wtorek, 6 sierpnia 2013

XII ~ Kolejna śmierć...

   Jak najszybciej wbiegłam do domu cała blada i przestraszona. Rodzice siedzieli u siebie dyskutując głośno. Wbiegłam do pokoju i od razu zasłoniłam okno. Cała się trzęsąc usiadłam na łóżku.
Może powinnam od razu powiedzieć rodzicom o tym prześładowaniu...?
Wstałam i niepewnie wyszłam z pokoju kierując swoje kroki do sypialni rodziców.  Weszłam i stanęłam jak wryta. Ojciec groził mamie bronią. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się jadowicie i nacisnął spust. Świat zwolnił, by zaraz przyśpieszyć. Mama upadła trzymając się za brzuch. Krew kapała na ziemię ciągle powiekszając szkarłatną kałużę. Podbiegłam i starałam się zatamować krwawienie. Uśmiechnęła się słabo.
-Bądź dzielna... wierzę że dasz radę... -ręką dotknęła mojego policzka i otarła łzę.
-Proszę nie... błagam nie umieraj... -nie potrafiłam powstrzymać płaczu.
-Ciiii... Cichutko... Zawszę będę z  tobą... zawsze... kocham cię...
-Ja ciebie też... -ostatni raz spojrzałam jej w oczy, które po chwili zgasły. Przytuliłam się do jeszcze ciepłej ręki, która bezwładnie upadła na ziemię. Moje łzy kapały na ziemię tak jakby to potrafiło przywrócić jej życie. Smutek powoli zamieniał się na wściekłość.
-TY SKURWIELU!! -rzuciłam się na ojca jakby to miało jakiś cel. Nie pieprząc się przyłożył mi pięścią w brzuch. I łapiąc mnie za włosy wyciągnął z sypialni i wrzucił do mojego pokoju ,zamykając go na klucz. Nie potrafiłam uwieżyć w to co się przed chwilą stało. On... On ją.. zabił... Nie mam jedynej osoby, która mnie wspierała. Wiedziała o mnie wszystko, znała moje słabości... znała mnie.  Skulona w kłębek doszłam do jednego prostego wniosku: Nic mnie tu już nie trzyma...
    Spojrzałam w lustro. Rozmazany makijaż zapłakane oczy.
Dziewczyno ogarnij się....
Poprawiając się wzbierała we mnie coraz większa złość i wściekłość. Poprawiłam nadkolanówki w czarno-niebieskie paski i wciągnęłam na tyłek krótkie spodenki. Jakaś czarna bluzka na krótki rękaw z niebieską czaszką i bluza z uszami kota. Zamykając szafę coś rzuciło mi się w oczy. Stara deska, leżała tam od kilku lat. Wzięłam ją i otarłam z kurzu.
Zawsze to jakiś środek transportu...
Wrzucając do torby laptopa i broń usłyszałam przeładowanie broni na schodach.
Kurwa..
Zamknęłam torbę i w momencie gdy wychodziłam przez okno obok mojego ucha przeleciał pocisk.
-A ty gdzie dziwko...?!
Ponownie wycelował we mnie broń naciskając spust. Pieprzyć grawitację. Zeskoczyłam z dachu na ziemię. Dopiero po chwili poczułam przeszywający ból.
-Rusz się dziewczyno... -szepnęłam sama do siebie i wstając z ziemi pobiegłam w kierunku bramy, unikając strzałów i potykając się co krok. Wybiegłam na ulicę i wskoczyłam na deskę.
    Zniknęłam w cieniu. Włożyłam słuchawki i nastawiłam na lokalną stację radiową
-Tragedia w domu agenta FBI Charlie'go Blacka. Słynny gang czarnego orła zabił jego żonę oraz porwał córkę. Na dobitkę podpalił dom i uciekł z miejsca zdarzenia. Każdy kto zobaczy coś podejrzanego proszony jest o zgłoszenie tego do komendy głównej policji, ewentualnie pod numer naszej stacji.
Zamarłam. Spojrzałam w stronę mojego byłego domu. Łuna ognia wznosiła się nad miastem, a syreny odbijały się echem między blokami...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz