niedziela, 8 września 2013

XXII ~Ponowne zaćmienie przytomności...

      Czułam, że ktoś mnie podnosi, wyskakuje przez okno i ląduje na ziemi. Ktoś ze mną na barana biegnie w deszczu, z kopa otwiera drzwi i wchodzi do zimnego budynku. Podaje mnie innej osobie, a po chwili kładą mnie na czymś miękkim, chyba na kanapie. Zarzucają na mnie koc i starają się obudzić. Nie potrafię otworzyć oczu, potrząsają mną, klną. Nic. Nic nie czuję, powoli przestaję oddychać. Otwierają mi usta, podają jakąś tabletkę i wlewają wodę. Połykam, jakbym miała jakieś inne wyjście. Głosy stają się wyraźniejsze...
-Co jej podałaś...?
-Jest chora... ma wrodzoną wadę serca... -odpowiada dziewczyna nade mną- W jej torbie znalazłam zapasowe pudełeczko z tabletkami, pewnie sama o nim zapomniała. Otarła się o śmierć... Macie jej torbę...?
-Tak... Billy ją zabrał...
-Raaaaaany.... -słyszę trzeci głos - Jaaaaki sprzęt! Naya patrz! Dzięki temu można podłączyć się pod każdą sieć! Skąd ona to ma?
-Billy...-Naya przykryła mnie drugim kocem, a pod głowę wsadziła jakąś poduszkę-Nie ładnie grzebać w czyiś rzeczach...
-T-tak...o-oczywiście...p-prze-przepraszam...
Teraz zaczną coś podejrzewać, świetnie. Lekko otworzyłam oczy. Świat wirował, czułam się jakby ktoś mnie przeżuł, wypluł... i jeszcze raz przeżuł. Nagle ktoś z impetem otworzył drzwi. Niech zgadnę.... psychopata?
-Szefie, nic ci nie jest...? -Dziewczyna zamknęła za nim drzwi
-Nie.- odpowiedział chłodno
-Jesteś cały we krwi...
-To nie moja krew.... -burknął. Reszta cofnęła się krok w tył -A jej co...?
-Jest chora... musi odpocząć...
-Chora...? Pewnie zemdlała ze strachu... to żadna choroba...
Nikt nie odpowiedział. Podszedł do mnie. Patrzyłam pusto w sufit. Biała farba im odpada. Przeniosłam na niego nieprzytomny, może troszkę przestraszony wzrok. Zmrużył oczy i odszedł. Czułam, że moje ciało robi się coraz cięższe. Umysł spowija mgła, a świat się rozmazuje. Zakręciło mi się w głowie. Ktoś do mnie podbiegł, coś mówił, potrząsał mną. Ciemność....



~Alisa~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz