Cała drżę po ataku nauczycielki. To nie tak, że nie chcę się nauczyć, ale nie interesuje mnie rozmnażanie pantofelka. Staram się uspokoić, lekkie duszności po chwili przechodzą. Ale czuje czyiś wzrok na swoich plecach. Boje się wracać do domu. Niepokoi mnie ten nowy. Cały czas jest gdzieś w pobliżu. Obserwuje... Czuje się jak mysz...
Kolejna lekcja. Siadam w mojej ławce wyjmując książki. Cały czas ktoś na mnie patrzy. Zapinam bluzę z uszami i znów zatapiam się w myślach. Słysze jakiś głos, ale nie mogę zrozumieć kto to. Dociera do mnie to jednak za późno. Nauczycielka pociąga mnie za kaptur i wyprowadza z klasy przy akompaniamęcie szeptów i chichotów. Prowadziła mnie w kierunku pokoju dyrektora. Gruby, stary dziad siedział za biurkiem i patrzył na mnie z pogardą.
-Panna Black znów nie uważała na lekcji. Dodatkowo wymalowała się jak jakaś lafirynda. -Nauczycielka zrobiła wyniosłą minę.
-Nie ładnie. Twoi rodzice płacą za twoją edukację...
Nie słuchałam tego co mówi. Potakiwałam tylko co jakiś czas. Bez słowa wyszłam kiedy powiedział tak upragnione przeze mnie słowa "możesz odejść...". Wszystkie oczy przeżerały mi duszę. Wyszłam na podwórko i skierowałam się w stronę furtki. Zatrzymałam się. Ktoś na mnie patrzy. Wyciągnęłam komórkę i paroma uderzeniami o ekran wybrałam numer do mamy.
-Halo..? -ciepły głos odezwał się w słuchawce
-Hejka... czy..? Czy mogłabyś po mnie przyjechać pod szkołę?
-Stało się coś? Masz dziwny głos...
-T..To... po prostu... znów mam duszności... -odpowiedziałam wymijająco.
-Będę za piętnaście minut.
Odpowiedziała i rozłączyła się. Założyłam słuchawki. Wciąż to uczucie... Ktoś na mnie patrzy. Usiadłam na murku i wsłuchując się w słowa piosenki czekałam na ratunek na kółkach...
Zza zakrętu wyjechał czarny znany mi dobrze samochód. Zeskoczyłam z murku i wsiadłam do ciepłego samochodu. Uśmiechnęłam się na powitanie.
-Jak było w szkole? -standardowe pytanie
-Dobrze..-i standardowa odpowiedź. Po co się pytają? Nie mogę jej powiedzieć o wizycie u dyrektora i dziwnym uczuciu. Gdy tylko weszłyśmy do domu zniknęłam w zakamarkach swojego pokoju. Usiadłam na parapecie na którym położony był koc i poduszki. Patrząc na krople deszczu spływające po szybie zobaczyłam coś jeszcze. Ktoś stał w cieniu przy latarni i patrzył się wprost na mnie. Chciałam się ruszyć. Odejść od okna, ale nie mogłam. Strach mnie sparaliżował. A cień patrzył się wprost na mnie. Błyskawica przecięła niebo a wraz z nią cień zniknął i pojawił się na nowo...
~Alisa~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz