czwartek, 14 listopada 2013

XLVI ~Remont

Otworzyłem lekko powieki, gdy poczułem jak coś szorstkiego raz po raz przejeżdża po mojej twarzy. Mruknąłem zirytowany pod nosem podnosząc się. Teraz dopiero dało mi się we znaki spanie przy oknie. Okropny ból pleców przypomniał o sobie, przeszywając cały kręgosłup. Jakby tego było mało, stare rany dały o sobie znać, a moja kurtka i włosy zasypane były cienką warstwą śniegu. Cienką - ale nadal śniegu.
- Cholera jasna.. - Jęknąłem, prostując się. Zmrużyłem lekko oczy, unosząc brew z dezaprobatą. Na stoliku przede mną siedziała puszysta, czarna kulka.
- Co to jest? - Prychnąłem, za futro unosząc futrzaka w powietrze. Czarnuch miauknął płaczliwie, machając łapkami.
- Źle trafiłeś, murzynie... - Powiedziałem obojętnie. Po chwili jednak zdałem sobie sprawę, kim tak naprawdę jest kot.
- Kuro? - Zdziwiłem się, kładąc kota na stoliku z powrotem. - Co tu robisz? - Kot zamiast odpowiedzieć prychnął cicho, odwracajac się do mnie tyłem. Westchnąłem ciężko, przewracając oczami. Jeszcze mi tego brakowało, żeby obrażał się na mnie kot.
        Wstałem z podłogi, przeciagajac się leniwie. Kuro zeskoczył ze stolika i złapał mnie za nogawke, ciągnąc do lustra. Niechętnie podążyłem za nim bez możliwości odmowy. Czarnuch gdy dotarliśmy na miejsce usiadł sobie wygodnie, patrząc na mnie.
- No co? - Wzruszyłem ramionami, spoglądając w swoje odbicie. Na początku myślałem, że chyba... Sam nie wiem co myślałem. Co ja do chuja jasnego robiłem? Czy ja o czymś niepamietam? Zgwałcili mnie? Albo porwali Aborygeni? Z wielką trudnością powstrzymałem wydarcie ryja z tekstem typu "KURWA MAĆ ZAJEBE". Oparłem się o ścianę, bezsilnie wpatrujac w sufit. Naszła mnie nawet nagła myśl, zejścia na dół, jednak szybko odegnałem ją.
        Złapałem szybko jakąś gąbke i zacząłem szorować nią sobie twarz. To wszystko jednak nie przynosiło żadnego skutku.
- Maow... - Miaukął murzyn, wskazując wzrokiem na jakiś dziwnie wyglądający detergent. Spojrzałem się na niego z irytacją.
- Twarz mi się jeszcze przyda. - Warknąłem. Kot przewrócił ślepiami, przysuwajac butelkę z płynem bliżej do mnie. Kątem oka spojrzałem się na jego poczynania i w gruncie rzeczy postanowiłem sprawdzić, co to jest.
- Hmhmhm... Płyn do czegoś tam... Hmhm... Zmywa trudne plamy? - Mruczałem pod nosem. - Myślisz, że to pomoże? - Uniosłem lekko brew. Kuro wbił we mnie swój wzrok, jakby nie chciał znosić sprzeciwu. Westchnąłem ciężko, odkrecając butelkę.
Po jakimś czasie mocowania się ze śladami markera na mojej twarzy, wreszcie czysty zszedłem na dół po starych schodach. Co jak co, jednak przydałby się tu mały remont.
        Kuro stąpał cicho tuż obok mojej nogi, co chwilę zerkając na mnie niepewnie. Sam do końca nie wiedział, czego ma się ode mnie spodziewać.
- Ooo! Poznałeś się już z kotkiem? - Uśmiechnęła się rudowłosa i zawołała Murzyna do siebie. Kuro posłusznie podreptał w stronę dziewczyny i otarł się o jej rękę.
Lizus...
- Taa... My się już poznaliśmy. - Mruknąłem pod nosem, siadając na parapecie. Spiorunowałem wzrokiem Alise, siedzącą koło Ricko, a ta w odpowiedzi uśmiechnęła się pod nosem szatańsko. Prychnąłem bezgłośnie pod nosem, obserwując resztę:
- Przydałby się tu mały remont! - Wykrzyknął Ricko, wstając gwałtownie z miejsca.
- Dokładnie, szefie! - Zawtorował mu Billy. - Pomalujmy specjalnie dla Ricko pokój na różowo!
- Róż- amarand, debile! - Wtrąciła się Naya. - Mówiłam wam, że on jest teraz w modzie na której wy się kompletnie nie znacie...
- Zamilcz kobieto, albowiem ja chcę pościel w poniacze! - Przerwał jej szatyn, na co większość wybuchła śmiechem. Ja siedziałem tylko wsluchamy żywo w dyskusję.
- No, to robimy ten remont, nie? - Tym razem zwrócili się do mnie. Przez chwilę milczałem, aby w końcu kiwnąć lekko głową. Ricko w pełni szczęścia złapał dwie chusteczki. Jedną obwiazal sobie na głowie, drugą wokół twarzy. Do ręki wziął szczotkę i obrócił się wokół własnej osi.
- Ha! No to panie i panowie zaczynamy!
~Shail~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz