Spojrzałem po raz ostatni na powoli cichnące niebo. Słońce schowało się uśpione za horyzontem. Na błękicie płonęły pomarańczowe smugi, niknące gdzieś w dali pośród innych kolorów. Odetchnąłem głęboko, kątem oka obserwując jak gałęzie pobliskiego drzewa nagle poruszyły się, a z ich korony wyleciały dwa ptaki. nie było było by w tym nic dziwnego, gdyby nie sam fakt, że oba nie były tego samego gatunku. Jak więc mogły się wzajemnie akceptować? Jeden z nich miał białe upierzenie, a drugi czarne. Spoglądając na siebie wzajemnie poszybowały wysoko, niknąc gdzieś wśród innych barw.
- Niedorzeczne... - Burknąłem pod nosem.
- Co niedorzeczne? - Wtrącił się jakiś pozaplanowy głos.
- Niedorzeczne, że jeszcze się nie schlałeś, albo nie zjarałeś...
- Znowu masz zły humor jak dziołcha, której spóźnia się okres? - Parsknął pod nosem Ricko, siadając obok mnie.Pacnąłem się ręką w czoło, mrucząc coś niezrozumiałego pod nosem.
- A tak na prawdę, po co tu jesteś? Nie słyszałem jeszcze oznak, żeby chcieli się wszyscy pozabijać, więc chyba moja interwencja nie jest konieczna...
- No w sumie to nie, ale mamy co opijać!
- Ekhem.. My ZAWSZE według was mamy co opijać, więc nie rób problemu.
- No, ale tym razem mamy na stówę. Napadliśmy na najbardziej strzeżony "składzik" z bronią w całym mieście!
-... I? - Spojrzałem się na niego znudzony.
- Weźże bądź człowiekiem, stary!
- Błąd.. Nie jestem człowiekiem...
- To chociaż kosmitą i chodź! Raz się zabawmy!
- Macie zamiar urządzać zbiorową orgię z delfinami? - Spytałem z kpiną, na co szatyn widocznie się zirytował.
- Sam się idź gwałcić! Ja idę się zjarać! - Tupnął niczym mała dziewczynka, której zabrano lizaczka, po czym z wielkim fochem oddalił się. Z trudem powstrzymywałem się, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Przewróciłem się na plecy, obserwując świat do góry nogami, oraz Ricko, który nadal wraz ze swoim fochem kierował swe kroki do lokum. Pokręciłem z politowaniem głową, ponownie wpatrując się w niebo.
- A może by tak iść? - Pomyślałem, jednak szybko wyrzuciłem ze swojej głowy te plany. - Nie mogę.. Nie chcę... To się może źle skończyć...
Nagle poczułem jak przez moje ciało przenika paraliżujący chłód. Zatrząsłem się lekko, przeklinając w duchu zimę. Naciągnąłem kaptur na głowę, zasuwając bluzę. Wypuściłem z płuc całe powietrze, jakie dotąd tam trzymałem, a mój oddech utworzył charakterystyczną parę. Pamiętam, gdy byłem mały specjalnie tworzyłem na szybie "mazy", chuchając na nią, a potem tworzyłem "śliczne obrazki". Mama zawsze wyrywała sobie przeze mnie włosy, krzycząc, że na święta przywiąże mnie do choinki. Uśmiechnąłem się lekko na samo to wspomnienie. Choć tak bardzo nie chciałem, aby powróciło, nie mogłem o nim zapomnieć. To była jakby moja nieodłączność, która sprawiała, że czasami mogłem poczuć się jak człowiek.
- Hej...
- Co znowu... - Warknąłem zirytowany, odwracając się w stronę ów właściciela głosu. Złagodniałem nieco, gdy przed sobą ujrzałem postać Alisy opatuloną kocem. Dziewczyna cofnęła się nieco, jednak po chwili z lekkim uśmiechem ponownie rzekła:
- Choć do środka... Na dworze robi się naprawdę zimno.
- Jakoś nie czuję... - Skłamałem, krzywiąc się lekko.
-... Wiesz co? Marny z ciebie kłamca...- Uśmiechnęła się pod nosem triumfalnie. Przewróciłem teatralnie oczami, odwracając się do niej plecami. Widocznie jej się to nie spodobało, gdyż mruknęła coś niezrozumiałego pod nosem, a po chwili poczułem jak zimna i twarda kulka odbija się od moich pleców. Czarnowłosa zachichotała pod nosem, tworząc kolejną kulkę ze śniegu.
- Igrasz z ogniem, wiesz... - Warknąłem z irytacją.
- Serio? - Uniosła lekko brew z dezaprobatą, po czym ponownie skierowała we mnie pocisk z kulki, która celnie trafiła mnie prosto w łeb.
- Oj.. - Powstrzymała śmiech, cofając się szybko.
- Oj? - Odwróciłem się w jej stronę. Powoli wstałem z ziemi, kierując się w jej stronę. - Już cię widzę kostka przestała boleć. - Strzyknąłem kośćmi, mrużąc lekko oczy.
- Em... Znaczy, j-ja.. - W momencie odwróciła się, chcąc jak najszybciej uciec. Byłem jednak szybszy i podbiegając do dziewczyny, złapałem ją w pasie i przełożyłem sobie przez ramię.
- PUŚĆ MNIE PEDOFILU! - Wrzasnęła.
- Cicho tam.. - Powiedziałem znudzony, wzrokiem wyszukując jakiejkolwiek zaspy. Po chwili na moje usta wpłynął szatański uśmieszek, który nie umknął uwadze Alisy. Spojrzała się na mnie, a potem na zaspę przed nami. Jej wzrok przeskakiwał pomiędzy nami.
- Chyba... cię... pojebało...
- Mnie? Niee... - Pokręciłem głową i biorąc zamach wwaliłem dziewczynę w śnieg. Zadowolony z siebie otrzepałem ręce, stając nad ośnieżoną brunetką. Szybko wygramoliła się ze śniegu, piorunując mnie wzrokiem.
- Ups? - Uniosłem ręce w geście poddania. Odwróciłem się na pięcie z zamiarem odejścia, jednak poczułem jak coś łapie mnie za nogę i pociąga do siebie. Zaskoczony straciłem równowagę i runąłem w dół pociągając za sobą tą sierotę. Oboje w śniegu sturlaliśmy się z górki, ponownie lądując w zaspie.
- Coś ty sobie myślał! - Dziewczyna w nerwach wyszła ze śniegu, strzepując z siebie jego resztki. Co chwilę wyrzucała z siebie jakieś niezrozumiałe słowa, gestykulując rękami. Chyba wyzywała mnie, ale nie mogłem jej zrozumieć. Po chwili już nie mogąc wytrzymać, chyba pierwszy raz od dłuższego czasu (nie mówiąc wcale) wybuchłem śmiechem. Alisa przerwała swój słowotok, wpatrując się we mnie wielkimi oczami.
- Boże.. Ty się... śmiejesz! A nie, sorry... Jestem ateistą...
- Ta, wiem.. To takie nieludzkie, nie? - Podniosłem się z ziemi, ocierając łezki z kącika oka. Otrzepałem włosy i ubranie z białego puchu i rozejrzałem się po okolicy.
- Okej, sieroto. Przez ciebie się tu znaleźliśmy, więc słucham pomysłów na cudowny powrót.
- Słucham? Przeze mnie? To ty wepchnąłeś mnie do tej zaspy!
-... A ty pociągnęłaś mnie za sobą. Gdybyś tego nie zrobiła, nic by się nie stało... - Uśmiechnąłem się podle.
- Idiota... - Mruknęłam pod nosem.
- Słucham? Mówiłaś coś?
- Że nic! - Westchnęła zrezygnowana. - Nie wiem, gdzie iść...
- Super, ja też nie. A może by tak zrobić kółku i przejść bezpieczniejszą drogą w górę... Z twoją.. ekhem... "kontuzją" raczej w górę nie wejdziemy...
- Świetnie..
- Świetnie... to idziemy... - Pociągnąłem ją za sobą.
- Aleś ty delikatny... - Jęknęła niezadowolona.
-... Chcesz na barana, czy na księżniczkę?
-... Wal się! - Warknęła, szybkim krokiem wyprzedzając mnie. Przewróciłem bezradnie oczami, patrząc jak kuśtyka. Po chwili poczułem jak coś nagle skacze mi na plecy. Odwróciłem się zdezorientowany i ujrzałem nie kto innego jak tę sierotę.
- Tak, tak, nie krępuj się... - Warknąłem zirytowany, jednak ona to olała w stu procentach.
- No to teraz na górę! - Uśmiechnęła się triumfalnie, opierając łokciami na moim ramieniu.
- Nie za wygodnie ci?...
- Ani trochę... - Zaśmiała się cicho pod nosem. Westchnąłem ciężko, stawiając powoli kroki przed siebie. Śnieg powoli spadał z nieba, okrywając ziemię białą, puchową powłoką.
- Wiesz co? - Mruknęła cicho Alisa po dłuższej chwili milczenia. - Może nie jesteś aż taki zły... - Spojrzałem na nią lekko zdziwiony. Może i ta sierota miała rację. Ta... Wiem, jak to jest ukrywać swoje prawdziwe "JA" przed samym sobą przez tyle lat.
- Czasami mi się uda... - Odparłem po chwili. Nie mogłem jej okłamać, że cały czas tryskam radością do innych, bo nawet ona sama wiedziała jaka jest prawda. Coś we mnie cały czas podpowiadało mi, aby zabijać. Ja bez zmrużenia oka to robiłem. Dlaczego? Taki się stałem... Gdyby pomyśleć, że jeszcze jakiś czas temu wyżywałem się na niej i chciałem pozbawić życia, sam nie mogę uwierzyć w to, że przed chwilą stoczyliśmy bitwę na śnieżki jak jakieś dwa rozwydrzone bachory. Dlaczego...
Po jakimś dłuższym czasie dotarłem wraz ze zbędnym balastem do starych ruin. Widok nieprzytomnych ciał nie zaskoczył mnie ani trochę.
- Naya... - Powiedziałem, a dziewczyna od razu zjawiła się przy mnie. - Weź to coś i zabierz na górę. Trochę jej się przysnęło.
- Mhm... - Kiwnęła głową, biorąc za ramię śpiącą Alise. Zmrużyłem lekko oczy, zapalając peta.
- Muszę zniknąć na pewien czas.
- Zniknąć?...
- Taa... Chodzi tu bardziej o dowiedzenie się, co knuje Black. Mam pewien bardzo ciekawy sposób na zdobycie informacji. Więcej nie musisz wiedzieć.
- Rozumiem... - Westchnęła.
- I nie mów nic reszcie... Niech żyją w tej nieświadomości, będzie zabawniej... Wyłącznie nie mów tej sierocie...
- A Ricko?
- Ten debil nawet nie spróbuje ruszyć tym czymś co ma na szyi, więc o to mogę być spokojny. Bądź czujna, nie daj się w nic wrobić... Ufam ci... - Mówiąc to, obdarzyłem ją chłodnym spojrzeniem, po czym mijając dziewczynę wyszedłem z pomieszczenia. Wracam do dawnego siebie. Przebywanie z tą sierotą szkodzi mi... Ale sam nie wiem, czy to źle, czy dobrze...
~Shail~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz