować krwawienie, a następnie opatrzyć ranę.
- Powinno wytrzymać... - powiedziałem po chwili, gdy skończyłem. Westchnąłem ciężko, odgarniając włosy z czoła i wycierając zakrwawione ręce. Mój wzrok spoczął jednak na... masce. Tak, na masce. Ciągle ją miała. Jednak pod maską ciągle kryła się twarz. Siłując się tak sam ze sobą, w końcu postanowiłem tego nie robić i dać za wygraną. Powolnym ruchem zbliżyłem rękę do jej maski, po czym delikatnym ruchem zsunąłem ją z twarzy. Moje oczy rozszerzyły się gwałtownie, widząc jej twarz, a wszystko dookoła przestało nagle istnieć.
~Shail~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz