Siedziałem na dachu jednego z budynków, wpatrując się w bezkresny ocean śpiących dusz, które w swoich domach wyczekiwały kolejnego dnia. Ja byłem zbyt głupi, żeby spać. Prędzej wtedy przywitam się ze śmiercią. Właśnie dlatego siedząc teraz sam, mogę pomyśleć o tym, co nie daje mi spokoju. O wszystkim i o niczym. W sumie mam lepsze zajęcia. Powinienem się za coś zabrać, a ja w tym czasie opieprzam sie, leżąc bezczynnie.
Walnąłem plecami o zimny beton, spoglądając w rozgwieżdżone niebo. Bez sensu, ale zawsze coś.
- Opieprzamy się? - Nagle usłyszałem dość znajomy głos, który perfidnie rozbrzmiewał za moimi plecami.
- Ricko, ty gnoju... Miło cię widzieć...
- Wiem, że klamiesz. - Usiadł obok mnie. - Co cię tak zmęczyło?
- Dopiero co wróciłem z melanżu. Popiło się troche ze śnieżką i zagrało w pokera z krasnoludkami. Ale skubane oszukują.
- Debil z ciebie. - Parsknął śmiechem.
- Shail jestem. - Odparłem beznamiętnie, na co Ricko ponownie zaniósł się śmiechem.
- Nadal chcesz przejąć władze?
- Owszem. Gdy tylko pokonamy Blacka. - Zmrużył oczy. - Pamiętaj więc stary, nadal jesteśmy wrogami. - Dodał.
- Pamiętam. - Westchnąłem. Co z nim się stało. Pamiętam czasy, gdy Ricko biegał za mną jako maly bachor, a ja potrzebujący od małego ciszy i spokoju chciałem go unikać, jednak nigdy mi się to nie udawało. Tak naprawdę nic w nim złego nie ma. Czasami ma te swoje przeblyski i wtedy właśnie go nienawidzę. Do tej pory jednak w ogole się nie zmienił. Nadal miał te same pół długie , brązowe włosy, oraz intensywnie zielone oczy.
Na samo wspomnienie o dawnych latach usmiechnalem się delikatnie,co nie uszło uwadzę szatynowi.
- Haaa, wiem o czym myślisz. - Uśmiechnął się.
- Nie wiesz...
- No Shail no pobaw się ze mną no jak możesz być taki sztywny no no Shail nooooo prooooszeeeeee! - Wył w niebogłosy.
- Zamknij się! - Warknąłem, na co Ricko skrzywił się.
- Okej no...
- Eh... Nie o to chodzi... Posłuchaj... - Spojrzałem się na niego, ponownie nadsluchujac. Szatyn również to usłyszał. To charakterystyczne stukanie butów. Ciemna postać, która wyłoniła się z nicości, oraz dziewczyna. Postać od razu została rozpoznana, gdyż był to Black. Dziewczyna wydawała się znajoma.
- Ricko...
- Zrozumiano. - Skinal głową i znikł. Dobrze, że nie trzeba mu powtarzać po dwa razy. Black uniósł broń ku górze, celując w dziewczynę. Jedna sekunda, jeden strzał. Broń została zmuszona do opuszczenia poprzez użycie mojej siły.
- Tyyy! - Syknął Charlie.
- Ja. Zdziwiony? - Jednym, zgrabnym ruchem przekrzywilem mu nieco tą gębę. Black zachwiał się lekko i w mgnieniu oka ponownie uniósł broń, celując we mnie. Byłem o wiele szybszy i zanim kula zdążyła wylecieć, ja wraz z dziewczyną zniklem.
- Puszczaj mnie debilu- Odepchnęła mnie od siebie, sama chwiejac się. Złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie. Teraz nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Dobrze, że miałem maskę.
- Nie rzucaj się tak. - Powiedziałem spokojnie. - Jeśli będziesz grzeczna, może pozwolę ci żyć.
- Pozwolisz?! Ty decydujesz o moim życiu?! - Spojrzałem się w błękitne oczy, które ciskały we mne błyskawice.
- Nie.. - Odparłem oschle, ruszając przed siebie, oczywiście pociągając dziewczynę za sobą.
- Gdzie mnie prowadzisz... - Syknela.
- Gdzieś, gdzie będziesz bezpieczna.
- Serio?...
- No dobra, robię to tylko dlatego, żebyś nam nie przeszkadzała.. - Przewróciłem oczami.
- Klamiesz... - Odwróciłem się gwałtownie.
- Ricko... Daj spokój.
- Jest okej. Zająłem się nim. Chodźmy stąd. - Kiwnalem głową, ponownie ruszając przed siebie.
- argh... Gdzie znowu mnie prowadzisz! - Warknęła.
- ... Do Orłów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz