czwartek, 21 listopada 2013

XLIV ~Kim jesteś...

Oparłem się w miarę wygodnie jak to możliwe o zimną, betonową ścianę, spoglądając w niebo. Tym razem usłane było licznymi tysiącami gwiazd. Szkoda tylko, że były one fałszywe. Ponoć gdy ktoś raz ujrzy spadającą gwiazdę, to znaczy, że ktoś umarł. Znaczy, że właśnie teraz ktoś kopnął w kalendarz?
- Nad czym tak rozmyślasz? - Z moich własnych myśli wyrwał mnie delikatny głos dochodzący zza moich pleców. Odwróciłem się, posyłając uśmiech w stronę jasnowłosej. Odwzajemniła ona gest, siadając obok mnie.
- W sumie, to o niczym ważnym. - Odparłem po chwili beznamiętnie. - A co z tobą? Nie za zimno na takie nocne wypady?
- Mogłabym o to samo spytać ciebie. - Uśmiechnęła się zadziornie. Pokręciłem tylko głową, obejmując ją ramieniem. (zdradzam cię ahahaha! XD) Dziewczyna zarumieniła się delikatnie, odwracając wzrok.
- Teraz chyba cieplej, co?
- Owszem. - Usmiechnęła się lekko, wtulając w moje ramie. - Rin? Opowiedz mi coś o sobie.
- Szczerze to nie ma zbyt ciekawego nic tu do opowiadania. Przyjechałem tutaj na wymianę studentów, mam zwykłą rodzinę, zwykłe marzenia. Jak każdy.
- Rozumiem. - Zaśmiała się cichutko. - Ja mimo iż miałam zwykłą rodzinę i zwykłe życie, postanowiłam to nieco zmienić. Zostałam więc policjantką. Teraz pracuję w prywatnej firmie pana Blacka. Znasz może?
- Pewnie. Jak to mówią - "człowiek sukcesu z niego"
- Taak. Teraz ma na pieńku z pewnym gangiem. - Westchnęła.
- Gangiem? Hm.. Dziwna sprawa. Nie słyszałem o nim.
- Naprawdę? - Zdziwiła się - A, no tak! Przecież nie jesteś stąd. Gang Czarnego Orła. Jeden z najbardziej niebezpiecznych jakie mogą istnieć. Pan Black chcę ich szybko unicestwić. Ma już nawet pewien plan.
- Plan powiadasz?
- Mhm. Chcę wysłać w ich strony szpiega. Jednak nie będzie on zwykly. Ponoć podszyje się pod jednego z nich, a będzie wyglądał identycznie. Sprytnie, prawda?
- Heh, owszem. Mistrz zła. - Zaśmiałem, się, a wraz ze mną jasnowłosa. Nagle obróciłem dziewczynę do siebie, przyciskając ją za nadgarstki do ściany. Maya wyglądała na nieco przestraszoną. Jej oczy jednak błyszczały się w świetle migoczacych gwiazd. Spojrzałem się prosto w nie, a nastepnie wpiłem łapczywie w jej wargi, niczym wampir. Dziewczyna odwzajemniła gest, przysuwając się bliżej mnie. Po dłuższej chwili odsunąłem się od niej lekko i oparłem brodę na jej ramieniu.
- Maya... Jest coś o czym muszę ci powiedzieć. - Szepnąłem jej do ucha.
- T-tak?
-...Nie umiesz się całować... - W jednej sekundzie zimna stal błysnęła przy szyi rozdygotanej dziewczyny, kończąc jej marny żywot. Słyszałem, jak ostatni raz szepta moje imię, a jej ciało bezwładnie osuwa się na ziemię, drżąc w śmiertelnych konwulsjach. Po chwili z jej ciała wydobywa się jeszcze więcej krwi. Podszedłem do martwej i kucnąłem nad nią, zamykając jej wpół otwarte powieki.
- Żegnaj, Mayu... - Powiedziałem bez cienia uczuć.
- Jaki nonszalancki się znalazł... A już myślałem, że kupisz jej szampana, a ona spotka cię gołego w swojej wannie. Ostatnio to jest dobre. - Kapelusznik wypuścił z ust kłębek dymu, tworząc z niego kółko. Z kamiennym wyrazem twarzy podniosłem się, spoglądając na niego kątem oka.
- Masz wszystko, co chcesz wiedzieć... Prawda, Shail?
- Taa... - Założyłem czarny płaszcz, oraz maskę.
- Więc spieprzaj stąd. Psy zaraz tu będą... Ale przyznaj... Że wolałbyś przeciskać do ściany tę czarnulke Blacka, co? - Zaśmiał się zgryzliwie. Nic nie odpowiedziałem, choć w duchu przeklinałem go nad wszystko. Jebany sukinsyn.
        Podszedłem do czarnego kota, siedzącego na murku. Zwierze wcześniej w ogóle nie zainteresowane moją obecnością, zwróciło teraz swoje fioletowe ślepia w moją stronę, przerywając tym samym swoje dbanie o higienę.
- Kuro... Idź tam.- Powiedziałem po chwili. Dla niektórych mogło by się wydawać dziwne, że gadam do kotem. Ten jednak nie był zwykły. W tym świecie nawet w czarnym kocie można zyskać sojusznika.
       Zwierze zeskoczyło z murku i zniknęło w ciemnościach. Odwróciłem się jeszcze raz w stronę kapelusznika:
- Dzięki...
- Wisisz mi dług, Shail.
-... Nie...
- Hm? Ale...
- Tamtym razem... Jesteśmy już kwita, prawda? - Uśmiechnąłem się pierfidnie, wskakując na dach. Kapelusznik pokręcił tylko głową, sam odchodząc. Teraz tylko musiałem skupić się na szybkim dotarciu do ruin.
  
   Stanąłem na dachu tuż przed dobrze znanym mi budynkiem. Lodowaty wiatr szarpał moje włosy na wszystkie strony i powodował, że po jakimś czasie przestałem czuc jakiekolwiek oznaki, że moje palce jeszcze żyją.
      Zirytowany naciągnąłem kaptur na głowę, wzdychając głęboko. Coś podpowiadało mi, aby czekać. Nie wiem czy była to moja intuicja, jednak posłuchałem. Po chwili w moją stronę zaczęły zbliżać sie fioletowe ślepia. Kuro otarł się o moją nogę, spoglądając na maskę na mojej twarzy.
- Dzięki kocie... - Przejechałem dłonią po miękkim futrze zwierzaka, a on w odpowiedzi zamruczał cicho. Gdy zeskoczyłem z dachu, Kuro zniknął. Jakby był duchem. Po prostu go nie było. Powolnym krokiem zbliżyłem się do drzwi, wpieprzając się z buta do środka. Oczy wszystkich gwałtownie zostały zwrócone w moją stronę. Przez chwilę panowała nieprzenikliwa cisza, którą mogły jedynie przerwać nierówne oddechy.
- Szefie! Ty żyjesz! - Krzyknęli.
- Co za suprise, nie? - Przewróciłem oczami, zajmując swoje miejsce na oknie.
-Dzieżeś był? - Ricko przekrzywił głowę na bok, huśtając się na boki.
- Na spacerze...
-.... Przez tydzień?! To ty szłeś czy się czołgałeś? >.< - Westchnąłem przykładając wymownie rękę do czoła. Wszyscy zachichotali pod nosem.
- Ej Trevis czemu ty jarać nie chcesz? - Nagle dotarły do mnie urywki czyjejś rozmowy.
- Już jarałem...
- Ale przecież ty ciągle byłeś zjarany! Co jest?
- Dajcie spokój... - Mruknąłem pod nosem. Zeskoczyłem z okna, podchodząc do rozgadanego trio. Trevis zlustrował mnie chłodnym wzrokiem od stóp do głów. W sekundę złapałem go za włosy, pociągając w dół przyjebałem z buta w twarz. Wszyscy otwarli szeroko oczy, przyglądając się nam.
- Może po prostu przyznasz się kim naprawdę jesteś, Trevis...
~Shail~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz