poniedziałek, 5 sierpnia 2013

XI ~ Szansa


Żeby zmarnować taką okazję? Musiałbym być totalnym debilem.
Czuję, jak jej ciało całe drży pod wpływem strachu, który pożera ją od środka. Stoję cały spowity ciemnością przykładając do jej szyi zimną stal, która jednym cięciem pozbawiła by ją życia.
- Taka okazja. – Mruczę do jej ucha, na co ona wzdryga się momentalnie.
- K-kim jesteś… C-czego c-chesz… - Jąka z trudem łapiąc powietrze. Przez chwilę milczę, jakby zbierając rozproszone myśli.
- Jestem Twoim najgorszym koszmarem. Chcę twojej śmierci. – Odpowiadam na jej pytania. Na moją twarz wkrada się mimowolnie chytry uśmieszek.
- Nie… Nie zabijaj mnie, proszę. – Załkała. Wzdycham, myśląc o tym jedynie jak o zabawie.
- Od tej chwili, Twoje życie należy wyłącznie do mnie. To ja zadecyduje, co z Tobą zrobię. Uważaj, drugiej takiej okazji może nie być. – Dodaję, po czym zabierając nóż spod jej gardła, ponownie znikam. Nie mam zamiaru patrzeć ponownie na tył jej pleców.
       Chowam ostre narzędzie, a następnie ruszam powolnym krokiem przed siebie. Nie muszę zgadywać, że ktoś mnie śledzi. Słyszę jego kroki. Nagle staję, jednak nie odwracam się.
- Sprytnie to rozegrałaś. – Przerywam ciszę.
- Dziękuje, panie. – Z zarośli wychodzi zakapturzona postać. Szkarłatne oczy błyszczą w ciemności. Z kaptura wydostaje się parę rudawych kosmyków włosów. Chociaż wiem, że tego nie okazuje, cieszy się z pochwały.
- Wybacz, że się wtrącę, jednak może powinieneś ją zabić. – Mówi.
- Sam wiem, kiedy powinienem przeciąć nić jej życia. Jest już bardzo cienka. – Odpowiadam, nie racząc jej nawet swoim spojrzeniem. Dziewczyna kiwa ledwo zauważalnie głową.
- A co z Ricko? Będą z nim kłopoty.
- Wiem, Naya. Zajmę się tym w najbliższym czasie. Idź już.
- Oczywiście. – Kłania się, a następnie odchodzi.
Wzdycham ciężko. Nie mam co zrobić ze swoim życiem. Nie mogę stać się znowu normalny. Po prostu nie umiem.
      Wskakuję na najwyższe drzewo, jakie udało mi się znaleźć. Siadam w miarę wygodnie i po raz pierwszy od jakiegoś już czasu, ściągam maskę. Upierdliwy wiatr znowu robi mi burzę z włosów.
Really?
Spoglądam w niebo. Pierwszy raz od jakiegoś czasu jest rozgwieżdżone, bez ani jednej chmury. Znowu popadam w głębokie zamyślenie. Sam nie wiem, ile już minęło czasu. Czuję, jakby minęła wieczność.
      Nagle czuję swąd dymu. Skutecznie przywraca mnie do normalności. Wiem, że stało się coś złego. Szybko zeskakuję z drzewa i w pośpiechu zakładam moją drugą twarz. Biegnę tam.


~Shail~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz