niedziela, 6 października 2013

XXXVII ~On bez maski

 Czyżby...czytał mi w myślach? Został. Sama nie wiem czemu tego chciałam, ale chyba przy nim czuję się....bezpiecznie. Przeniosłam na niego wzrok, spał. Dziwię się że nosi maskę. Czego się boi? Niepewnie wstałam i cicho podeszłam do śpiącego psychopaty. Niepewnie zdjęłam maskę. Czarne półdługie kosmyki opadały na jego posiniaczoną twarz. Był nawet...
Nie myśl o tym idiotko... Nie możesz o nim myśleć w ten sposób...zbyt wiele was różni...
Odgarnęłam kilka kosmyków z jego twarzy. Westchnęłam ciężko i podeszłam do torby. Wyciągając z niej plastry natknęłam się na coś. Ołówek, no tak... przecież zawsze mam go przy sobie. Ponownie podeszłam do chłopaka. Delikatnie przykleiłam plaster do najbardziej krwawiącej rany na policzku.
     Chwilę jeszcze patrzyłam na jego twarz by po chwili ponownie zwrócić mu jego maskę. Usiadłam na łóżku i wyjęłam teczkę z moimi rysunkami. Chciałam kiedyś zostać rysownikiem, nawet dobrze mi wychodziło.
-ROOOOOOSNĄĄĄĄ BZYYY NAAAA POOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOLACH!!! -Ricko wydzierał się, zakład że był znów bod wpływam? Albo po prostu mu odwalało... Westchnęłam ciężko.
-Zamknij pysk! Nawet po żelkach ci odwala.... -Naya najprawdopodobniej go walnęła. Wyśmiewczy uśmieszek zagościł na mojej twarzy.
Są tacy....zabawni..
I znów zaczynam się zachowywać jak psychopatka.... Za dużo z nimi przebywam, ale z drugiej strony nie chcę odchodzić. Cholera....


~Alisa~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz