Wyszedłem z pokoju, jednak drogę zastąpiła mi Naya. Patrzyła na mnie niemal błagalnym wzrokiem, który mówił sam za siebie. Co ona takiego widziała w tej dziewczynie, że ją tak chroniła. Głupi na pewno nie byłem, a to było widać gołym okiem.
- Shail, nie wyżywaj się tak na niej. - Szepnęła, spuszczając głowę. Odsłoniłem zęby w perfidnym uśmiechu.
- Czyżbyś się bała? Pamiętaj, strach ma kształt cieni. - Założyłem ponownie maskę i zeszedłem na dół. Nie słyszałem za sobą kroków dziewczyny, toteż stała teraz pewnie na swoim starym miejscu i wypala mi wzrokiem duszę. Szczerze powiedziawszy, to ani trochę mnie to nie obchodziło.
Znikając w cieniu pojawiłem się na zewnątrz. Jak zwykle panowała nieprzenikliwa ciemność nocy, która spowijała cały świat. Odetchnąłem głęboko świeżym powietrzem i poczułem pierwszy chłód, który przeszedł mi dreszczem po plecach. Wypuściłem powietrze, które utworzyło charakterystyczną parę. Sprawdziłem, czy na pewno broń jest na swoim miejscu i ruszyłem przed siebie.
Już z oddali usłyszałem głośne rechotanie jakiś debili. Przewróciłem bezradnie oczami, gdyż wiedziałem o kogo może chodzić.
A gdyby tak zrobić z nimi porządek raz, na zawsze?.... Podła myśl przeszła mi przez głowę. Wyciągnąłem nóż i postanowiłem jednak, że trochę się zabawię. W końcu trzeba się jakoś rozerwać i rozruszać kości. Ruszyłem więc w kierunku, z którego dochodziły głośne odgłosy. Wskoczyłem na dach i widok, który zobaczyłem, nie zadziwił mnie ani trochę. Ten jebany gang, który zawsze miał z nami na pieńku.
Sukinsyny... ale jak się bawić, to się bawić.
- Nie za wesoło wam? - Odezwałem się ściszonym głosem. Wszyscy nagle ucichli i zaczęli się panicznie rozglądać. Jedni nawet zdali się na odwagę i wyjęli broń, uroczo...
- Tyle was na mnie jednego? To nie jest za fair... - Obróciłem nóż w dłoni.
- Lepiej się ukaż gnoju, ale ci nogi z dupy powyrywam! - Krzyknął jeden z nich, sącząc panie z gęby.
- Może grzeczniej, co? - Rzuciłem nożem w jednego z nich, powodując iż ostra stal wbiła się w gardło ofiary. Z rany na wszystkie strony rozprysła krew. Reszta cofnęła się o parę kroków od truchła leżącego u ich nóg.
Zeskoczyłem z dachu, pojawiając się dokładnie przed nimi. Czarny płaszcz zatrzepotał niebezpiecznie na wietrze.
- To ten! Z Gangu Czarnego Orła! - Zauważył jeden, wskazując na mnie palcem.
- Zaskoczeni? - Przekrzywiłem lekko głowę na bok. Wszyscy w mgnieniu oka wycelowali we mnie. Uniosłem ręce w geście poddania.
- Nie mam nic do obrony. - Odparłem. Usłyszałem charakterystyczny dźwięk wystrzeliwanej kuli. Zakryłem się płaszczem i dosłownie znikłem z ich pola widzenia. Zaczęli się ponownie rozglądać. Chyba za często to robią. Powinni zająć się ważniejszymi sprawami. Na przykład nożami, które lecą w ich stronę. Ups? Za późno?
Niezła zabawa, ale strasznie krótka... Schowałem broń z powrotem i odszedłem. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że jestem cały ubrudzony we krwi. Westchnąłem ciężko i wróciłem do naszej bazy. Już dokładnie wiedziałem, co zrobię...
Wszyscy już spali. Cicho, niczym drapieżnik wkradłem się na górę po schodach i wszedłem do jej pokoju. Nie pomyliłem się, że ona również spała, choć mogła mnie tylko nabierać. Podszedłem do jej łóżka i nachyliłem się nad nią, tak, że znowu nasze twarze dzieliło jedynie parę centymetrów. Wtedy ona obróciła się i niespodziewanie otworzyła oczy.
- Bu. - Szepnąłem, na co ona zrobiła wielkie, przerażone oczy i krzyknęła, zasłaniając się rękami. Szybko zasłoniłem jej buzię ręką. Nie chciałem, aby reszta się obudziła.
- Lepiej zamknij mordkę. - Przystawiłem jej nóż do gardła, który ociekał jeszcze krwią. Zadrżała, a po jej policzkach spłynęły łzy.
- Chcesz mnie z-zabić... - Wyjąkała.
-... Nie. - Odparłem po chwili spokojnym głosem, powoli odciągając nóż od jej gardła, zrobiłem na jej skórze niewielkie nacięcie, z którego sączyła się krew.
- Na twoje szczęście zabawiłem się już dzisiaj. - Usiadłem sobie na oknie.
- C-Co masz zamiar zrobić?...
- Pilnować cię... I odgadnąć twoje myśli. Jeśli coś wiesz, prędzej czy później w przypływie emocji i strachu powiesz to. Jeśli nie wiesz jednak nic, zabiję cię, a to coś wyjmę z ciebie siłą bez twojej pomocy. - Uśmiechnąłem się jadowicie. Dziewczyna otuliła się szczelniej kocem.
- Ricko? - Na dźwięk tego imienia kiwnęła powolnie głową.
A to gad... - Więc... Będziesz tu tak siedzieć?
- Owszem. - Oparłem się wygodnie i zacząłem bawić nożem. Dobrze wiedziała, że z przyjściem świtu zniknę stąd, jednak nie wiem, czy umiała wykorzystać to w praktyce.
~Shail~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz