piątek, 31 stycznia 2014
Ricko i paczka szlug kontra "ja za dużo myślę"
- No! Teraz to są stare orły - klasnąłem w dłonie, pocierając je o siebie. Niektórzy przytaknęli mi, a inni uśmiechnęli się nieznacznie.
- Bez Shaila spokojniej. Nikt się nie drze, nie rozkazuje, nie zabija. Szkoda tylko, że nie ma Alisy. To wszystko przez niego. Gdyby trzymał mordę na kłódkę, to nic by się nie stało.
- Taa. Bywa. Takie życie. Na uspokojenie rozdaję jointy, skręty, kokę, marychę i LSD. Komu do koloru to do wyboru. Zapraszam spróbować nowego życia! - wyłożyłem na stolik przeróżne opakowania, paczuszki, papieroski, listki zielone, kolorofe i cudne. Wszyscy rzucili się na nie jak na promocje w warzywniaku.
- Spokojnie, nie pobijcie się! Boże jaka dzicz! - machnąłem ręką, sam zapieprzając jointa. Uśmiechnąłem się błogo, odchylając głowę do tyłu.
- Więc mamy tylko tak siedzieć i nic nie robić? - wtrąciła się Naya, spoglądając po wszystkich.
- Pewnie, kocie. Wrzuć na luz, nie ma Shaila, my żyjemy... Po połowie, ale w końcu to coś - wzniosłem do góry puszkę, stukając się nią z Billym. Rudowłosa westchnęła ciężko i w końcu sama postanowiła się skusić. Dobra robota, Ricko! Plan zjarać wszystkich - zaliczony. Plan zjarać siebie - też zaliczony. Plan - nie zerzygać się... no tu będzie problem.
- Słyszeliście ludzie, że Alex powrócił? - wtrącił po chwili Bill.
- Taa. On mógłby naszym szefem zostać - zamyślony spojrzałem się w sufit.
- Jakby chciał się w ogóle pokazać. Od jakiegoś czasu ktoś chodzi po naszym terenie i bezkarnie morduje. Pewnie to on. Tylko dlaczego wrócił po tak długim czasie... Nie czaje.
- Ja też i może to i lepiej. Chcę żyć - wzruszyłem ramionami, dopijając piwo. - Za dużo myślicie. No ale w sumie... Ciekawe.
- Co ciekawe?
- To wszystko... Mam na to za mały mózg...
~Ricko~
Malu malu i sushi
-Ale miał niewyparzoną mordę...
Westchnęłam ciężko przejeżdżając pędzlem po bieli mojej maski. Tej jedynej maski. Uśmiechnęłam się pod nosem na wspomnienie gdy kilka lat temu przyszło mi ją robić i malować. A teraz trzeba ją malować na nowo bo zabrudzila się krwią. Namoczyłam pędzel w białej farbie. Jeszcze kilka maźnięć i gotowe. Prawie w sensie, że... Jeszcze trochę czerwieni...i czerni...a palnę trochę niebieskiego. HaHaHa <3 Położyłam ją w słońcu.
-A spróbuj mi teraz zacząć padać to cię zabije...nie wiem jak ale cię zabije... -Podniosłam głowę w górę patrząc na chmury, które od razu odsunęły się dając słoneczku miejsce do popisu.-Tak lepiej...
Nawet chmury się mnie boją... To chyba niezbyt dobrze nie? Nie...raczej nie.. Usiadlam opierając się o ceglany komin i otworzyłam pudeleczko z sushi.
-Mmmmmniam :3
Wzięłam pałeczki i złapałam kawałek. Teraz jest lepiej niż było u naszych wróbelków. Jeśli Shail tak wygląda, to prędzej czy później znikną z powierzchni ziemi. A ja im w tym bardzo chętnie pomogę...
~Alex~
czwartek, 30 stycznia 2014
Tell me your secret. Z kim mam przyjemność? Albo raczej nieprzyjemności...
Zmrużyłem lekko oczy, ziewając leniwie. Odkąd zamieszkałem w psychiatryku (bez podtekstów i skojarzeń) czas dłużył mi się niemiłosiernie. Nie liczyłem już dni, ani godzin. Ani niczego, co stało się dla mnie zbędne. Wszystko stało się zbędne. Puste i pozbawione sensu.
Zerknąłem kątem oka na cień przechadzający się korytarzem szpitala. Podniosłem się z ziemi i rozejrzałem uważnie, poprawiając płaszcz. Przez chwilę zapanowała głucha cisza, którą zakłócał jedynie świst wiatru na zewnątrz. Cisza ta jednak nie trwała długo. Nie było jej to dane, gdyż po krótkim czasie w którym można liczyć sekundy, echem rozniosło się szukanie obcasów. Zza ściany wyłoniła się sylwetka dziewczyny. Na jej głowie spoczywał założony duży kaptur, a twarz zamknięta była za tajemniczą maską. Widzę, że skoro takie widma widzę, to znaczy, że albo LSD jeszcze działa, albo za długo mnie ja tam nie było...
- W końcu się spotykamy... - zaśmiała się dźwięcznie. Nie zdążyłem nawet zareagować, gdy w momencie poczułem silne uderzenie, które powaliło mnie na ziemię. Syknąłem cicho, szybko podnosząc się do pionu i odskakując metr od dziewczyny. Ona jednak najwidoczniej jeszcze się nie nabawiła, bo dostałem kolejny raz wpierdziel po mordzie i po kręgosłupie. Mój własny i osobisty kat złapał mnie za szmatu i kulturlnie przyłożyła do zimnej ściany.
- Możesz czuć się wyróżniony, że cię nie zabije... Jeszcze... - syknęła.
- Wprost skacze z radości... Robił bym to, gdybyś mnie tylko puściła.
Dziewczyna prychnęła pod nosem i na dodatek dostałem w pysk za pyszczenie przy dostojniku. Mam szczęście chyba.
- Żałosny jesteś...
- Mów do ściany... - prychnąłem, ocierając krew z ust.
- Mam nadzieję, że przy następnym spotkaniu nie będziesz już taki pewny... Ups, wybacz.. Ja to wiem..
- O ile będzie drugie spotkanie...
- Nie martw się, stanie we to szybciej, niż myślisz...
Powiedziawszy to, zniknęła...
~Shail~
Normalny...
-.. Kim jesteś?
- Wiedziałem, że mnie zapomnisz... - odezwała się po chwili. - To przez ciebie nie żyję. To ty mnie zabiłeś. Jak mogłeś!
- Pieprzysz od rzeczy! - warknąłem, rzucając w postać nożem. Przetarłem oczy, czując jak obraz zaczyna tracić barwy i kontrast. Zamrugałem kilkakrotnie, jednak w miejscu dziewczyny nie było już nikogo, a nóż tkwił wbity w drewniane drzwi. Westchnąłem ciężko, opierając się o zimną ścianę.
- To nie moja wina... - szepnąłem sam do siebie.
Owszem, twoja...
- Kim jesteś? - rozejrzałem się, słysząc czyjś nieznajomy głos.
Jestem tobą...
-... Mną? No to współczuje...
Spójrz Shail... Kim tak naprawdę jesteś... Zwykłym chłopakiem. Żadny z ciebie zabójca.
Prychnąłem pod nosem, odrzucając od siebie broń. Może moja druga połowa ma rację...
~Shail~

Co wiesz o Alexie?
-Do kitu... -Jeknalem cicho gdy kość wróciła na swoje miejsce. Przez Shaila Alisa nie żyje... Świetnie. Nawet nie zdążyłem jej przeprosić a tu niespodzianka! Zgniotłem puszkę odrzucając ją w kąt.
-Idziesz po po to i wrzucasz do śmietnika jak grzeczny chłopczyk... -Siedzacy przy komputerze blondyn nawet się nie odwrócił.
-Wiec wstań i rusz się... -Prychnalem pod nosem Z podlym usmieszkiem.
-Ani mi się śni... Mam inny problem niż jakas tam puszka.. Ktoś grasuje po naszej dzielnicy i zabija...
-Moze miejska legenda powróciła... -Westchnalem i jednak wstałem po tą cholerną puszkę. -Ten twoj Alex, hm?
-Alex? Co o nim wiesz...?
-Kilka lat temu tez zabijal... A potem zniknął i zaczął hakowac systemy... Ale wszesniej był mordercą... Nikt nigdy go nie widział, a jeśli tak...wąchał pedalskie różowe kwiatki od spodu...
~Sebastian~
środa, 29 stycznia 2014
Narkotyki, psychotropy. Odcinek pierwszy: obcujemy z obcymi siłami zła.
Naciągnąłem bardziej kurtkę na ramiona, gdy poczułem przenikające zimno. Noce nadal nie należały do najcieplejszych, zostawiając po sobie ślady zimy na liściach i ziemi. Ksiezyc wisiał wysoko na niebie, czasami będąc zakrywanym przez gęste, ciemne chmury. Westchnąłem ciężko, przekraczając próg najbardziej opuszczonych ruin w tych okolicach. Opuszczony, poradziecki szpital psychiatryczny. Właśnie to, co tacy niegrzeczni chłopcy jak ja lubią najbardziej. Potem oczywiście zostają tu na zawsze, ale mniejsza...
Rozejrzałem się uważnie, wchodząc schodami na pierwsze piętro. Wszystko wyglądąło tu jeszcze gorzej niż za dnia. Ściany się waliły, podłoga, nie było okien. Nie wspominając, że miejscowi lubią wymyślać sobie legendy o tym, jak ten szpital jest bardzo nawiedzony.
Tak samo jak ja. No serio...
Pewnie gdybym to kopnął, po chwili nic by z tego już nie zostało.
- Shail, kope lat... Po towar się przyszło?
Nagle zza bocznej ściany wyłoniła się ciemna postać. Ubrana była w długi, czarny płaszcz. Chłopak miał białe, pół długie włosy z czarnymi końcówkami, które ukrywał pod dużym kapturem.
- A jakże by inaczej?
- Ha! Perfecto! - klasnął rozradowany w dłonie, rozkładając towar na podłodze. Po chwili kontynuował: - Chcesz cracka?
- Ostatnio brałem...
- I jak? Były efekty uboczne? Mi po tym zawsze chcę rozpierdolić łeb... - jęknął zażenowany.
- Ja nic nie czuję...
- Boś ty nie człowiek. Weź sobie LSD.
- Ja rozumiem, że jesteśmy w psychiatryku, ale wiesz...
- Co ci szkodzi! Niezłe schizy.
- Dokładnie zjawiska paranormalne, jaskrawe barwy, załamanie świata, psychiczne wizje, chęci samobójstwa?
- Ekhem... Właśnie tak.
Westchnąłem ciężko, wkładając nowo nabyty towar do kieszeni. Z drugiej wyjąłem godną zapłatę i podałem chłopakowi.
- Interesy z tobą to czysta przyjemność... - usmiechnął do szatańsko.
- Taa... Niezłe klimaty, chyba tu zostanę.
- Ha! Do ciebie to pasuje - rzekle, wyskakujac przez okno, a dodał jeszcze na odchodnym: - Tylko nie przepijaj tego niczym, bo na serio wyladujesz w psychiatryku!
- Tak, tak... Nie słyszę cię... Coś, że mam przepić...
~Shail~
Psychopatka....
-Teraz tylko czekać na pieski....
Dźwięk syren, skryłam się w cieniu oddając moją duszę nocy. Wyciągnęłam dwie czarne spluwy zrobione specjalnie dla mnie. I dla mojego osobistego sposobu zabijania.
-Witajcie panowie....
Odezwałam się po chwili. Zastygli niemal jak woskowe figury, jedynie bicie ich serc i przyśpieszone oddechy upewniały śmierć, że czeka ją praca. Więc chodź tu moja nierozłączna połówko. Jeden po drugim padali, a lodowe kule rozpływały się w ich ciałach. To takie piękne być w swojej skórze, nie musieć męczyć się z byciem grzeczną sierotką marysią.
-Już? Tak szybko?
Spojrzałam na moje zabaweczki, które już na pewno były martwe. Warto jednak zawsze się upewnić.
-Następnym razem powieszę ich nad jeziorem pełnym komarów, poczekam aż ich pogryzą, rozwiążę im ręce, żeby mogli się podrapać i znów zwiążę.... (pozdrawiam Agatę xD )
Mój szyderczy, lekko psychiczny śmiech, echo poniosło w głąb miasta uświadamiając innym, że wróciłam. Koszmar wszystkich znów zaistniał, będą umierali patrząc na moją maskę. Nie nie zgapiam od psychopaty, to on wzorował się na mnie. Wskoczyłam na dach chowając broń w specjalnie przygotowane miejsce na nie na udach. Ważne jest żeby szybko dorwać się do narzędzia zbrodni. Księżyc powoli chował się za budynkami. HA! Chyba nie myślicie, że to koniec naszej wycieczki po zaświatach! Proszę usiąść wygodnie i trzymać łapska przy sobie, dziękuję. Ze śmiechem ruszyłam przed siebie. Teraz znałam swoją wartość, byłam ponad wszystkimi, byłam lepsza od wszystkich, byłam sobą! Taką jaką stworzył mnie Blood Moon. Alex powstał z popiołów jak feniks, niezniszczalny i wieczny. Jestem legendą tego miasta. Co tam nasze czarne wróbelki, macie Alexa! Skoczyłam z wieżowca. Mój cień na tle słońca zainteresował wszystkich, jednak nie ma tak dobrze panie i panowie! Zahaczyłam linkę o jeden z balkonów i przeleciałam nad ulicą główną, gładko lądując na jednym z dachu i znikając w dzielnicy portowej. Pa Pa rybeńki... Idę się zabawić! HAHAHA!
~Alex~
Dlaczego zawsze ja i rozmowy w toku w jednym - czyli jak znaleźć sobie przyjaciół.
- Okej... i teraz s-suchaj ufasznie... - uniosłem palec wskazujący do góry, dając znak, aby mój rozmówca zamilkł. - Teraz Alisa nie żyje, dupa. Ten debil sie szfenda dzieś... Też dupa. No i muszę ci się poskarżyć, że on ciągle pije! Ciągle! Tylko j-ja jedyny pije to... Mało prosentowe... Znaczy nie patrz się tak na mnie, b-bfo ta miła eksfedientka mówiła, że to mleko malo ma procentów...
Spojrzałem się na rudą wiewiórkę, która widocznie z zaciekawieniem wsłuchiwała się w moje słowa, nawet ich nie rozumiejąc pewnie. Fascynujące! Nazwę ja Naya! Tak, właśnie. Moją wiewiórcia Naya nie będzie a mnie krzyczeć, wiewiórcia nie będzie mnie bić, wiewiórcia nie będzie się nade mną znęcać... Ani...
- Ricko!
Z otłumiena wyrwał mnie szyjś donośny głos. Zmarszczyłem zdziwiony brwi, odsuwając się o metr dalej od drzewa. W moich oczach malowało się jedno, piękne "WTF ". Ale chwila, skoro ta wiewiórcia umie mowić, to znaczy, że znalazłem sobie przyjaciela!
- Moja wiewiórcia Naya przemówiła! - krzyknalem wesoło, rzucając się na drzewo i obejmując je ramionami. Chyba wiewiórcia się wystraszyła, bo uciekła. Ale dalej do mnie mówiła. Dziwne...
- Ricko! Ricko!! Ocknij się! Zejdź na planetę zwaną "Ziemia"...
Odwróciłem się gwałtownie, a przed sobą ujrzałem postać rudowłosej dziewczyny. Chryste panie, dzieci ulicy, matka prostytutka! Naya zamieniła się w wiewiórkę, potem w człowieka!
- Ty nieludziu! Odejdź ode mnie! - wrzasnalem.
- Co ty pieprzysz? Chodź, nie ma czasu... Szef gdzieś zniknął, a reszta się rozproszyła...
- Żę ćwę co?
- To koniec, Ricko... Nigdy nie będzie tak jak dawniej...
- Nie smutaj mordki. Masz mnie!
Dziewczyna zlustrowała mnie krytycznym wzrokiem, wzdychajac ciężko.
- Okej... Jakby co, to powiem, że jesteś moim psychicznie chorym bratem i potrzebujesz pomocy specjalisty... Przejdzie, nie?
- Jak możesz... A ja ci ufałem... Tak samo jak Shailowi...
- Wiem... Niestety wiem...
~Ricko~
Uwaga! Psychopata grasuje po mieście!
Stalam tak przez chwile z otwarą buzią. Jak on mógł je zgubić!? Rzuciłam się na niego przyciskając do zimnej ściany.
-Zabije cię! Jesteś po prostu martwy!
W jego oczach pojawiło się coś co mnie tylko uszczęśliwiło...strach. Zaczęłam go dusić jakbym to nie była ja, jakby coś przejęło nade mną kontrolę. Puściłam go na sekundę przed tym gdy jego serce zamierzało przestać bić. Jego nieprzytomne ciało osunęło się na ziemię. Zastygłam.
-wybacz...
Szepnęłam odbiegając jak najdalej. Prawie zabiłam swojego najlepszego przyjaciela. Co się ze mną dzieje? Jestem hakerem nie zabójcą! Wiec czemu czułam tą chorą satysfakcję gdy go dusilam? Jestem potworem...
~Alex~
wtorek, 28 stycznia 2014
Deszcz wszedzie... Ciągle pada... Czyli co człowiek ma ze sobą zrobić, gdy nie wie, co ze sobą zrobić.
Siedziałem pusto i bez sensu wpatrując się w ścianę. Z nad kubka z gorąca herbatą unosiła się para, a zegar wydawał z siebie ciche tykanie. Westchnąłem ciężko, kątem oka spoglądając na gazetę leżącą na małym stoliku. Po chwili jednak szybko przeniosłem swój wzrok w inny punkt, zawieszając go na suficie pokrytym warstwą cienia. Myślałem... Albo raczej nie myślałem. W tym momencie sam nie wiedziałem co robić. Ktoś raz powiedział mi, że oprócz tego, że jestem debilem, to też, że tempym. W sumie miał rację. Albo nie, przepraszam. Przecież kto w ogóle może coś o mnie wiedzieć? Jestem sławnym zabójcą własnego losu. Zawsze jest o słowo za dużo. Z resztą co ja się modle nad sobą. To jej wina. To ona sobie poszła. Ja nie jestem wcale winny, przecież nic nie zrobiłem.
- Deszcz pada...
Zerknąłem kątem oka na ciemną postać wchodzącą do budynku. Rudowłosa ściągnęła przemoczony płaszcz, rzucając go w kąt. Tylko przez moment uraczyła mnie swoim spojrzeniem, a po chwili bez życia wdrapała się po schodach i zamknęła w swoim pokoju. Westchnąłem ciężko, opierając głowę o tył kanapy. Po chwili stwierdziłem jednak, że nie będę siedział, tylko wyjdę. Najlepsze co można zrobić...
Złapałem szybkim ruchem kurtke i zarzuciłem ją sobie za ramię. Nikogo nie informowałem, że wychodzę. To bez znaczenia.
~Shail, niekochany pedofil~
Wszystko przepadło...
Dwa dni później...
Wpadłem do pokoju szefa jak bym miał motorek w dupie.
-Alisa nie żyje!
Naya upuściła puszkę, a Ricko zastygł w bezruchu. Szef jakby nagle przestał oddychać. Patrzył się pusto na herbatę w kubku.
-Jak...?
Odezwał się po dobrych kilku chwilach.
-Znaleziono zmasakrowane zwłoki dziewczyny o kruczoczarnych włosach i w bluzie z uszami... Zresztą sam zobacz...
Podałem mu gazetę. Czy...jemu drżały ręce?
-Wyjść...nie was tu...wszystkich...
Powiedział sucho odrzucając gazetę. Nie był smutny raczej wściekły, a może po prostu udawał. Posłusznie zeszlismy na dół.
-Może teraz będzie jak za starych dobrych czasów? -Ricko odezwał się niepewnie siadając na kanapie.
-Nie... Nie będzie..
-Naya! A ty dokąd?!
-Ide się....przejść...
Westchnąłem ciężko siadają przy kompie. Co do? Wiadomość od Alexa? On żyje!
Użytkownik: Billy dołączył do rozmowy...
Billy:Czeeeesc c:
Alex: Wreszcie! Myślałem, że coś cię zjadlo ._.
Billy: Nie! To murzyni giną na początku, a przystojni informatycy uciekają i żyją długo i szczęśliwie! No...poza Alisą...
Alex:Wiem... Przykro mi Billy, ale to wasza wina...
Billy: nasza?
Alex: To wy jej nie chcieliscie i traktowaliscie jak piąte koło u wozu. Przez chwilę byliście dla niej jak rodzina, ale to spieprzyliscie...
Billy: skąd to wiesz?
Alex: Jestem Alex... To powinno ci wystarczyć...
~Billy~
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Cześć, możesz nie wracać
- Ups? Jaka szkoda... - parsknąłem śmiechem, zakrywając twarz rękoma. Ricko spojrzał się na mnie niezrozumiale, a następnie swoje spojrzenie zielonych oczu przeniósł na poturbowaną Alise.
- Wybacz, kocie - usmiechnął się glupkowato, pomagając jej wstać. Dziewczyna prychnęła pod nosem, ciskając we mnie błyskawice. Uśmiechnąłem się podle, ukazując szereg białych zębów. Szatyn oparł się o ścianę i skrzyżował ręce na klatce, przyglądając się nam.
- Shail powinieneś być ranny częściej... Masz wtedy lepszy humor...
- Przesadzasz... Po prostu śmieje się z tej sieroty.
Alisa wypuściła głośno powietrze, odrzucając z wściekłością włosy.
- Masz coś do mnie to napisz to a kartce i wsadź sobie w dupe...
- Już pedze...
- Mam rozumieć, że moje towarzystwo ci nie odpowiada?
- Nie skądże... - przewróciłem oczami.
- Więc nieobchodziło by cię, gdybym odeszła?
- Możesz odejść nawet w tej chwili!
- Świetnie! Pierdol się!
- Super! Powodzenia w dalszym życiu! Nikt cię tu nie potrzebuje!
Dziewczyna z impetem wyszła, zatrzaskując za sobą drzwi. Teraz nawet nie obchodziło mnie to, że wyszła. Może kiedyś tak... Wątpię, żeby to zrozumiała...
~Shail~
Drzwi
-...debil! -Warknęłam policzkując go- nienawidzę cię! Nienawidzę...
Popatrzył na mnie z niezrozumieniem gdy po policzkach zaczęły spływać mi łzy. Tak bardzo byłam samotna, tak bardzo chciałam znaleźć swoje miejsce.
-O co ci znów chodzi sieroto? -Odezwal się jak zwykle patrząc na mnie lodowatymi oczami. Czy jego cokolwiek obchodzi? -możesz być ciszej? Głowa mi pęka...
Zamilkłam wpatrując sie w niego, po czym po prostu usiadłam pod ścianą w kącie i zwinelam się w kłębek. Oczywiście po chwili dostałam drzwiami, co u psychopaty wywołało napad śmiechu.
-Ty się usmiechasz! O.O -Ricko wydarl się na cały budynek
-B..bo..mnie..przy...gniataaaasz... -wysapałam z trudem. *chrup*
-Chyba mi coś pękło...
~Alisa~
piątek, 24 stycznia 2014
Wyrównane rachunki
Bez litości, bez sensu, bez marzeń... Bez nadziei na lepsze jutro. Właśnie taka codzienność czeka cię na ulicy. Ktoś mnie przed tym ostrzegał. Nie posłuchałem...
Śniłem. Chociaż do końca nie mam pewności, czy to był sen. Teraz wszystko staje się tak mało rzeczywiste, że nie wiem już, w co wierzyć. Na początku nie widziałem nic. Byłem sam jeden pośród milionów cieni pałętających się wokół mnie. Przez chwilę poczułem się jak mały chłopiec, który przestraszył się maszkary z filmu. Często to ja straszyłem tak Sebastiana, gdy byliśmy dziećmi. Teraz wszystko się zmieniło. Nie jesteśmy już dziećmi...
Potem ukazała mi się jakaś rozmazana sylwetka. Nie widziałem jej twarzy, ani nie wiedziałem kim jest. Mówiła coś, jednak nie mogłem rozróżnić wypowiadanych słów od dziwnych szeptów w mojej głowie.
- Shail... Kim tak naprawdę jesteś?
Po chwili usłyszałem cichy głos. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Milczałem. Chociaż nie chciałem.
- Ty debilu! Czemu to zrobiłeś!?
Otwarłem gwaltownie powieki, jednak za chwilę tego pożałowałem. Jasne promienie słoneczne zaatakowały brutalnie moje oczy. Jęknąłem cicho, zasłaniając twarz ręką. Teraz każdy, choćby najmniejszy ruch bolał cholernie.
- Shail?
- Kim ty...
- To ja, Alisa... Nie poznajesz? - załkała. Zmrużyłem oczy, przypominając sobie jej postać.
- Co się stało...
- Mam ci powiedziec? Rzuciłeś się jak debil na tę kulke! Musiałeś, prawda!? - wykrzyczała przez łzy.
- Cii... Nie krzycz...
- Najchętniej dałabym ci w pysk... - warknęła.
- Więc czemu tego nie zrobisz? To nie pierwszy raz, gdy jestem ranny... Żyje, prawda? Poza tym... Czyżbyś się martwiła? - uśmiechnąłem się podle. Dziewczyna zapowietrzyla się, ciskając we mnie błyskawice.
- Wal się!
- Ałć... Zabolała riposta... Ale wiesz... Przynajmniej teraz będziemy mieć wyrównane rachunki...
- Rachunki?
- Mam ci przypomnieć, kto się tobą zajmował, gdy umierałaś?...
~Shail~
czwartek, 23 stycznia 2014
Krótkie wnioski
-Czemu...? Czemu to zrobiłeś debilu?... - Ukryłam twarz w dłoniach. Jego ciałem wstrząsały dreszcze. Wyglądał jakby miał zamiast przestać oddychać. NIE! Uderzyłam się w policzek. On nie może umrzeć! Po policzkach spłynęły łzy rozmazując czarną kredkę do oczu. Przykryłam go kolejnym kocem, trzeba by wreszcie zainwestować w jakąś pościel czy coś...
Zeszłam na dół i nastawilam wodę na herbatę. O ile mamy jeszcze herbatę. Otworzylam szafke, jakieś ciasteczka, jakiś gorący kubek czy inne badziewie, sucharki i o dziwo torebka herbaty.
-Coś nowego..-burknelam pod nosem - mamy herbatę... Czyli picie gorącej wody idzie w odstawke...
To już nie Orły...teraz to tylko zastraszone wróble...
~Alisa~