Zeskoczyłem z dachu i udałem się prosto do naszej tajemni. Musiałem działać szybko, aby potem nie robić za grabarza i nie oglądać tych wszystkim zwłok. Zapewne gość nie był zwykłym zabójcą na zlecenia. Wiedziałem, kim jest. Już kiedyś polował na moją skromną osobę, jednak nie udało mu się to. Zawsze byłem jakoś o krok do przodu i udawało mi się przewidzieć jaki ruch w danym momencie wykona. Jak w grze. Tylko różnica jest taka, że stawką jest życie.
Wracając do tematu imiennego tego psychopaty, to uchodzi pod ksywą "bloody moon". Naprawdę uroczo... Budzę głęboki sentyment do tego "imienia"... Ta, raczej sentyment rzygania na odległość.
Dochodzę już na miejsce. Jak zwykłe bez zapowiedzi wbijam z buta. Po co się pieprzyć.
- Ludzie i nieludzie... Wynosicie się stąd. - Powiedziałem, wchodząc na górę po schodach.
- Ale szefie! Co jest? - Spytała Naya, mrużąc oczy.
- Nie, żeby mi zależało, ale za około godzinę będzie tu naszpikowany żelastwem psychol, który pozabija was wszystkich. - Odparłem ironicznie. Reszta w trybie natychmiastowych zwlokła się z miejsc pakując śmieci. Im to jednak nie trzeba dwa razy powtarzać.
Wszedłem do małego pokoiku, gdzie spoczywało truchło brunetki. Zlustrowałem ją dokładnie wzrokiem, stwierdzając, że śpi. Podszedłem do niej, a następnie szarpnąłem za ramię, przywracając do pionu. Dziewczyna zbudziła się gwaltownie i gdy tylko zobaczyła moją twarz, zamarła.
- Idziemy, anorektyku... Zbieraj zabawki.
- I-idziemy? Ale...gdzie?
- Ty idziesz z innymi. Pakuj się, ale już... - Warknąłem. Rozdygotana galareta zaczęła drżącymi rękami zbierać swoje rzeczy. Po chwili zawiesiła torbę na ramię gotowa.
- Świetnie... - Ponownie złapałem ją za ramię i pociągnąłem za sobą na dół, gdzie czekała reszta. Wszyscy przeniesli na nas swoje obślizgłe ślepia.
- Wy wszyscy, plus anorektyczka i pedofil. Wynosicie się chuj daleko. Macie mapę. - Wyłożyłem na stół kawałek brudnego papieru. Znając ich orientację w terenie pogubią się gdy tylko stąd wyjdą.
- Szefie, a ty nie idziesz?
- Umówiłem się na małe spotkanie. Nie czekajcie na mnie. Lepiej spieprzajcie już. - Ponagliłem ich. Przez chwilę stali w miejscu, wymieniając miedzy sobą zdziwione spojrzenia.
- Jazda! - Warknąłem. Automatycznie zerwali się do biegu. W sekundę już ich tu nie było.
- Naya, pilnuj jej... - Dodalem po chwili wiedząc, że dziewczyna nadal nie wyszła. Kiwnęła tylko głową na znak, że rozumie i również znikła. Zostałem sam. Godziny mijały, a wraz z nimi minuty dzielące mnie do spotkania. Dobrze, że ostatnio ostrzyłem noże...
~Shail~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz