wtorek, 13 sierpnia 2013

XIV ~Ktoś w ciemnej uliczce....

   Siedziałam na dachu podziwiając gwiazdy. One nie musiały martwić się jutrem. Po prostu sobie migotały na niebie ciesząc oczy każdego kto szukał w nich spokoju i ciszy. Zimny wiatr zdjął mi kaptur z głowy, który natychmiast poprawiłam. Jesień. Ta piękna pora roku gdzie nawet drzewa poddają się. To nie sprawiedliwe, że ludzie się nie poddają. Czy nie łatwiej byłoby zasnąć na kilka miesięcy i bez zmartwień obudzić się na wiosnę? Z uśmiechem na twarzy znów wtopić się w szarą rzeczywistość i rutynę. Ustawić swój mózg na autopilota i przeżyć do kolejnej jesieni. Wciąż wracały te obrazy. Strzał, krew, ucieczka. Ponownie spojrzałam do torby, przypominając sobie co jeszcze udało mi się tam schować. Laptop, komórka, troszkę pieniędzy, broń, album ze zdjęciami oraz czarny pluszowy miś. Może to dziwne. Uciekinierka zabiera z domu misia, ale to pamiątka po mamie. Zawsze gdy miałam zły sen mówiła "Nie bój się. Chcesz żeby twój miś też się bał? Zobacz jak się trzęsie...". Łzy spłynęły po policzku i zostawiając mokry ślad na dachu. Wtuliłam twarz w miękkie futerko misia. Ponownie schowałam go do torby. Gdzieś było słychać płacz, gdzieś trzaskanie butelek, jakąś kłótnię. Witamy w świecie orłów.
    Zeszłam z dachu i wskakując na deskę jechałam w stronę centrum. Nagle coś zobaczyłam. Jakiś cień leżący pod ścianą budynku. Zawahałam się. Może to jakiś pijak czy narkoman. Sumienie jednak zadecydowało za mnie, kierując moje nogi w stronę tajemniczego cienia. Coś było rozlane na ziemi. Księżyc wyszedł zza chmury pokazując mi owe coś rozlane na ziemi. Krew... Podbiegłam do właściciela krwi. Jeszcze żył. Płytko oddychał i był cały we krwi. Śmierć jest wszędzie i nie oszczędza nikogo. Podniosłam jego twarz. To ten nowy ze szkoły. Co on tu robi? Poza tym, że się wykrwawia. Szukałam rany. Bok brzucha. Delikatnie pozbyłam się szmaty, którą pewnie starał się zatamować krwawienie. Opatrunkami znalezionymi w torbie, starałam się zatamować krwawienie. Miałam całe ręce we krwi. Śmierć jest wszędzie i nie oszczędza nikogo. Udało się. Zatamowałam krwawienie i przeciągnęłam go w bezpieczniejsze miejsce. Był nieprzytomny, ale chociaż udało mi się go wyrwać śmierci. Powinnam stąd znikać, ale jeśli ktoś go znajdzie, to może się skończyć tragicznie. Wiem. Poczekam aż się obudzi i sobie pójdę. nagle coś usłyszałam... kroki. Ktoś szedł w moją stronę...
 
     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz