niedziela, 8 września 2013

XVIII ~Witamy u ptactwa....

        Ciągnął mnie za sobą, kopnął w drzwi i popchnął mnie. Oczywiście będąc kompletną sierotą pojechałam po betonie, zwracając na sobie uwagę wszystkich w budynku. Zamaskowany pedofil usiadł na oknie i zaczął bawić się nożem. Tylko jednego z nich znałam... Billy... gdyby tylko wiedział. Podniosłam się chwiejąc i zmuszając jednego dryblasa do cofnięcia się. Podeszłam do jakiegoś ciemnego miejsca pod ścianą i zwinęłam się w kłębek.
-Kim ona jest...? -jeden z nich pokazał na mnie palcem.
-Córka Blacka... -odparł oschle pedofil - jako karta przetargowa... co ty w sobie masz co...? -podszedł do mnie i kucnął naprzeciwko - nie celował by zabić, tylko zranić...a wątpię, że tak bardzo chce cię ochronić... coś wiesz.. i powiesz nam to...
Wzięłam głęboki wdech, by zaraz odpowiedzieć mu słowami:
-Pieprz się...
Przez resztę przeszedł szmer, jakbym powiedziała coś czego nie powinnam....  może i racja. Złapał mnie za gardło i przycisnął do ściany, zadrżałam.
-Jeśli myślisz, że obchodzi mnie twoje życie to się mylisz... Jesteś dla mnie tylko robactwem... więc nie rzucaj się tak i grzecznie odpowiedz... Co ty wiesz...?
-N-nic...nie-wiem... -wydyszałam z trudem, zaczynało brakować mi powietrza. Świat zaczął wirować wokół mnie. Cofnął rękę, prychnął pod nosem i bez słowa wyszedł. Upadłam na kolana i trzymając się za gardło chciwie łapałam powietrze. On jest psychopatą....
     -Billy... zabierz ją stąd.... Na górze jest stary pokój.... masz tu klucz, nie zapomnij jej zamknąć.. -rudowłosa zwróciła się do blondyna siedzącego przy laptopie. Chłopak zadrżał i szybko biorąc klucz i mnie za ramię, zniknął za drzwiami. Moim oczom ukazały się spróchniałe schody i zniszczone ściany, coś w rodzaju klatki schodowej. Pociągnął mnie w stronę pierwszych drzwi. Jakieś stare łóżko pod ścianą, kraty w oknie i zniszczone szafki.
-Chyba żartujesz.... -zamarłam w półkroku.
-Nie... Idź już bo Naya mnie zabije...
Wepchnął mnie do pokoju i zamknął na klucz. Nie mogłam w to uwierzyć... złapały mnie orły i zamknęły w jakimś pomieszczeniu na klucz. Łzy same popłynęły, upadłam na kolana płacząc. Jeszcze kilka dni temu miałam szczęśliwą rodzinę, miałam wszystko, a teraz siedzę tutaj. Jako Alex chciałam im pomóc, chciałam.... Położyłam się na starym materacu, oczy same mi się zamykały. W końcu od trzech dni nie spałam. W nocy ktoś na mnie patrzył... ten ktoś w masce....


~Alisa~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz