Spoglądałem jeszcze przez chwilę w bladą twarz Alisy, oraz podpuchnięte i zaczerwienione oczy. Sama wyglądała jakby za chwilę znów miała zamiar się rozpłakać, albo wyzionąć ducha.
- Musisz wziąć leki - powiedziałem nagle, wstając z miejsca. Dziewczyna obdarzyła mnie znudzonym spojrzeniem i prychnela pod nosem.
- Nie będę ich brała.
- To nie wyzdrowiejesz.
- Nie mam zamiaru zdrowieć.
- Nawet mnie nie denerwuj - warknąłem, siadając obok. - Weź przynajmnien syrop.
- Po co syrop?
- Na chorobę... - odparłem lekko zirytowany. Nalałem trochę cieczy na łyżeczkę i podsunąłem go jej pod samą twarz. Alisa przez dobrą chwilę wpatrywała się tępo w syrop, a następnie szybkim ruchem ręki wytrąciła mi łyżeczkę z ręki powodując, że cała zawarta na niej ciecz znalazła się na mnie.
Zrobiłem głęboki wdech i wydech, chcąc się uspokoić. Dziewczyna zrobiła wielkie oczy, zakrywając dłonią usta i powstrzymując śmiech.
- Ups...
- Ups? - warknąłem sarkastycznie. - Widzę, że masz za wygodnie...
-...co ty masz na myśli? - zmrużyła oczy marszcząc czoło zdziwiona. W sekundę złapałem ją za nogi i zawiesiłem nad podłogą do góry nogami. Alisa pisnęła wystraszona, chcąc się wyrwać. W starciu ze mną nie miała jednak szans.
- Puść mnie, debilu!
- Będziesz piła syropek?
- Kurwa sadysta! Manipulator!
- Mogę puścić... - zsunąłem jedną rękę niżej powodując, że znalazła się bliżej ziemi.
- Niee! - wrzasnęła - będę! Ale mnie Puść!
Zmrużyłem oczy, niechętnie sadzając ją na łóżku. Odetchnęła z ulgą, siadając po turecku i uważnie mi się przyglądając.
- Skoro tak ci zależy, abym wypiła syropek... To i tak go nie wypije - uśmiechnęła się podle - ale zatrudniam cię jako swojego własnego opiekuna na czas choroby.
-... Chyba cię ku*miał* poje*miał*
- Czy ja wyglądam jakbym żartowała?
-... - westchnąłem głęboko i popchnąłem ją na plecy, przykrywając po samo czoło. - Uduś się tam...
- Pieprz się...
- Nie mam z kim... - burknąłem, siadając na krześle. Ta dziewczyna mnie wykończy...
~Shail~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz