piątek, 13 grudnia 2013

Wyjawione tajemnice

Usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Podniosłem głowę z poduszki, przyglądając się jak postać Ricko wparowuje mi do pokoju i zamyka za sobą głosno drzwi.
- Znowu szlugi się skończyły? - mruknąłem znudzony, przecierając oczy.
- Nie! Tym razem, to na sam początek poproszę o brawa, bo jestem trzeźwy - wypiął dumnie klate. Westchnąłem i wolnym ruchem zacząłem uderzać jedną dłonią o drugą.
- Prawo, brawo... A teraz o co chodzi?
- Masz mi w tej chwili powiedzieć o co chodzi!
- No dobra... Piwo się skończyło...
- Nie o tym mówię, kurwa! Stary, nie mogę na ciebie patrzeć. Jak cię teraz błagam, powiedz mi, daj jakąś wskazówkę jakbym mógł ci pomóc.
-... Czyli mam ci opowiedzieć coś o mojej przeszłości? - zgadłem. Chłopak pokiwał energicznie głową z wielkim wyszczerzem na ryju - nie ma mowy - dodałem oschle.
- Ale czemu? Nie ufasz mi, czy jak?
- Nie o to chodzi... Po prostu dla twojej świadomości nie lubię o tym wspominać...
- Wiem... Potrafię się domyślić. Ale zrozum, ułatwisz sprawę - spojrzał się na mnie błagalnie. Westchnąłem głęboko, zastanawiając się od czego zacząć.

  

  
   Przemierzaliśmy wraz z szatynek ośnieżone uliczki uśpionego miasta. Wiatr lekko dmuchał w nasze twarze i poruszał gałęziami drzew. Teraz gdy o tym myślę, miał rację. Bez sensu było trzymać to w tajemnicy i użalać się nad sobą. Nigdy nie myślałem, że kiedykolwiek komukolwiek o tym powiem. A jednak...
- Okej, co teraz robimy? - spytał w końcu, gdy ta cisza, która nawarstwiała się zaczęła brać górę nad słowami.
- Sam nie wiem... - przyznałem, wzruszając ramionami.
- Ehh.. Ciekawe, co teraz robi Naya...
- Hm? Co ty się nią nagle zacząłeś przejmować?
- Co? J-a! Nie! Co ty gadasz w ogóle? - wrzasnął nagle, wymachujac rękami na wszystkie strony. Uśmiechnąłem się tylko znacząco pod nosem, kręcąc głową. Ricko poczerwieniał na twarzy, nadymając ją i odwracając się do mnie plecami. Ledwo powstrzymalem napad śmiechu, widząc jego minę.
- Ktoś tu chyba się zakochał...
- Tatatata! A komu brat rucha dziewczynę! - pokazał mi język. To był jego najgorszy błąd w życiu. W sekundzie błysnęło ostrze, a po szatynie pozostał jedynie mglisty dymek.
- PEDOFIL MNIE GONII! - wrzeszczał na cały ryj, uciekając w popłochu. Po chwili jednak nie wyrobił na zakręcie i poślizgnąl się na śniegu. Przestałem biec i wolnym krokiem podszedłem do niego. Chłopak zasłonił się rekami, kulac przy drzewie. Już miałem mu przyjebać, gdy nagle usłyszałem głośny szelest. Zmrużyłem oczy, spoglądając w kierunku z którego dochodziły dźwięki.
- Naya? - zdziwilem się, marszczac brwi, gdy z cienia wyszła rudowłosa w eskorcie paru napakowanych kolesi, mojego "kochanego" brata i Alisy... Rudowłosa miała związane ręce, a pod okiem dość głęboko szramę, z której saczyla się krew.
- Shail, mój kochany braciszek! - wypalił na powitanie Sebastian, przytulając do siebie Alise. Dziewczyna spojrzała się na niego niezrozumiale, najwidoczniej oczekując wyjaśnień. Nie dziwiło mnie to, że nie powiedział o tym, że jest moim bratem.
- Też mi cię miło widzieć... - westchnąłem - czego chcesz od dziewczyny?
- Hm? Aaa, wiesz... Tak tylko na herbatke wpadła <3 wypadła z pięknym prezentem pod okiem...
- Sam się prosisz o wpierdol... - warknąłem.
- No to dawaj... - na jego twarzy rozkwitł podły uśmiech. Szybko wyjął nóż i rzucił się z nim na mnie. Ja jednam będąc szybszy wytracilem mu broń z ręki, po czym z całej siły przywaliłem z pięści w brzuch.
- Nie! Zostaw go! - krzyknęła Alisa, zaciskajac pięści. Spojrzałem na nia przelotnie, po czym swój wzrok ponownie zawiesilem na Sebastianie.
- Posłuchaj mnie... Wiem, że i tak dalej będziesz mnie nienawidził, ale chyba już pora na parę wyjaśnień - westchnąłem - to nie ja zabiłem rodzicow, tylko ten gang, który wtedy okupował tory. Ponoć ojciec miał coś z nimi na pięńku... Jak myślisz, dlaczego wtedy uciekłem? Dlaczego jeszcze żyjesz, bo ktoś ciągle był, żebyś ty mógł dalej żyć... Jak cień chodziłem za tobą i miałem cichą nadzieję, że dalej tak pozostanie... Pieprzyć ten cały dom dziecka, dzieciństwo, to wszystko... Czy ty naprawdę nic nie rozumiesz? Przez cały ten czas żyłeś w błędzie... - zakończylem swój monolog, oczekując jego reakcji. Chłopak jednak nie dawał żadnych oznak życia. Wpatrywał się tepo we mnie wielkimi oczami... Jak z resztą inni...
- Ale... Dlaczego nic nie powiedziałsś wcześniej? - wydukał po chwili.
- Domyśl się... Chciałbyś mnie słuchać? Teraz jest to mniej istotne... - prychnąłem, dając znak Ricko, że czas odejść. Szatyn dźwignął z ziemi Naye, pomagając jej wstać. Nie oglądając się za siebie, zniklem im z pola widzenia.

~Shail~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz