niedziela, 8 września 2013

XXV ~Ratunek

- Ona potrzebuje leków, albo umrze. - Billy, myślący jako tako trzeźwo haker odezwał się jako pierwszy.
- Skąd teraz weźmiemy leki na serducho? - Wtrącił się Ricko. - No szkoda mi dzieweczki, no ale no cóż zrobić? - Podrapał się po głowie, krzywiąc lekko.
- Znajdziemy leki. - Dodała Naya, która weszła do pomieszczenia. - Jeśli wszyscy się połączymy, to damy radę.
- Czemu mamy ratować tyłek córce tego gnoja? Bezsens...
- Właśnie. Mieliśmy ją chyba zabić, nie? Ciekawe co by na to powiedział szef.
- Wasz szef leży na belkach i perfidnie podsluchuje. - Wlaczylem się do zaciętej dyskusji, na co wszyscy wywalili wielke oczy i ucichli. Westchnąłem i zeskoczylem w dół.
- Co tak nagle ucichliście? - Spytałem jakby nigdy nic. - Poza tym, jeśli wam nie umkło na uwadze to, że ona ma coś w sobie, to wam przypomnę. Właśnie dlatego jej jeszcze nie zabilismy. Dziękuję, dobranoc. - Skończyłem, po czym wyszedłem. Wiedziałem, że nie dadzą sobie spokoju i nadal będą dyskutować, a leków nadal nie poszukaja. Może znajdą się nieliczni. Choćby Naya, czy Ricko, których ruszy sumienie. Chociaż wątpię, czy je mają.
        Weszłem w wąska uliczkę idąc z rękami w kieszeni, po chwili wskoczylem na dach. Teraz tylko znaleźć odpowiedni magazyn i po krzyku. Tylko jeszcze wcześniej sprzatanąć ochronę. Czy ja zawsze wszystko muszę załatwiać sam? Przewróciłem oczami, czekając na odpowiedni moment. Wyjąłem nóż i założyłem maskę. Zeskoczyłem z dachu, dokonując pierwszej rzezi. Jest to już tak proste, że aż zaczyna nudzić.
         Po załatwieniu reszty, podeszłem do magazynu i otwarlem masywne drzwi - bingo.
     Wróciłem do naszej kwatery.  Wkradlem się niepostrzeżenie i usiadlem na belkach przysluchujac się nadal dyskusji.
- Nie mamy nadal leków! Ona umrze! Zobaczycie! - Krzyczał w panice Rick. Nie wiem czy panikował na prawdę, czy swoim zachowaniem chciał tylko wszystkich rozbawić. Nagle na jego łeb spadło charakterystyczne pudełko chemicznych tabletek.
- Tego szukacie? - Odezwałem się, uśmiechając szatansko.
~Shail~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz