niedziela, 17 listopada 2013

XLVII ~Malowanie

Uniosłem lekko brew, spoglądając na poczynania Ricko - sprzątaczki. Rozumiem, że mu odwala, bo to przecież niezmienna część jego natury... Jednak jest dopiero południe...
- Jestę sprzątaczę, o taak! Patrzcie mam swoją szczotkę do kurzy i nie zawaham się jej użyć! - Szatyn wskoczył na stół, tańcząc przy tym i kręcąc biodrami. Wszyscy zwijali się ze śmiechu na swoich miejscach roniąc łzy.
- Dobra ludzie! Bierzemy się do pracy! - Zakomunikowała Naya.
- Aye! - Odparli, migiem wstając z miejsc. Każdy rozbiegł się po pomieszczeniu, zajmując swoją znalezioną pracą. Rozejrzałem się oceniając stan zamku. Ruiny jak ruiny. Nic więcej. Wszystko się waliło.
- Uwaga, deska leci! - Wrzasnął Ricko. W ostatniej chwili uskoczyłem w bok, a na moim miejscu pojawiła się sterta spróchniałych desek z gwoździami.
- Kurwa! Mogłem trochę bardziej w bok, a by cię trafiło! - Wyszczerzył się, wzruszając ramionami. Przewróciłem oczami, wskakując wyżej do szatyna. Na górze nie było bardziej ciekawie, niż na dole.
- Ooo, patrz! Tam Naya idzie! - Uśmiechnął się szatańsko, przygotowując kolejną stertę desek.
- Nie radziłbym...
- Niby czemu? Co ona mi może zrobić?
- Właśnie dużo...
- Ale ty mnie uratujesz prawda? - Spojrzał się na mnie błagalnie. Przez chwilę poczułem się jak pedofil.
-... Spieprzaj... - Odparłem po chwili. Ricko zrobił obrażoną minę odwracając się do mnie tyłem.Westchnąłem głęboko kręcąc głową.
        Po chwili zeskoczyłem w dół lądując gładko na ziemi. Pokierowałem swe kroki na górę, skąd dochodziło głośne przeklinanie. Lekko rozbawiony uchyliłem drzwi od pokoju Alisy. Dziewczyna siedziała na środku pokoju mocując się z porządnym supłem. Tylko po co?
- Może pomóc? - Odezwałem się po chwili. Na dźwięk mojego głosu wzdrygnęła się delikatnie, a po chwili obdarzyła mnie nienawistnym spojrzeniem.
- Nie... dziękuję... poradzę sobie... - Syknęła przez zęby, głośno wypuszczając powietrze z płuc. Uniosłem ręce w geście poddania opierając się o framugę drzwi. Cóż, skoro nie chciała pomocy, to postoję sobie i popatrzę.
- A ty masz zamiar tak stać czy w końcu się ruszysz? - Uniosła lekko brew z dezaprobatą.
- Sama nie chciałaś pomocy ode mnie. Poza tym... Nie mam zamiaru pomagać ci w niczym. - Odparłem z podłym uśmieszkiem.
- Hm? Niby czemu? - Wstała, opierając ręce na biodrach.
-....Następnym razem specjalnie kupię ci różowy mazak... - Zmrużyłem lekko oczy.
-.. Ups no wiesz, nie było nikogo pod ręką a mój talent nie mógł usiedzieć w miejscu. - Zrobiła niewinną minkę. Przewróciłem oczami, rozglądając się po pokoju. Jedyne co trzeba było tu zrobić, to pomalować. Na szczęście okno jest już wymienione...
-... Mogę ci pomalować pokój na różowo? - Wypaliłem po chwili bez większego namysłu. Dziewczyna zbyt zajęta czytaniem napisu na pudełku z farbą pokiwała tylko głową. Parsknąłem śmiechem pod nosem, biorąc pędzel.
- Hm? Co ty robisz? - Spytała po chwili wyrywając się z głębokiego transu. Zlustrowała wzrokiem mnie, oraz pędzel, który trzymałem w ręce. - Mówiłeś, że nie będziesz mi pomagał. - Dodała po chwili podejrzliwie.
- Owszem... Jednak sama się zgodziłaś, abym pomalował ci pokój na różowo. - Na mojej twarzy zakwitł szatański uśmieszek. Alisa otwarła buzię chcąc coś powiedzieć, jednak słowa ugrzęzły jej w gardle. Zrobiła wielkie oczy, a następnie rzuciła się na mnie.
- Oddawaj ten pieprzony pędzel! - Warknęła. Uniosłem wysoko rękę do góry uniemożliwiając jej dostanie go. Dziewczyna stanęła na palcach, jednak tym sposobem tylko zbliżyła się do mojej twarzy. Spojrzałem się na nią, a gdy zorientowała się o co chodzi, jej twarz przybrała piękny, szkarłatny kolor.
- Stało się coś? Nie najlepiej wyglądasz.. - Stwierdziłem, przykładając palec do brody w głębokim namyśle.
- Nic.. - Syknęła, odwracając się do mnie plecami. - Chcesz to maluj już ten pokój... - Zaśmiałem się cicho, kręcąc głową.
-... Jaki chcesz ten kolor pani obrażalska? - Spytałem po chwili, spoglądając na resztę wiaderek z farbami.


~Shail~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz