niedziela, 10 listopada 2013

XLIII ~Rozmowa

Stanąłem przed drzwiami, na których widniał wyryty numerek 300. Spojrzałem na brudny skrawek karteczki, gdzie widniały dokładnie takie same cyfry.
- A więc to tu... - Mruknąłem pod nosem, przekręcając kluczyk w zamku. Pchnąłem drzwi, które uchyliły się z cichym zgrzytem i weszłem pewnym krokiem do środka. Szału nie ma.. Chociaż nie powinienem tak wybrzydzać, skoro nawet nasze lokum jest w o wiele gorszym stanie. Podeszłem do okna, otwierając je na oścież i pozwalając świeżemu powietrzu ponoszyć się po pomieszczeniu. Odetchnąłem głęboko, siadając na parapecie. Słońce nie zdążyło jeszcze dobrze wychylić się na niebo, kryjąc się za linią horyzontu.
- Trochę za wcześnie tu jestem... - Mruknąłem, krzywiac się lekko. - Ale nic do stracenia... - Dodałem z chytrym uśmieszkiem, zeskakując z parapetu. Założyłem czarną bluzę z kapturem i wyszedłem z mieszkania. Rozejrzałem się badawczo po okolicy, stwierdzając, że reszta ludności zapewne jeszcze śpi. Westchnąłem głęboko, schodząc po metalowych schodkach na dół. W momencie, gdy miałem wchodzić w zakręt, jakaś opatulona postać przeżyła zderzenie czołowe z moją osobą. Zakupy wypadły z papierowej torby i rozsypały się po ziemi.
- Prze-przepraszam! - Wymówiła szybko dziewczyna, pochylając się i zbierając zakupy z powrotem do torby.
- Nic się nie stało... - Odparłem, pomagając jej.
- Dziękuję, ale dam sobie radę... - Uśmiechnęła się deliatnie.
- Mieszkasz gdzieś niedaleko?
- Tutaj za rogiem. Wynajmuje pokój 301.
- Czyli miło mi poznać sąsiadkę. - Uśmiechnąłem się.
- Naprawdę? Nie wiedziałam, że ktoś tutaj się wprowadził.
- Jednak cuda się zdażają... - Dodalem ciszej, pomagając jej wnieść zakupy na górę.
- Dzięki za pomoc. Jak ci na imię dobroduszny sąsiedzie? - Zachichotala pod nosem
- Rei... A jak brzmi imię pięknej pani?
- Maya... - Odparła, rumieniac się delikatnie.
- Mam nadzieję, że się szybko ponownie zobaczymy... Do zobaczenia.. - Uśmiechnąłem się, odchodząc. Czułem jednak na sobie jej wzrok, który przeszywał mnie na wylot. Na mojej twarzy pojawił się podły uśmieszek.
Czyli jednak dobrze trafiłem...
Wyszedłem na już zatłoczone ulicę miasta. Rzadko tutaj bywałem, jednak orientowałem się gdzie co jest. A teraz dokładnie wiedziałem, gdzie iść. Nagle poczułem jak coś łapie mnie za ramię i wciąga w ciemną uliczkę. Sybko wyjalem noz, przykładając go pedofilowi do gardła.
- Ejże, Shail! Spokojnie! - Postać wyjęła peta z ust, wypuszczając dymek. Przewróciłem oczami, chowając niechętnie broń.
- Szukałeś mnie, nie? - Poprawił stary kapelusz na swojej głowie, po czym podał mi białą kopertę. Wyjąłem z niej zdjęcie dziewczyny. Miała krótkie do ramion blond włosy i niebieskie oczy.
- Tak, to ta. - Odparłem po chwili, zwracając mu kopertę. - Wiesz coś o niej więcej?
- Więcej to nic. Raczej tyle, co ty. - Skrzywił się lekko.
- Raczej nie będzie z nią żadnych problemów.
- Uważaj... Black jest podstępny, a on w przeciwieństwie do niej zna twoja twarz...
- Właśnie dlatego muszę to zrobić szybko... I boleśnie...
- Heh, cały ty... Spadam, na razie... - Poklepał mnie po ramieniu, znikając w cieniu.
On ma rację, Black jest nieprzewidywalny...
~Shail~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz