środa, 4 grudnia 2013

Załamanie

Syknąłem przez zęby, z trudem powstrzymując się od popisania się hard poziomem łaciny podwórkowej. Ta dziewczyna jest niemożliwa... I tak wkurwiająca, że gdyby jej poziom trolingu można ująć lvl'ami, to ona pewnie wyszłaby poza skalę.
        Westchnąłem głęboko, spoglądając w swoje zacne, różowe odbicie w lustrze. Teraz tylko przyczepić mi karteczke do czoła z napisem "zoofil" i wwalić do klatki z kucykami pony.
        Zatkałem resztę pudełek z farbą, która o dziwo jeszcze nie została wylana i szybkim krokiem ruszyłem w stronę łazienki... Albo przynajmniej tego, co można nazwać "łazienką" i wodą. Odkręciłem kran, wkładając ręce pod lodowaty strumień. Zdjąłem płaszcz, po chwili zanurzając łeb w wodzie. Farba nie była jeszcze zaschnięta, więc dało się ją zmyć. Ma szczęście. Teraz tylko muszę pomyśleć nad zemstą. Niech liczy się z konsekwencjami pobytu tutaj. Tylko gdzie ta sierota poszła? Ciekawie będzie, jak ją coś porwie. Z reszta... Nikt nie będzie płakał. Przynajmniej będzie święty spokój.
        Uśmiechnąłem się podle do swojego odbicia, przeczesując palcami mokre włosy. W tym samym czasie usłyszałem ciche skrzypnięcie drzwi i do pomieszczenia wprosił się Ricko.
- Shail skarbie, coś ty taki dzisiaj w różowych farbach? - parsknął pod nosem, zakrywając usta ręką.
- Jeszcze słowo, a obiecuję, że nie dożyjesz jutra... - warknąłem w odpowiedzi, mierząc go morderczym wzrokiem. Szatyn uniósł ręce w geście poddania, opierając się o zimną ścianę. Zakręciłem kran, ubierając czarna kurtkę. Płaszcza niestety nie założe...
- A gdzie masz swoją zgubę? - poruszył znacząco brwiami, tworząc z ust mały dziubek.
- Nie interesuje mnie to... - mruknąłem pod nosem - Jak zmarznie, to wróci...
- Taak, taak... - westchnął. - Wspomnisz moje słowa.
- Jakie niby słowa?
- Zobaaczysz... - przeciągnął z rozbawieniem i tanecznym krokiem wyszedł. Pewnie znowu coś jarał, tylko nie chcę się przyznać. Cały on.
        Po chwili ja również zszedłem na dół do całej reszty. Wszyscy uśmiechnęli się nieprzytomnie i machnęli ręką.
- Szeffie! Dzie masz Alisie?
-... To Nie ma jej z wami?...
- Ne-e... - pokręcili głowami. Zmrużyłem oczy i szybkim krokiem wyszedłem na zewnątrz. Owiał mnie chłodny wiatr, który przenikał przez moje ciało. Jęknąłem pod nosem, rozglądając się we wszystkie strony. Gdzie ona do cholery jasnej mogła iść...
        Wokół nie zauważyłem niczego podejrzanego, co mogłoby rzucić się w oczy. Chyba, że...
- Krew? - kucnąłem, przejeżdżając palcami po śniegu i czerwonej substancji, która się na nim znajdowała. Teraz byłem już pewny w stu procentach. Przekląłem pod nosem, wstając gwaltownie.
- Ejejeje, Sherlocku, nie rób niczego pochopnie... - wtrącił się Ricko. - On właśnie tego chcę, to pułapka.
- Ale to przeze mnie, muszę ją odnaleźć... - wycedziłem przez zęby.
- Shail no ja cię rozumiem stary, no, ale sam wiesz jaki ty jesteś... Pójdziesz, zrobisz rozpierdol i tyle... A skąd wiesz, czy ta laska w ogóle jeszcze żyje?
-... Nie wiem... - przyznałem, wchodząc z powrotem do budynku. Wolnym krokiem pokonałem odległość dzielącą mnie od "mojego" pokoju, po czym z rezygnacją usiadłem na oknie. W cholerę by to wszystko... Wyjąłem nóż i robiąc gwałtowny zamach, rzuciłem nim w drzwi, które po chwili się otwarły. Szatyn rozszerzył oczy z przerażenia, jednak w gruncie rzeczy siadł sobie metr ode mnie.
- Czego tu chcesz?...
- No nie załamuj że się tak! Przecież to nie twoja wina...
- Moja... Gdybym wtedy za nią poszedł, pewnie nic by się nie stało... Jak zwykle...
- No daj spokój, znajdzie się twoja dzieweczka... - rzekł radośnie, jednak widząc moją minę, szybko się poprawił: - A-ale znaczy chciałem powiedzieć, że Alisa się znajdzie! Tak, właśnie...
- Sam nie wiem...
-... Co ci na niej tak zależy, co? - spytał po chwili. Nic nie mówiąc, spojrzałem sie w okno, dadząc mu do zrozumienia, że jednak nic nie wyjdzie z tej rozmowy.
- Jak chcesz... - westchnął po chwili, wychodząc z pokoju. Oparłem głowę o ścianę, chowając twarz w dłoniach. Właśnie... Dlaczego mi zależy?

~Shail~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz