Wkurwiony wyszedłem trzaskając za sobą drzwiami. Sam nie wiedziałem dokąd idę, jednak musiałem się uspokoić. Coś podpowiadało mi, że jeśli zostałbym tam jeszcze parę sekund, pozabijał bym wszystkich na miejscu. Jakim cholernym cudem jedna, zwykła dziewczyna może mnie tak wkurzyć.
Fakt... Ona nie jest zwykła...
To córka Blacka. Tylko dlaczego temu debilowi tak na nej zależy. Ma coś cennego, o czym sama nie wie, oraz o czym również nie wiemy my.
W końcu wyszedłem z naszej dzielnicy, a moja twarz oświetliły pierwsze promienie słoneczne. Zdjąłem maskę bez obawy, że ktoś może mnie zobaczyć i odetchnąłem głęboko. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że wszystko sie pieprzy. Już nic nie jest takie samo jak kiedyś. Wszystko jest takie dziwne. I ta obawa, że w każdej chwili mogę stracić życie.
Nagle uslyszałem czyjąś rozmowę. Szybko schowałem się w cieniu uliczki i ponownie włożyłem maskę.
- Gdzie ona jest! Do cholery, mieliście ją znaleźć! Czy to takie trudne dostać się dotych skurwieli orłów!?
- Panie B- Black... Proszę się u-uspokoić... To nie jest takie proste. Oni są o wiele silniejsi i lepiej zorganizowani. Nie damy sobie...
- Glupcze! To my mamy broń, jesteśmy lepiej zorganizowani! To tylko banda gowniarzy, rozumiesz? Zbierz ekipę i znajdź ją jeszcze dziś. - Syknął i odszedł, zostawiając swego biednego sługę samego.
Już mi go żal...
Wyjąłem nóż i powoli wyszedłem ze swego ukrcia. Mężczyzna zadrżał i odwrócił się gwałtownie.
- Akuku. - Posłałem mu psychiczny uśmieszek, zimna stal błysnęła przy jego szyi. Krew trysnęła z rany barwiąc wszystko dookoła. Ciało bezwładnie opadło na ziemię.
- Ehh... Wyjdziesz z domu na sekundę i nie wracasz. Sama przyjemność zabijana. - Schowałem broń i odeszłem. Ponownie skierowałem swój krok w stronę naszej bazy. Kolejne kłopoty.
Jak zwykle bez opieprzania się wbiłem z buta. Wzrok wszystkich automatycznie spoczął na mnie.
- Gdzie dziewczyna? - Rzuciłem krótko. Rudowłosa wskazała na pierwsze piętro, podając mi kluczę. Wziąłem je i ruszyłem po drewnianych, spruchniałych schodach na górę. Otworzyłem drzwi i wolnym krokiem podszedłem do żywej galarety siedzącej w kącie. Kucnąłem przed nią i ująłem jej podbródek.
- Miałem cię zabić, wiesz? Jednak masz szczęście. - Przejechałem kciukiem po jej bladym, zimnym policzku. Poczułem jak zadrżała.
- Szczęście?...
- Okazałaś się bardzo cennym nabytkiem.
- Pierdol się cieciu... - Syknęła.
- Przykro mi, nie mam z kim. - Jednym, płynnym ruchem złapałem ją za włosy i pociągnąłem w dół.
- Puść.. Mnie...
- Chętnie, jednak zanim to zrobię, powiem ci coś... - Nachyliłem się nad nią i szepnąłem do iej ucha. - Uważaj: ściany mają uszy. Nie jestem zwykłym psychopatą. - Puściłem ją i odeszłem, ponownie zamykając drzwi na klucz.
- Będziemy mieć gości. - Oznajmiłem będąc juz a dole. - Mam nadzieję, że należycie ich przywitacie.
Reszta Uśmiechnęła się szatańsko spoglądając po sobie. Kiwnąłem głową do rudowłosej, a następnie wyszedłem.
~Shail~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz