piątek, 7 lutego 2014

Ciemność widzę, ciemność....

Zamrugałem kilkakrotnie powiekami, czując jak utracone życie znów do mnie powraca. Obraz nabierał barw, a kontrast dawał rozróżnić ścianę od podłogi. Jęknąłem cicho, macając tył głowy. Czułem się gorzej, niż po jakiejkolwiek libacji alkoholowej z którąś z ulicznych dziwek. Widocznie nie dotarło do mnie jeszcze to, co się właśnie stało. Czy ja piłem? Ćpałem? To na pewno. Ale dlaczego tu wylądowałem. Bóg mnie opuścił, a szatan przywitał. Może już umarłem, a sam o tym nie wiem...
        Rozejrzałem się nieprzytomnym wzrokiem po... nazwijmy to po imieniu - celi. Na to bynajmniej to wyglądało. Cztery, szare i zimne ściany, które jeśli przypatrzysz się bliżej to ściskają się coraz bardziej, aby cię tylko zgnieść. A na dodatek największą atrakcją oprócz oczywiście metalowych krat, jest woda kapiąca z sufitu. Przecież nikt niczego innego nie pragnie w celi, tylko wody, która kurwa na złość kapie tworząc echo i nie dając się skupić na tym co się w więzieniu robi... czyli siedzeniu... Ale chwila, jeszcze nie odpowiedzieliśmy sobie na kluczowe pytanie tego dnia, czyli - co my tu robimy i po co tu robimy. Gdybym tylko mógł sobie przypomnieć co się stało, gdy pożegnałem się z Alexem... Jak zwykle chuj pamiętam. Bo po co ułatwiać życie, skoro można je utrudnić!
        Nagle moją uwagę przykuł nieznaczny ruch w celi naprzeciwko. Zmrużyłem oczy, powoli przyzwyczajając je do wszechobecnej ciemności. Słyszałem narastające szepty, które zapewne były kierowane pod moim adresem, jednak nie umiałem ich rozróżnić. Jakby zlewały mi się w całość i tworzyły coś mega niezrozumiałego.
- Shail?
Po chwili udało mi się wyłapać głośniejszy szept, który rozniósł się echem po pustym korytarzu. W ciemności mignęła mi brązowa czupryna, a kościste palce zacisnęły się na kratach. Postać przysunęła się bliżej, abym mógł się jej lepiej przyjrzeć.
- Ricko? Skąd wy się tu...
- My? Dlaczego TY tu jesteś...
Wyprzedził mnie głos zapewne rudowłosej... Jestem do niego przyzwyczajony, więc go wszędzie rozpoznam.
- Nie pamiętam co się stało...
- Jasne, powiedz jeszcze, że nie pamiętasz, że zabiłeś Alise... - prychnął Ricko. Nic nie odpowiedziałem. Nie chciałem się z nim kłócić, bo i tak to nie miałoby sensu.
- Odpowiesz coś wreszcie?!
- Możesz się łaskawie zamknąć? - warknąłem. Chłopak najwyraźniej obrażony cofnął się w głąb celi, mrucząc coś pod nosem.
-... Złapał nas jakiś gang... - ciągnęła dalej rudowłosa, której wcześniej przerwał Ricko. - Mówili, że to oni są teraz "królami tej dzielnicy", a... nasz czas się skończył... - przy ostatnim zdaniu głos jej się załamał. Westchnęła ciężko, rzucając kamykiem w ścianę: - Nieważne...
- Taa... - mruknąłem nieznacznie, nie kontynuując dialogu. Wiedziałem, że teraz nikomu nie chciało się rozmawiać...
        Po chwili ciężkie drzwi prowadzące do pomieszczenia z celami otworzyły się, a do środka weszły trzy nieznane mi postacie.
- No proszę, nasze wróbelki się obudziły... Wybaczcie, że nie zajęliśmy się wami wcześniej, ale jakoś myśleliśmy nad torturami jakie możemy wam zaoferować... Ale nie martwcie się, długo też tu nie pobędziecie... Przecież trzeba sprzątnąć ciała...


~Shail~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz