poniedziałek, 30 września 2013

XXXI ~Co robić...

Co ten debil myślał!? Nie, przepraszam - on nie myślał. Zawsze tak się kończy. Zjarany idzie chuj wie gdzie, a potem jak zwykle przez niego kłopoty. Niech tylko dojdzie do siebie, a własna matka go nie pozna, o ile jej jeszcze nie sprzedał.
         Odetchnąłem głęboko, wychodząc z samotni. Naciągnąłem rękawy na bandaże, które lekko przesiąkły krwią. Jakby tego było tu akurat trzeba, to teraz nie mogę znaleźć innego sposobu, aby choć na moment zapomnieć o myśli, która kusi, abym ich wszystkich zabił. Czuję, że coraz trudniej przychodzi mi powstrzymywanie się od sięgnięcia po broń i skrócenia ich żywota. Wszystkich. Bez wyjątku. Może najpierw ja powinienem iść się leczyć. Myśl o białym kaftaniku nie jest aż tak przerażająca, jak powiadają. Może wreszcie będę miał chwilę świętego spokoju.
        Kieruję się na górę po drewnianych schodach, które wydają z siebie nieprzyjemne, trzeszczace dźwięki. Naciskam na klamke i wchodzę do pokoju, w którym panuje pół mrok. Dziewczyna tylko widząc mnie wydaje z siebie cichy pisk i cofa się pod ścianę.
- Darujmy sobie te przywitania... - Wypalam bez mniejszego sensu, siadając jak zwykle na oknie. Brunetka przez chwilę zawiesza na mnie swój wzrok. Spoglądam się na nią, a ona machinalnie patrzy gdzie indziej.
- Wiem co myślisz "co się stało że przyszedł bez maski"
- C-coś w tym stylu... - Szepta cicho, opierając się o ścianę. - Po prostu... Zawsze byłeś w masce i-i teraz tak n-nagle...
- Daruj sobie...Może oczy ci nie wypłyną, chociaż pewności nie mam...
- Przesadzasz trochę... - Odzywa się po chwili. Spoglądam na nią kątem oka, jednak tylko zdążyła się przez to wystraszyć. Widocznie sam mój wzrok budzi grozę. Dawno nie czułem tego uczucia. Tego strachu, który czuję inna osoba. To było tak dawno. Zaledwie parę godzin temu. Czuję się jak narkoman.
- Brałaś leki? - Spytałem po chwili. Alisa spojrzała się na mnie zdzwiona tym, że w ogóle o to zapytałem.
- N-nie. - Przygryza dolną warge i spuszcza głowę. Wzdycham i wolnym krokiem podchodzę do niej. Czekając na najgorsze zasłania się rękami. Ja nie robiąc nic szczególnego, wyciągam z opakowania jedną tabletke i nalewam do szklanki wody.
- C-co ty...
- Nalewam wody. Jak każdy normalny człowiek. Czyli dla mnie to nie jest normalne. Masz, weź to. Tylko się nie zadław. Sądząc po twoim stanie psychicznym to możliwe.
Brunetka posłusznie łyka leki, jednak widzę jak jej spojrzeniu nie umykają moje ręce. Gdy nadchodzi okazja jak najszybciej je cofam. Ponownie podchodzę do okna i siadam na nim. Czuję chłodny podmuch wiatru na skórze. Zakładam kaptur i beznamiętnie wpatruje sie w ciemność za oknem.
        Nagle do pokoju wchodzi rudowłosa. Spoglądam się na nią zdziwiony, na co ona odpowiada:
- Ricko się ocknął. - Po tym wychodzi. Zeskakuję z okna i ostatni raz spoglądam na jej twarz. Wychodze, zamykając za sobą drzwi. Ricko, tak szczerze, to nie jest mi cię szkoda....
~Shail~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz