To było bardzo dziwne. Czy parę dni wcześniej nie mówił, że go nie obchodzę i mnie zabije? A teraz? Co go tak nagle wzięło na "dbanie" o mnie. Chociaż o zwierzaczka trzeba dbać, czuję się jak bezwartościowy futrzak. Na dole ktoś krzyczał, biedny Ricko. Naprawdę go lubię. Jest spoko tylko troszkę się stoczył.
Zawinęłam się kocem, lubię ciepełko. Zamknęłam oczy udając się tam gdzie jestem bezpieczna.
Siedziałam pod drzewem patrząc na inne bawiące się dzieci. Śmiały się ze mnie i rzucały czymś. Chyba to były kamienie. Krew skapywała na ziemię tworząc na niej szkarłatną kałużę, wstałam i powolnym krokiem skierowałam się w stronę dzieciarni. Wiatr rozwiewał liście, tak jakby chciał je ewakuować i oszczędzić widoku. Wyjęłam broń i skierowałam w stronę dzieciaków, które w oczach urosły. Słodki chudy blondynek z wrednym uśmieszkiem stał się prezesem firmy, rudzielec z nadwagą narkomanem, a brązowowłosy chłopczyk z czapką z daszkiem seryjnym mordercą. Nacisnęłam spust. Trzy kule leciały w stronę żywych lalek. Trzy ciała osunęły się na ziemię. Z oczu zaczęła cieknąć krew, powoli ich mięśnie i kości zmieniały miejsce, zaczęli przeobrażać się w gorsze potwory niż byli. Pomarszczona lub zbyt naciagnieta skóra, gdzieniegdzie wystające kości czy to co tygryski lubią najbardziej, kwas z pyska. Ostre szpony z kości raniły ziemię sprawiając że zaczęła krwawic czarną krwią. Trzy potwory rzuciły się na mnie, a ja tylko stałam i patrzyłam jak wielkie cielska są coraz bliżej i bliżej. Upuściłam broń.
Proszę....niech mnie ktoś obudzi i zaprowadzi do rzeczywistości, do jeszcze gorszego koszmaru....
~Alisa~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz