Gwałtownie zerwałem się z łóżka cały zlany potem. Czarne kosmyki włosów kleiły mi się do mokrego czoła, a oddech jakby nie mogąc się uspokoić wciąż przyspieszał. Przełknąłem śline, czując suchość w ustach, a w gardle palący ogień. Przejechałem ręką po twarzy, odgarniając z niej włosy. Instynktownie spojrzałem na zegarek, gdzie widniała godzina druga w nocy. Westchnąłem głęboko, ponownie kładąc się na plecach. To już setna z kolei noc, gdy budżetu we cały zlany potem z niewiadomo jakiej przyczyny. Zapewne jest to jakiś koszmar, tylko nigdy nie mogę sobie przypomnieć jaki. Jedyne co pamiętam, to zarys jasnej postaci, która potem znika w ciemnym tunelu zostawiając mnie samego. To wtedy powracam do rzeczywistości.
- Shail? - nagle usłyszałem zaspany głos, który rozległ się tuż za mną. Odwróciłem się gwałtownie, spoglądając na postać Ricko, który stał w drzwiach i przecierał oczy. Czy ja śnie, czy on trzymał małego, pluszowego misia?
- Dobrze się czujesz? - uniosłem wysoko brwi, patrząc to na niego, to na misia.
- Raczej powinienem spytać o to ciebie... Wydzierasz się jakby cię torturowali, albo gorzej...spać nie dasz... - burknął pod nosem, zakładając ręce na klatce.
- Wydzieram się?...
- Taaa... Co ty jesz przed snem, że takie odloty masz? Mówilem ci tyle razy, żebyś nie jadł przed snem! - spojrzał się na mnie oskarżycielsko.
,- Taak, tak... - mruknąłem pod nosem, odwracając się do niego bokiem - a tak w ogóle po co ci ten misiek? Nie jesteś za stary?
- Ja? Może i tak... Ale pan Zygmunt potrzebuje miłości! :C
- Więc wypieprzaj ze swoim miśkiem na swoją piaskownicę...
- Shail, daj już spokój...
- Niby z czym? - warknąłem, czując jak moja złość wzrasta.
- No to nie była twoja wina.
- Wal się, chcę spać, a ty mi nie pomagasz... - odparłem oschle. Szatyn westchnął zrezygnowany, po czym opuścił pokój. Tylko klamałem. Tak naprawdę reszty nocy nie przespie...
~Shail~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz