Skierowałem swe kroki w stronę znanej sylwetki ruin. Tak trudno przyzwyczaić się teraz do nowego miejsca. Wszystko wydaje się być takie oddalone od rzeczywistości, że powoli sam mylę rzeczywistość z fikcją. Czuję, że wszystko uległo zmianie. Tylko czy na lepsze? Nic już przecież nie jest takie samo, jak wcześniej. Tylko dlaczego...
Wbijam jak zwykle z przysłowiowego buta nie pieprząc się w pukanie. Zlustrowałem dokładnie pomieszczenie i stwierdziłem, że musiało być grubo. Wszyscy leżeli nieprzytomni, przewracając się z boku na bok. Ja rozumiem, że Ricko, no ale żeby już cała reszta? Mam rozumieć, że ten pedofil stał się przywódcą ludzkości i namówił wszystkich do wspólnego jarania pod pretekstem "Hej ludzie, póki tego psychola nie ma!".
Westchnąłem głęboko i omijając zjarane zwłoki, wspiąłem się na górę po drewnianych schodach. Może przynajmniej ona nie będzie na haju i będzie można z kimś pogadać.
Otworzyłem drzwi, które wydały z siebie cichy odgłos skrzypnięcia i wszedłem do środka. Po chwili stanąłem jak wryty, nie mogą wydukać z siebie ani jednego słowa.
Uciekła...?Szybkim krokiem podszedłem do łóżka. Tabletki są, torba jest. Skoro tak...
Ktoś "pomógł" jej uciec... Przekląłem w myślach samego siebie, że pozwoliłem zostać jej samej z tymi debilami. Zeskoczyłem ze schodów i wybiegłem na zewnątrz. Samotne płatki śniegu spadały z nieba i wirując upadały na zmarzniętą ziemię. Mój oddech tworzył charakterystyczną parę, która znikała po paru sekundach. Rozejrzałem się nerwowo na wszystkie strony, szukając choćby jednej, małej wskazówki, gdzie mógł ją zabrać. Nie miałem wątpliwości, że mógł to być jej ojciec.
Chwila... Nagle na śniegu dostrzegłem ślady krwi. Zmrużyłem oczy i zacząłem podążać ich śladem.
- Ha! No i co gówniaro!? Było uciekać?! Mówiłem, że znajdę cię wszędzie! Jesteś nic nie warta! Tak samo jak twoja matka! - Skryłem się w cieniu, obserwując ciekawą scenę. Wzrok mnie nie mylił, że był to Black, znęcający się na swoją związaną, zapłakaną i zakrwawioną córką. Żyć nie umierać.
- A teraz wybacz, jednak muszę cię zabić. Dla ciebie, nie ma miejsca na tym świecie. Nie jesteś mi już potrzebna. To, co w tobie jest wyjmę dopiero gdy zginiesz. - Uniósł spluwę do góry, celując w głowę czarnowłosej. Przyłożył palec do spustu i...
- Ups, znowu się wpraszam. - Uśmiechnąłem się podle i przekrzywiłem Blackowi tą "śliczną" buźkę. Zachwiał się, gubiąc broń i upadając do tyłu. Zauważyłem jeszcze zdumione spojrzenie dziewczyny, która skamieniała obserwowała to wszystko.
- Wystraszona...? - Spytałem po chwili. Wzdrygnęła się, jednak nie odpowiedziała ani słowem. Rozwiązałem ją, po czym ona szybkim ruchem podniosła się z ziemi, jednak po chwili tego pożałowała, gdyż o mało co nie spotkała się z twardym podłożem.
- Uważaj, jak łazisz, sieroto... - Przewróciłem oczami. Miała szczęście, że wylądowała mi na rekach, a nie na śniegu.
- E-Em... D-dzięki... - Wydukała speszona, odwracając wzrok. Westchnąłem głęboko i skierowałem swe kroki w drogę powrotną.
- Czekaj! Zamierzasz mnie.. nieść przez całą drogę?...
- Cóż... Jeśli chcesz, mogę cię tu zostawić. Samą, ze skręconą kostką...
- Skąd wiesz, że jest skręcona... - Syknęła.
- Wcale nie widziałem, jak o mało co się wywaliłaś stając... - Westchnęła, dalej milcząc.
Nie dość, że w komfortowych warunkach zostanie dostarczona do "przytulnego" pokoiku, to jeszcze przepierduje... i weź tu człowieku się żeń... Gdy dotarliśmy na miejsce, reszta nadal słodko spała po prochach. Ponownie wdrapałem się po schodach wraz ze zbędnym balastem i położyłem go na łóżku w pokoju.
- Leki i spać sieroto... - Odezwałem się po chwili. Alisa prawie nie widocznie kiwnęła głową i otuliła się kocem. Westchnąłem głęboko i poczekałem aż uśnie. Wtedy usiadłem sobie na honorowym miejscu na oknie i obserwowałem.
~Shail~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz