Na zewnątrz zrobiło się o wiele chłodniej. Gdyby nawet wpatrzyć się dokładnie, można zauważyć delikatnie białe płatki, wirujące w powietrzu. Idzie zima i nie można tego uniknąć. Na śniegu bardziej widoczne są krwawe ślady, które nie szybko znikają. I tak jednak nie zostanie ograniczona liczba morderstw. To nigdy nie będzie nudne i nawet idiotyczny śnieg tego nie popsuje. W końcu taka rozrywka dla stępienia noży i zmarnowanie jej to grzech.
- Chyba to tutaj... - Usłyszałem nagle znajomy głos pedofila na prochach. Raczej tym razem był trzeźwy. Pewnie Naya nie dała mu jarać. Po ostatnim jego wybryku długo będzie pamiętał odcisk jej buta na mordzie.
- A skąd wiecie? Ciemno coś tu i nic nie widać, może to gdzie indziej?
- To na pewno tu. - Rudowłosa schowała mapę i rozejrzała się po pomieszczeniu. - Trzeba tu tylko trochę ogarnąć i będzie okej. Zajmijcie się czymś, a nie stójcie tak jak ostatni debile. - Spiorunowała ich wzrokiem. Cofnęli się o krok, a na ich czołach pojawiły się krople zimnego potu.
- A jak myślicie, gdzie jest szef?
- Może nie żyje?
- Gdzie tam! Ale no w sumie miał się spotkać z tym no.. jak że mu szło.. Nie pamiętam, ale może już mogiła i mamy spokój...
- Ahh, pięknie by było...
- Noo....
- Nie chcę się wtrącać, jednak nie ładnie rozmawiać o śmierci kogoś, kto żyje... - Wtrąciłem się znienacka do rozmowy. Wszyscy wzdrygnęli się i zaczęli panicznie rozglądać po pomieszczeniu. Westchnąłem ciężko i przewróciłem oczami.
- Na górze, idioci... - Dodałem, na co oni przenieśli wzrok na górne belki, na których spoczywałem. W sumie pewnie mało co widzieli pośród ciemności, która tu panowała.
- Zaprowadźcie dziewczynę na górę. A wy zamknijcie drzwi bo zimno. - Przeciągnąłem się na drewnie i przewróciłem na bok. Syknąłem cicho pod nosem, gdy cholerna rana sama mi o sobie przypomniała. Spojrzałem kątem oka na resztę, która krzątała się po pomieszczeniu, ogarniając wszystko. Naya zaprowadziła Alise na górę, do pokoju, który jej wskazałem. Jedynie tam było... w miarę normalnie na te ruiny. Chociaż mogłem jej dać najgorszy pokój w całym tym miejscu, nie zrobiłem tego. Czemu? Sam nie wiem...
Po jakimś czasie psychole i gwałciciele zdążyli przyzwyczaić się już do nowego lokum. Rozmawiali w najlepsze, zaciągając się jakimś tanim ostatnio "znalezionym" towarem. Tylko jedyny Ricko, który mógł jedynie popatrzeć na poczynania innych siedział z naburmuszoną miną obrażony na cały świat... i na rudowłosą, która przeszywała go na wylot morderczym spojrzeniem, jeśli tylko choć na centymetr wyciągnął rękę po szluga.
W końcu znudziło mnie to ciągłe leżenie i postanowiłem zajrzeć do naszej ludzkiej galarety. Wdrapałem się cicho po schodach i uchyliłem drzwi od jej pokoju. Leżała odwrócona tyłem do mnie bawiąc się własnymi palcami. Fascynujące...
- Aż tak ci się nudzi?... - Spytałem, będąc na tyle blisko, że mogłem jej to szepnąć na ucho. Brunetka wzdrygnęła się, obracając gwałtownie. Teraz nasze twarze dzieliło jedynie parę centymetrów. Zawiesiła swoje spojrzenie na mojej masce, nie mogąc wypowiedzieć ani jednego słowa. Chwała, że nie na mojej twarzy z siniakiem na połowie oka.
- Boisz się? - Spytałem po chwili. Nie uzyskałem jednak odpowiedzi. Dziewczyna nadal pusto wpatrywała się w moją maskę. Po chwili odszedłem od niej i usiadłem na oknie.
- Widzę jednak, że znalezienie ruin nie sprawiło wam większego
- C-Cóż... Nie widzieli napisu... - Odparła cicho. Wywróciłem oczami śmiejąc się w duchu. Mogłem się tego po nich spodziewać.
- Więc jak doszliście?
- ... Pokazałam im napis...
- Jedyna trzeźwa byłaś, czy jak... - Westchnąłem. Wzruszyła ramionami, wpatrując się we własne dłonie. Dłonie podobne do moich....
- Nie ważne... Weź leki, bo następnym razem jak będzie cię trzeba ratować, to prędzej cię zabiję. - Skierowałem swe kroki w kierunku wyjścia.
- A-ale... - Zaczęła, jednak gdy tylko spojrzałem się w jej stronę, zamilkła. Albo chciała coś powiedzieć, czego potem by żałowała, albo mi się tylko zdawało. - Znaczy j-ja tylko... Chciałam powiedzieć, że wezmę... - Dodała po chwili i odwróciła się ponownie plecami. Przez chwilę stałem w miejscu bijąc się z własnymi myślami. Albo mi się zdawało, albo chciała... abym został? Nie szedł? Nie rozumiem... Przecież się mnie bała, więc czemu...
Podszedłem do niej cicho i spojrzałem ukradkiem na jej twarz. Miała zamknięte oczy, ale nie spała. Westchnąłem cicho i usiadłem sobie jak zwykle na oknie. Naciągnąłem kaptur na głowę, gdy poczułem przenikające zimno. Jeszcze raz spojrzałem się na dziewczynę. Albo jestem głupi i tego nie rozumiem, albo po prostu jestem debilem. Nie miałem już siły, żeby trzeźwo o tym wszystkim myśleć, więc po prostu zasnąłem.
~Shail~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz