czwartek, 26 grudnia 2013

Wianek

Kilka miesięcy później...

Westchnąłem głęboko, zamykając oczy przed rażącymi promieniami słonecznymi. Powoli, ale stanowczo wiosna wchodzi w stan panowania. Wszystko jest takie, łaaadne, koloroowe. Nawet po tych ostatnich wydarzeniach zrobiło się jakoś spokojniej. Nikt się nie zabija, ani nie próbuje. Jeśli pomyśleć by o tym, to przyda się chwila spokoju, żeby wreszcie odetchnąć od problemów... No, nie mówiąc o mnie, bo ja je wiecznie mam...
- Alisa, do jasnej cholery weź ze mnie te kwiatki... - warknąłem, starając się jednak nie unosić głosem.
- Ale ty wyglądasz w nich taak słodko <3 - uśmiechnęła się podle.
- Gdzie ty masz oczy...
- Pff... - prychnęła pod nosem, siadając po turecku obok mnie. - Gdzie się ostatnio wszyscy podziali?
- A jak myślisz? Ricko i Naya szwędają się gdzieś tak samo jak i cała reszta. Wiosna przyszła, to trzeba się wyszaleć - przewróciłem teatralnie oczami.
- Taa, trzeba. Patrz, wianek skończyłam ci robić - uśmiechnęła się szeroko, chwaląc się "cudnym" kółeczkiem zieleniny.
- Piękny... - mruknąłem pod nosem od niechcenia.
- Nawet się nie starasz kłamać i marnie ci to wychodzi psychopato...
- Cóż, taki jestem - wzruszyłem ramionami, a dziewczyna prychnęła cicho pod nosem, udając obrażoną.
- Foch forever? - spojrzałem się na nią kątem. Nic nie odpowiedziała, tylko odwróciła się do mnie plecami. Westchnąłem ciężko, wstając z ziemi.
        Nagle mój wzrok dostrzegł jakiś prawie niewidoczny kształt przemieszczający się w cieniu. Zmrużyłem oczy, rozglądając się uważnie.
- Stało się coś? - spytała czarnowłosa, nagle zapominając, że jest na mnie w ogóle obrażona. Nie odpowiedziałem. Oprócz jej słów dotarł do mnie również dźwięk przeładowywanej broni. Mój mózg w samą porę przesłał do mnie informacje o tym, co się dzieje. Szybko odepchnąłem dziewczynę na bok, a kula, która leciała na nią trafiła celnie we mnie. Zachwiałem się, czując w ustach napływający, metaliczny smak krwii. Starałem się utrzymać w pionie, jednak marnie mi to wychodziło. Krew zdobiła teraz całą moją koszulkę, tworząc na ziemi szkarłatną kałuże.
- Shail! - krzyknęła przerażona, doskakując do mnie.
- Wiesz... To chyba kara za to, że nie podobał mi się twój wianek... - uśmiechnąłem się słabo. Świat na chwilę zawirował, zamazując wszystkie jasne barwy, aż nastała ciemność.

~Shail~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz