Siedziałem i wpatrywałem się we własne obandażowane dłonie. Czułem, jakby minęły całe wieki, a w rzeczywistości to były tylko jakieś trzy minuty bez dokładności. Trzy minuty, odkąd cała reszta spieprzyła gdzieś chuj nie wiadomo gdzie. Sam nie wiem, dlaczego ostrzegłem ich przed tym wszystkim. Miało mnie przecież nie obchodzić nic. Sami się w to wpakowali, dołączając do tej chorej bandy, więc sami powinni umieć o siebie zadbać.
Więc dlaczego... Może wszystko byłoby jak dawniej, gdyby nie ta cholerna dziewczyna. Kolejny raz zadaję sobie pytanie, co w niej takiego jest, że jeszcze jej nie zabiłem. Dlaczego nigdy nie mogę nacisnąć spustu, choć tak bardzo tego chcę. Dlaczego ciągle siedzi w mojej głowie, choć ja tak bardzo tego nie chcę... To wszystko jest takie popieprzone, jak cały świat.
Nagle słyszę ciężkie kroki, które odbijają się echem w mojej głowie. Podnoszę głowę i widzę zamaskowaną postać, która kieruje się w moją stronę. Nawet nie muszę zgadywać, kto to jest.
- Punktualnie, jak zawsze. - Spojrzałem na zegarek, a następnie swój wzrok przeniosłem na postać, która uśmiechnęła się psychicznie.
- Oh, przecież wiesz, że na takie okazje nigdy się nie spóźniam. A gdzie twoja gromadka, Shail? Wzięli dupy w troki i spierdzielili? To było do nich podobne. - Westchnął. Postanowiłem zamilczeć i nie komentować tego. Nie chciałem marnować powietrza na zbędną wymianę zdań z tym gnojem. On natomiast nie szczędził słów i coś mi w tym nie pasowało. Zazwyczaj milczy. Nie należy do osób wielce rozgadanych.
- No dobrze, gotowy na śmierć? - Spytał w końcu.
- Jak zawsze... - Mruknąłem pod nosem. W ten kątem oka zauważyłem cienie przemykające się cicho po pomieszczeniu.
Czyli jednak... Zmrużyłem oczy i wyjąłem nóż. Obróciłem się szybko, atakując cień, który znikł. Zamachnąłem się ponownie, przywalając z buta kolejnego, który z jękiem opadł na ziemię.
- Brawo, brawo... Tylko się nie przemęcz... - Usłyszałem ironiczny głos. Syknąłem pod nosem, powalając kolejnego. Zdałem sobie jednak sprawę, że jest ich coraz więcej. Coraz więcej ich przybywa. Są dokładnie jak kopie cieni, które nie znikają...
- Koniec zabawy, Shail... - Nagle poczułem jak świat zawirował mi przed oczami. Zachwiałem się, przywalając w ziemię. Słyszałem urywane głosy, które szeptały niezrozumiałe dla mnie słowa. Wszystko stało się mdłe i zamazane. Nie mogłem tego dłużej wytrzymać. Zamknąłem oczy.
~♠~
Poczułem nagłe szarpnięcie, które przywróciło mnie do normalnego świata. Na chwilę uchyliłem powieki, jednak pożałowałem tego i ponownie je zamknąłem. Zakręciło mi się w głowie, a czułem jakby wszystkie moje wnętrzności zwinęły się w jeden kłębek. Zacisnąłem zęby, czekając aż to wszystko ustąpi i ponownie spróbowałem otworzyć oczy. Ogarniała mnie ciemność. Może jedynie trochę światła dawała lampa, zawieszona na górze. Ręce miałem skute, a łeb mi pękał. Nie wiedziałem gdzie jestem, ani nie miałem najmniejszej ochoty nad tym rozmyślać.
- Więc się już obudziliśmy, co? - Uniosłem głowę i ujrzałem tą samą szpetną gębę. Oczy same mi krwawiły od patrzenia na tego typa. Był chyba najbardziej znienawidzoną osobą przeze mnie, jaka stąpała na tej ziemi.
Może oprócz córki Black'a i jego samego... Chociaż jej może aż tak nie nienawidzę... Świetnie, akurat teraz muszę o tym myśleć, bo naprawdę to jest odpowiednia chwila na to. A zaraz wbije siedem krasnoludków i zagramy w pokera...
- Jak na ciebie patrzę to mam ochotę wysłać smsa o treści pomagam.... - Prychnąłem pod nosem, za co dostałem tylko po mordzie. Wyplułem trochę krwi i spojrzałem się krzywo na postać nachylającą się nade mną. Czy on był aż tak z siebie zadowolony?
- Radzę ci się tak nie rzucać... - Syknął mi do ucha.
Historia lubi się powtarzać....Po chwili wstał i odszedł, znowu zostawiając mnie samego. To już dla mnie chyba normalność i przyzwyczaiłem się do tego na tyle, aby móc to zaakceptować. Tą ciemność, tą ciszę, która towarzyszy mi od lat. Czuję, jakbym w niej zatonął i nie mógł wypłynąć na powierzchnię. Jakbym powoli się dusił, tracił dostęp tlenu i nie mógł z tym nic zrobić. To uczucie bezsilności jest przytłaczające....
I znowu te przerażone oczy wpatrujące się we mnie z końca pokoju... Kim ona tak naprawdę jest. Co ma w sobie i co chcę od niej Black. Gdyby nie była tak ważna, już dawno by ją zabił, jednak tego nie zrobił. Zabił tylko jej matkę. Co za skurwysyn.
Nagle usłyszałem przytłumiony pisk, połączony ze szlochem. Zaskoczony uniosłem głowę i ujrzałem małą dziewczynkę prowadzoną przez dwóch napakowanych debili. Miała długie, ciemne włosy i zapłakana twarz. Więcej szczeguóów nie widziałem. Próbowała wyrwać się dwóm napastnikom, jednak bez najmniejszego skutku. Postanowiłem wykorzystać okazję. Wyjąłem podręczny nożyk i zacząłem bawić się w rozcinanie więzów, które wykręcały mi ręce. Po chwili udało mi się. Schowałem nożyk i rozmasowałem nadgarstki. Rozejrzałem się dokładnie, czy aby nikt nie nadchodzi i założywszy maskę wtopiłem się w cień. Wiedziałem, że reszta przebywa teraz pewnie w innym pomieszczeniu, toteż postanowiłem złożyć im małą wizytę, czyniąc masowy mord na winnych duszyczkach. Tak dawno tego nie robiłem, że już zapomniałem, jakie to przyjemnie uczucie mordować.
Zatrzasnąłem za sobą drzwi, powodując, że ciemność całkowicie przejęła panowanie. Wyjąłem zimną stal, która błysnęła niebezpiecznie. Jeden krok, jeden ruch. Trysnęła krew, a ciała bezwładnie opadły na ziemię. Uśmiechnąłem się podle i opuściłem pomieszczenie. W ten usłyszałem strzał. Zmrużyłem oczy i podążyłem w jego kierunku.
Zauważyłem, jak napastnik ucieka z bronią w ręku zostawiając wykrwawiającą się dziewczynkę. Podszedłem bliżej i spojrzałem się na nią. Poczułem jak kolana same się pode mną uginają. Nie moglem wypowiedzieć żadnego składnego słowa, toteż przez chwilę milczałem.
Mia...? Przecież ty nie żyjesz... Moja siostra nie żyje... Dlaczego ona musi być do niej tak podobna... Dlaczego... Kucnąłem nad ciałem dziewczynki, którą wstrząsały przed śmiertelne drgawki. Miała ranę postrzałową w okolicach brzucha, z której wypływała czarna krew. Dostała w wątrobę. Umrze za około pięć minut, może jeśli przyciśnie ranę, przedłuży czas do dwudziestu minut, chociaż wątpię, aby jej się to udało.
- N-nie chcę.. U-umie-erać... - Załkała.
- Nie umrzesz... - Odparłem po chwili.
- Ja chcę d-do mamy...
- Spotkasz ją kiedyś, na pewno... - Westchnąłem i zamknąłem jej powieki dłonią. Po chwili jej ciało bezwładnie opadło na ziemię, z którego wypłynęło więcej krwi. Zasnęła... Na zawsze.
Tak jak Mia... Jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w jej bladą, nieruchomą twarz, po czym wstałem i odszedłem. Muszę wrócić do reszty. Odnaleźć ich. W końcu trzeba znowu kogoś męczyć psychicznie....
~Shail~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz