Omiotłem chłodnym spojrzeniem całą resztę, która z przypływu adrenaliny nie mogła już ustać w miejscu. Ich podręczne skrytki przepełnione były amunicją i różnego rodzaju bronią. Przelotne uśmieszki utkwiły na ich twarzach i jakoś nie chciały z nich zejść.
- Billy... - Odezwałem się, na co on momentalnie wzdrygnął się i odwrócił w moją stronę.
- Słucham?
- Ty zostań... Przypilnuj jej... - Spojrzałem się w stronę opatulonej Alisy. - Jakby co, będziemy w kontakcie... - Każdy wie, co ma robić?
- Ta jess! - Zasalutowali, po czym wszyscy opuściliśmy pomieszczenie.
Na zewnątrz panował pół mrok. Jasna tarcza księżyca oświetlała warstwę śniegu, która przykrywała ziemię i połyskiwała jak dzisiejsze gwiazdy. Kierowaliśmy się do fabryki broni, która była jednym z najnowszych nabytkow ostatniego czasu. Jej skarby były skrzętnie ukryte w środku, gdzie tylko nieliczni mogli dostać się ze względu na tysiące facetów w mundurach chroniących tego mejsca.
- Rozdzielamy się... Najpierw porządkujemy tamtych... Potem wy zajmiecie się pozostałą częścią, a ja z resztą wkradniemy się do środka... - Wszyscy kiwnęli głowami i zajęli swoje pozycje. Wyjąłem noże i po cichu niczym kot zakradlem się do pierwszej grupki, która niczego nie spodziewająca się, pełniła wartę.
Po chwili ich zakrwawione ciała bezwladnie osunęły się na ziemię. Poprawiłem maskę i dałem znak reszcie. Znaleźliśmy wejście od tyłu, gdzie strażnicy już dawno zostali załatwieni. Wślizgnęliśmy sie niepostrzeżenie jak cienie, zlewajac się z ponurą rzeczywistością jaka panowała w środku. Omiotłem wzrokiem pomieszczenie, stwierdzając, że jeśli nawet są tu strażnicy, to dobrze musieli się poukrywać.
Nagle cichy szept odbił sie echem od zimnych ścian. Instynktownie odwróciłem głowę w stronę nadchodzących dziwięków, które skradały się w naszą stronę.
- Idźcie... - Wydałem krótką komendę. Nie sprzeciwiając się, skierowali swe kroki w stronę drzwi do składowni.
Skoczłem w górę na metalowy, gruby pręt i przykucnąłem na nim obserwując wszystko z góry. Pierwszą postacią, jaką zauważyłem był to nie kto inny jak Black. Od razu przed oczami ponownie pojawił się obraz zakrwawionej Alisy, związanej na śniegu. Jego zachowanie mnie nie dziwiło. Przeciez był jebanym skurwielem. Ale przecież to jego córka.
- Teraz nie możemy zaatakować... Wiedzą na pewno, jakie są nasze zamiary. Powuerzam ta sprawę w twoje ręce. - Spojrzal się w stronę Bloody Moona, która stał oparty o ścianę.
- Oczywiscie, panie Black. Nie zawiódę pana.
A ja nie mogę zawieść tej sieroty...
~Shail~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz