piątek, 13 grudnia 2013

Wyrwany z drugiego świata

W głuchej ciszy rozległ się dźwięk podeszwy, która odbijała się przytłumionym echem od drewnianych schodów. Uchyliłem lekko powieki, bez cienia emocji wpatrując się w ścianę, która została całkowicie zakryta ciemnością. Uniosłem się lekko na łokciach, nadsłuchując nocnych odgłosów. Widocznie jedna para butów, która miała zamiar wpakować mi się do pokoju to za mało... Po chwili drzwi uchyliły się z cichym zgrzytem, a do pokoju wpakowały się dwie postacie. Obie mogłem poznać bez problemu nawet z zamkniętymi oczami.
- Jak go obudzimy? - odezwał się jeden cień.
- Nie wiem, no po prostu, nie?
- Ja nie śpię... - mruknąłem, na co oboje aż podskoczyli w miejscu. Stałem oparty o ścianę z rękami założonymi na klatce. Mój wyraz twarzu mówił sam za siebie... Że raczej nie chcę tu niepotrzebnych gości. A szczególnie takich idiotów, jakimi można nazwać mojego brata.
- Shail! - Sebastian od razu dopadł do mnie, zakleszczając swoje długie, kościste palce na moich ramionach - musisz mi pomóc!
- Tobie? Chyba już wszystko sobie wyjaśniliśmy... - prychnąłem pod nosem.
- Nie chodzi o mnie, tylko o Alise! Nie wiem gdzie jest... Uciekła... Na dworze nie jest za ciekawie, a ona jest sama...
Zmrużyłem oczy, wpatrując się cały czas w jego zaniepokojoną twarz. Cały czas wewnątrz mnie rozgrywała się wojna. Nie miałem pojęcia co w tym momencie zrobić. Byłem rozdarty na pół i bezradny.
- Mogę pomóc wam jej szukać... - odparłem w końcu, udając, że mnie to w ogóle nie obchodzi. Wątpiłem jednak w to, że uda mi się to ukryć.
        Sebastian usmiechnął się z wdzięcznością i poklepał po ramieniu. Naprawdę aż tak zmienił się od ostatniego razu? Nie wiedziałem, czy mam wierzyć w cuda...
- Gdzie ją ostatni raz widziałeś? - spytałem, ubierając płaszcz i buty.
- Między blokami... Znikła mi wtedy z pola widzenia - podrapał się nerwowo po głowie, błądząc oczami po pomieszczeniu. Westchnąłem ciężko, chowając noże... Tak na wszelki wypadek.
- Idziemy... - powiedziałem, po czym wyskoczyłem przez okno.
        Sam nie wiem ile czasu dokładnie minęło. Mogłaby minąć cała wieczność, a jej dalej i tak byśmy nie znaleźli. Gdzie ona do cholery jest... Walnąłem pięścią w zimną, betonową ścianę budynku. Powoli traciłem nadzieję, gdy nagle zauważyłem jakiś ciemny kształt leżący na śniegu. Z czystej ciekawości podszedłem bliżej i odgarnąłem biały puch. Dobrą chwilę zajęło mi skojarzenie faktów i powrócenie do rzeczywistości. Podniosłem pół martwą dziewczynę ze śniegu i biorąc na ręce okryłem swoim płaszczem. Była przeraźliwie blada z lekko opuchniętymi, sinymi ustami. Oprócz tego, że blada, to lodowata. Dziwię się, że jeszcze żyła. Musiała przeleżeć na tym śniegu z dobre parę godzin. Żyła..ledwo, ale żyła.
        Wyjąłem telefon z kieszeni i pośpiesznie wystukałem treść smsa skierowanego do Ricko: "Znalazłem ją..." Po tym ponownie schowałem telefon, kierując swe kroki do "ruin"
        Będąc na miejscu cicho wdrapałem się po schodach na górę do pokoju stwierdzając, że Ricko i Sebastian jeszcze nie wrócili.... Położyłem Alise na łóżku, okrywając kocem aż po sam nos. Przyłożyłem dłoń zewnętrzną stroną do jej policzka. Nadal była lodowata pomimo tych starań. Miałem jednak cichą nadzieję, że z biegiem czasu jej stan się poprawi...
        Usiadłem przy biurku, kładąc twarz na szorstkim drewnie. Tyle się ostatnio działo, że nawet nie zdążyło to do mnie jeszcze dojść. Za dużo tego wszystkiego... Chciałabym chociaż raz się wyspać...

~Shail~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz