wtorek, 1 października 2013

XXXII ~Kara

Na sam widok tego pedała, który bezskutecznie próbuje uciec od niewidzialnych macek, które oplatają go ze wszystkich stron chcę wybuchnąć śmiechem. Wygląda równie debilnie, jak się zachowuje.
- Coś ty sobie idioto myślał, hm? - Podszedłem do niego powolnym krokiem i kucnąłem na przeciwko tak, aby mógł spojrzeć mi w oczy. Tylko wtedy mogłem mieć pewność, że nie kłamie, choć był do tego zdolny.
- S-Shail! Ja t-tylko no sam wiesz jak to jest no człowiek nie myśli co robi i-i no ten...
- Jakoś twoje tłumaczenia mnie nie przekonują. Mam rozumieć, że chcesz się już spotkać z własnym ja w odmetach czeluści...
- Ale, że co?...
- Ze śmiercią, debilu... Powstrzymywać się nie będę. Poza tym, ostatnio naszła mnie jakaś taka ochota na pozbawienie kogoś życia.
- Jesteś okropny... - Skwitował. Westchnąłem głęboko i łapiąc go za włosy pociągnąłem w dół. Ricko prawie pisnął, próbując się wykręcić.
- Prosze, prosze, proszę, proszę nie! Moja psychika, ała, boli!
- Jeśli jeszcze raz wpakujesz się w takie gówno, osobiście ci obiecuję, że siądę na dachu i szczęśliwy będę obserwował jak umierasz, dotarło coś? - Szatyn kiwnął szybko głową, uśmiechając się głupio. Na jego miejscu tak bym się nie cieszył. Naya nieźle mu mordę pocharatała.
        W końcu ku jego wielkiej uciesze, puściłem go, aż odskoczyl ode mnie parę metrów dalej, obijajac się o ścianę. Westchnąłem głęboko i zakładając maske wyszłem z pomieszczenia.
-... Zabiles go?... - Tysiące par oczu zwróciło się w moją stronę wyczekujac odpowiedzi. Po chwili jednak jekneli zrezygnowani, odgadując moje myśli.
- Czyli jednak nie... - Westchnęli.
- Karę fizyczną dostał ode mnie... - Wtrąciła się ruda, siedząca w cieniu. - Jak na razie, powinno mu wystarczyć. Kolejnym razem nie będzie miał takiego szczęścia i wpadnie na Shaila. Wtedy możliwe, że nawet transplantacja mu nie pomoże. - Uśmiechnęła się szatańsko, lustrując wszystkich swoim wzrokiem.
- Pilnujcie dziewczyny i nie dawajcie mu więcej szlug. - Wtrąciłem się i opuściłem bazę. Nikt nie pytał o to, gdzie idę. Dobrze wiedzieli, że nie ma to najmniejszego sensu, gdyż i tak będę milczał.
        Powoli zaczynało się ciemnić. Idealny raj jak dla mnie. Dopiero teraz zaczyna się prawdziwe życie. Ci, którzy boją się ciemności nigdy tego nie zrozumieją. To coś więcej, niż tylko zwykły wypad na miasto. Cele rozrywkowe są jak najbardzej krwawe.
- Wiem, że gdzieś tu muszą być, rozumiesz!? Znajdź ich. Znajdź Orły.. Przecież za to ci płace. Jesteś zabójcą, czy zabicie paru osób jest dla ciebie trudne!? - Nagle usłyszałem czyjąś głośną, ale jakże interesującą rozmowę. Skrylem się w cieniu, obserwując poczynania dwóch osób. Jedną z nich rozpoznałem bez problemu, gdyż był to nie kto inny, jak Black. Druga osoba była ubrana na czarno. Jedyną, rzucającą się w oczy cechą było to, że miał niezłe wyposażenie. Płatny morderca? No nieźle.
- Spokojnie, panie Black. Cierpliwości. Niedługo dostarczę ich głowy zgodnie z umową.
- Doskonale... Dziewczyne daj mi żywą, a głowę tego skurwysyna w masce doręcz osobiście.
- Oczywiście...
Świat schodzi na psy...
~Shail~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz