Nie wiedziałem dokładnie, ile już siedziałem w jednym pomieszczeniu w bezruchu, jednak dla mnie była to cała wieczność bez końca.
Ona... Chora?
Tylko tyle zdążyło mi przejść przez głowę. Pewne zwykły strach. Strach, który paraliżuje.
A może jednak a prawdę jest chora?
Przekląłem własną umysł, że podsyła mi takie myśli i rzuciłem maskę gdzieś w kąt. Może nie było tego widać, bo było to maskowane, jak wszystko inne, jednak byłem tym wszystkim cholernie zmęczony. Czułem, jakbym był sam. Siedział w ciemności przy zimnej ścianie. Jestem sam i będę. Nie zmieni tego nic.
Spojrzałem się przez okno, gdzie ciemność spowiła już wszystko. Nie było świateł latarni, za którymi szło się, gdy zgubiłeś drogę. Tylko pustka i ciemność. Czyli nic nowego. Nic zupełnie odmiennego od reszty.
- Shail? - Z rozmyślań wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi. Od razu rozpoznałem ten głos.
- Czego chcesz, Ricko... - Westchnąłem. Szatyn wszedł do pomieszczenia i zlustrował mnie wzrokiem, po chwili siadając obok.
- Marnie wyglądasz, stary. - Skrzywił się.
- Serio? - Spytałem z kpiną. Wlaśnie tak się czułem.
- Taa... Wiem, że...
- Nic nie wiesz... Sorry, nie mam nastroju do gadki... - Przerwałem mu, mijając go i wychodząc. Nawet nie wziąłem ze sobą maski. Sam nie wiem czy zapomniałem, czy zrobiłem to celowo.
Nagle stanąłem w połowie kroku, i przeniosłem swój wzrok na drzwi od pokoju, w którym znajdowała się córka Blacka. Długo biłem się sam ze sobą, jednak w gruncie rzeczy podążyłem w tamtym kierunku. Bez pukania wszedłem do środka. Dziewczyna spała. Przykryta była dwoma kocami, a pod głową miała ulokowaną poduszkę. Sprawka rudowłosej. Podszedłem do łóżka i spojrzałem w jej bladą, posiniaczoną twarz. W pewnym momencie mawet pomyślałem, że mogła by być dobrym duchem. Westchnąłem i usiadłem na oknie, nadal się w nią wpatrujac. Nie musiałem długo czekać, gdyż po chwili się obudziła. Gdy tylko mnie ujrzała wydała z siebie zduszony pisk i cofnęła się maksymalnie pod ścianę, tulac do siebie koc. No wiem, wiem, jestem straszny. Biorąc pod uwagę mój stan, oraz wygląd, niczym z horroru.
- Przeniosłem zyletki. Jeśli ci to sprawi ulgę, to przed rozmową możesz się pociąć... W sumie też bym to chętnie zrobił. - Powiedziałem od niechcenia. Dziewczyna patrzyła się na mnie ze strachem w oczach, oraz pełnym niezrozumieniem całej tej sytuacji. Pierwszy raz patrzyłem na nią bez maski. Dziwne uczucie być bez drugej twarzy.
- P-po co tu jesteś... - Wyszeptała po dłuższej chwili.
- Bez powodu. - Odparłem. - Chyba mi do reszty odbiło..
- Nie chcesz mnie... Zabić?
- głupie pytanie... Oczywiście, że zabiję cie przy pierwszej lepszej okazji. - Zauważyłem, jak zadrzala.
- Więc.. Czemu tego n-nie zrobisz..
- Nikt nie zasługuje na taką śmierć. - Podszedłem do niej, na co ona cofnęła się jeszcze bardziej. Jakby mogła wywierciła by chyba dziurę w ścianie i się w niej schowała.
- Faktycznie, nie ruszaj się, bo ręką mogę cię zabić. - Pokręciłem głową, dotykając jej czoła. Było ciepłe. W porównaniu z jej twarzą, która nadal była blada. Chyba jeszcze bledsza niż była.
- Boisz się mnie. - Kucnąłem przed nią, bardziej stwierdzając, niż pytając. Niebieskooka przygryzła dolną wargę, próbując się na mnie nie patrzeć, jednak zbytnio jej to nie wychodziło.
- Położ się, sieroto.. - Nakazałem, a dziewczyna posłusznie wykonała rozkaz. Zamoczyłem szmatke w zimnej wodzie i przyłożyłem jej do czoła. Zrobiła wielkie czy z przerażenia, jakbym w nią czymś celował.
- Mam coś na twarzy, że się tak gapisz? Uważaj, bo oślepniesz. - Skończyłem i skierowałem się do wyjścia.
- .... Dziękuję... - Szepnęła. Stanąłem w pół kroku, nie odwracajac się.
- Pamiętaj, twój ojciec nadal cię szuka. Będzie chciał cię odbić i wyciągnąć to coś, co jest w tobie. Nie będę mówił, że mi jest przykro, bo to bez sensu. Człowiek bez uczuć mówi, że mu przykro... Lepiej leż, jesli chcesz żyć... - Dodalem, po czym wyszedłem.
~Shail~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz