środa, 13 listopada 2013

XLIV ~Kara i sen

Złapałem chłopaka za gardło, przyciskając do zimnej, betonowej ściany. Jego źrenice rozszerzyły się, wpatrując we mnie ze strachem. Złapał mnie wolną ręką za nadgarstek, chcąc spróbować uwolnić się ze śmiertelnego uścisku. Na tę chwilę nie miałem najmniejszego zamiaru go puszczać.
- A teraz grzecznie wyśpiewaj jak na kazaniu wszystko co wiesz. - Powiedziałem spokojnym głosem, choć mój wyraz twarzy był stale niezmienny, a lodowatym spojrzeniem przeszywałem go na wylot.
- Ja.. Nic.. Nie wiem... - Syknął, zaciskając z irytacją zęby. Wzmocniłem uścisk, ograniczając mu ilość powietrza. Chłopak nadal uporczywie siłował się z moją ręką, przyciskającą go do ściany. Westchnąłem zrezygnowany.
- Taa... Ty jednak nic nie wiesz. - Stwierdziłem, puszczając go. Usłyszałem narastające szepty i pomruki niezadowolenia ze strony reszty. Zgromiłem ich wzrokiem, odwracając się.
- Możecie go zabić... - Rzuciłem krótko, podchodząc do rudowłosej.
- Na górze... - Odparła, wyprzedzając mnie. - Chyba się czymś martwi...
- Martwi? - Uniosłem do góry lekko brew. Na ustach dziewczyny błąkał się delikatny uśmiech, jednak starała się tego nie okazywać. Mruknąłem coś niezrozumiałego pod nosem, a następnie wspiąłem się po schodach na górę. Otworzyłem drzwi, które uchyliły się z lekkim zgrzytem i wszedłem do środka. Od razu na suprise przywitała mnie poduszka, która przytuliła moją twarz.
- Odejdź Ricko! Mam dość twoich debilnych pogadanek! - Warknęła dziewczyna, z fochem odwracając sie do mnie plecami. Zdjąłem poduszkę z twarzy, cicho podchodząc do Alisy. Następnie położyłem jej rękę na ramieniu.
- A co byś powiedziała na to, że nie jestem Ricko? - Powiedziałem po chwili z perfidnym uśmieszkiem na twarzy. Czarnowłosa odwróciła się gwaltownie, z piskiem przykładając mi z liścia. Tym o to sposobem strąciła mi maskę, która poturlała się pod okno, opadając na ziemię z głuchym łoskotem. Alisa gdy tylko zorientowała się kogo spoliczkowała zakryła dłonią usta, odsuwając się.
- W-wybacz j-ja nie wiedziałam, że ty żyjesz znaczy...
- uspokój się... No ja rozumiem, że mnie nienawidzisz, ale żeby od razu bić?
- Ja.. Przepraszam... Ale w sumie to kara...
- Kara? - Zdziwiłem się.
- Mhm... Za nagłe znikanie. - Zadowolona z siebie spojrzała się na mnie. Pokręciłemz politowaniem głową, opierając się plecami o ścianę.
- A ty znowu twarz sobie masakrujesz? - Westchnęła, spoglądając na nową szramę na policzku.
- To nic...
- Czekaj chwilę... - Szybko wstała z łóżka i przyciągnęła do siebie torbę. Zaczęła w niej energicznie szperać, szukając bóg wie czego.
- Mam! - Rozentuzjazmowana wyciągnęła mały, biały plasterek.
- mówilem, że to nic... Samo się zagoi... - Warknąłem, jednak nic sobie z tego nie zrobiła. Podeszła do mnie i przylepila plaster na szramę.
- Dziękuję...
- Nie ma za co. - Usmiechnęła się, ponownie siadając na łóżku. Uśmiechnąłem się lekko, nagle przypomniawszy sobie o czymś:
- Wzięłaś leki?
- Taaak, tak... - Przewróciła oczami.
- Wiesz, że...
- To ważne... - Przerwała mi, kończąc zdanie. - Wiem, jest okej. - Westchnąłem głęboko, siadając na ziemi nadal oparty o ścianę. Dopiero teraz poczułem skutki niespania przez ostatnie noce. Powieki same opadały, a ja czułem że powoli odpływam.
Super moment...
Przekląłem w myślach. Powiedziałem sobie, że zamknę oczy tylko na chwilę - zamknalem na dobre parę godzin.
~Shail~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz