Pieprzony debil. Chociaż nie... pieprzona debilka ze mnie! Po co mu
pomagałam. Jaki szatan mną kierował. Wściekła przemiarzałam ciemne,
kręte uliczki. Jakiś menel po prawej, gdzieś tam jakiś narkoman gadający
sam ze sobą. Istny raj dla takich idiotów jak orły. Uratowałam kogoś
kto mnie zabije! Albo ta dziewczyna. Jakby ktoś jej kij pod napięciem
wsadził w dupę. Kiedy tylko mnie zobaczyła wyciągnęła nóż i kazała się
wynosić. A może jakieś : "Dzięki, że uratowałaś jednego z nas.", nie po
co, najlepiej polecieć tekstem "Ty? Świetnie... Spieprzaj stąd lepiej,
bo tatuś cię szuka...". Chyba jedyne słowa, które na prawdę mogą mnie
wkurzyć...
Kolejne krople deszczu kapnęły na ziemie. Chodniki
były mokre, a po budynkach strugami skapywała woda. Świetnie... zaraz mi
laptop zamoknie.... Zeszłam z deski i schowałam się pod jakimś drzewem.
Nagle poczułam ogromny ból. Tak jakby coś wwiercało mi się w prawe
ramię. Zdjęłam bluzę. Nic. Nie ma śladu, ale ból został. Przejechałam
palcem po skórze. Coś tam było! Skamieniałam.... miałam coś pod skórą.
to nie mogła być kość. Zastygłam z ręką na ramieniu patrząc w jakiś
odległy niewidoczny punkt.
Spokojnie...
Może
jednak to kość...ale nie pamiętam, żebym kiedykolwiek coś sobie złamała.
Ogarnęła mnie lekka panika. Cała drżałam, trzęsły mi się ręce, a zimny
pot lał się po plecach. Z trudem rozpinając zamek w torbie sięgnęłam po
scyzoryk. Nie myślałam trzeźwo. Co ja chcę przez to osiągnąć?
Spokojnie...
Nie dam rady... Nie chce dac rady... Nie rozetnę sobie ramienia. Co za idiotyzm. Ponownie wrzuciłam scyzoryk do torby.
Wstałam i ponownie ruszyłam przed siebie, nie mogłam zostawać zbyt
długo w jednym miejscu. Kamery były wszędzie... Nagle dźwięk sms'a
rozmył ciszę. Sięgnęłam do kieszeni spodni.
1 nowa wiadomość:
Billy: Hey Alex! Wbij na czata musimy pogadać.
Pogadać? Coś się musiało stać. Schowałam się za winklem i wyjęłam laptopa.
Użytkownik: Alex dołączył do rozmowy.
Ja: Hey, co jest?
On: Ktoś poobijał szefa. Naya kazała nie zadawać pytań, ale zżera mnie ciekawość! Wiesz kto mógł to zrobić?
Ja: Black...
On: Jesteś pewien? Przecież Black ma taaaaaki wielki brzuch, a szef... Nie należy do słabych i wolnych...
Ja: Wiem.
Wasz szef chodzi pod osłoną nocy, pojawiając się znikąd i znikając tak
samo szybko. Ale Black jest sprytniejszy, ma więcej doświadczenia. I
broń. Bill... Musicie uważać....
On: Wiem. Córka Blacka się tu kręci. Posobno to ona go uratowała. Nie ufam jej.
Ja: Czemu...?
On: Czy
to nie dziwne? Szczęśliwa rodzina, śmierć i pożar z dupy. Nie
porwaliśmy jej! Myślę, że chce się so nas dostać by następnie powiedzieć
swojemu ojczulkowi gdzie się znajdujemy. Żałosne... Pewnie jej matka
żyje i siedzi sobie grzecznie na karaibach...
Ja: W dupie
byłeś i gówno widziałeś... Nie wiesz jak było, więc po prostu się
zamknij i walnij klawiaturą w łeb... Ale watpię, że to cokolwiek
pomoże....
On: ... Widziałeś to? Miałeś na to pogląd?
Ja: Tak.
Jakim ostatnim śmieciem trzeba być, żeby zabić własną żonę, na oczach
córki? Jak można z triumfalnym uśmiechem patrzyć jak matka umiera na
rękach córki...? Jakim skurwysynem i psychopatą trzeba być!?
On: Więc to tak... Idę pogadać z resztą. Narazie i nie daj się złapać.
Ja: Jasne, że nie dam się złapać. Pilnuj aie tam. Narazie...
Użytkownik: Billy zakończył rozmowę.
Zamknęłam laptopa ocierając łzy. Więc o ro chodziło tej dziewczynie.
Dlatego poleciała tekstem "ojczulek cię szuka". Nie ważne co się teraz
stanie. Nie interesuje mnie to. Pomogę im, pomogę orłom... Za wszelką
cenę...
~Alisa~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz