środa, 14 sierpnia 2013

XV ~Ciemność



„Gdzie ja jestem?”

Otwarłem niepewnie oczy. Znajdowałem się w nieprzenikliwej ciemności, która spowijała mnie całego. Czerń w tym momencie wygrywała nad wszystkimi możliwymi kolorami. Gdybym nie znał innych kolorów, pomyślałbym w tym momencie, że nie istnieją.
   Oparłem rękę o śliską ścianę, aby móc się podnieść. Nie wiem, czy była to ściana, jednak wszystko co zdołałbyś tutaj napotkać jest śliskie i mokre. W tym momencie nawet buty i nogawki od spodni mam mokre od wody, która sięgała mi do kostek.
Skąd tutaj ta woda?
Słyszałem urywane bicie mojego serca. Na pewno musiało być moje, gdyż nikogo innego tutaj nie było, choć mogłem się mylić. Chciałem przejść choć jeden krok, jednak przenikliwy ból w boku nie dał mi wykonać tej czynności. Przejechałem instynktownie opuszkami palców po ów bolącym miejscu.
Krew? Moja?
Zmrużyłem lekko oczy w niemym skupieniu. Próbowałem przywołać obrazy, które pomogą ustalić mi, gdzie jestem i skąd się tu wziąłem, jednak moja pamięć i tym razem nawaliła.
       Ponownie zrobiłem krok. Z niemałym zdziwieniem stwierdziłem, że bok już nie boli. Nie czułem już obecności żadnego bólu. Westchnąłem głęboko i ruszyłem dalej przed siebie, pokonując coraz to nowe zakamarki nicości.
„Zabiłeś… Krew… Morderca…”
Zatrzymałem się gwałtownie. Szum wody rozniósł się po całym pomieszczeniu.
- Kim jesteś? – Spytałem. Choć to pytanie mogło być bardziej kierowane do mnie, niż do tego czegoś, co przemawiało w mojej głowie.
„Jestem tobą, Shail”
- Mną? – Spytałem zbity z tropu. Odpowiedź otrzymałem dopiero po chwili, jednak bardzo specyficzną, bowiem rozległa się cicha melodia rozgrywana przez pozytywkę. Dokładnie słyszałem ten smutek, to cierpienie, które z każdą nutką coraz bardziej osiadało w mojej psychice. Ponownie oparłem dłoń o pseudo ścianę. Tym razem nie była to woda. Poczułem coś innego.
Znowu krew...
Gwałtownie cofnąłem rękę. Nagle usłyszałem szum wody tuż obok. Ktoś zaczął śpiewać. Słodki głosik wyłapujący pieśń pozytywki.
- Pobawisz się ze mną? – Chuda rączka wyciągnięta w moją stronę była cała poraniona. Biała zbyt długa sukieneczka dziewczynki potargana i brudna. W drugiej rączce dzierżyła brązowego, pluszowego misia bez oczu i z oderwanymi łapkami. Twarz dziewczynki zakryta była czarnymi, potarganymi włosami. Nim ta zdążyła podnieść główkę, poczułem gwałtowne szarpnięcie i ponownie tą wszechogarniającą pustkę.
„Następny możesz być ty…”


Gdy otworzyłem oczy, tym razem przywitało mnie słońce, które wpadało przez szpary w belkach.  Dźwignąłem się na łokciach, jednak po chwili tego pożałowałem, gdyż kłujący ból ponownie przygwoździł mnie do ziemi.
- Obudziłeś się. – Usłyszałem głos tuż za swojemu plecami i bez problemu nawet znalazłem jego właściciela.
- Naya… Gdzie…
- W naszej dzielnicy. – Wyprzedziła mnie. – Wiem, co się stało. – Dodała ze stoickim spokojem.
- Byłem nieostrożny. – Westchnąłem.
- Każdemu się może zdarzyć, Shail. Ważne, że żyjesz.
- Kto mnie tu… przyniósł?
- …. Ja. A uratowała cię córka Black’a. – Spojrzałem się na nią, chcąc potwierdzić, czy aby na pewno mówiła prawdę.
-  Faktycznie, byłem bez maski. – Stwierdziłem, po chwili wstając.
- Nie powinieneś… - Zatrzymałem ją w połowie.
- Nic mi nie będzie. Muszę coś załatwić. – Mówiąc to, założyłem maskę i wyszedłem. Wiedziałem, że to co robię jest chore, jednak przyzwyczaiłem się już, że większość rzeczy, które robię jest chora.
       Przeszedłem parę kroków, gdy nagle ni z tond ni zowąd odezwał się glos.
- Proszę, proszę. Wyciągamy rękę do wroga?
- Ricko… - Syknąłem. – Jaki niemiły zbieg okoliczności, właśnie ci szukałem. – Uraczyłem go swoim chłodnym spojrzeniem.
- Mnie szukałeś? No jaki mnie kurna zaszczyt kopnął. A dziecku co się stało? – Wskazał na moją ranę. – Ktoś cię z piaskownicy wyrzucił?
-  Stul pysk. Wiesz dobrze, że mamy ten sam problem. – Oparłem się o zimną ścianę.
- Ha! Agencik Black, jak mnie dobrze słuch nie myli? No dobra szczeniaku, pomogę ci. – Zeskoczył z dachu stając naprzeciwko mnie.
- Nie proszę cię o pomoc. – Prychnąłem pod nosem. – A i jeszcze jedno. Jego córkę, zostaw mi.
- Miłosny romansik się szykuje? – Zaśmiał się.
- Krwawy romans, a żebyś wiedział. – Dodałem, po czym zniknąłem z jego oczu.
Ehh.. Black… Długo korony nie ponosisz….


~Shail~


wtorek, 13 sierpnia 2013

XIV ~Ktoś w ciemnej uliczce....

   Siedziałam na dachu podziwiając gwiazdy. One nie musiały martwić się jutrem. Po prostu sobie migotały na niebie ciesząc oczy każdego kto szukał w nich spokoju i ciszy. Zimny wiatr zdjął mi kaptur z głowy, który natychmiast poprawiłam. Jesień. Ta piękna pora roku gdzie nawet drzewa poddają się. To nie sprawiedliwe, że ludzie się nie poddają. Czy nie łatwiej byłoby zasnąć na kilka miesięcy i bez zmartwień obudzić się na wiosnę? Z uśmiechem na twarzy znów wtopić się w szarą rzeczywistość i rutynę. Ustawić swój mózg na autopilota i przeżyć do kolejnej jesieni. Wciąż wracały te obrazy. Strzał, krew, ucieczka. Ponownie spojrzałam do torby, przypominając sobie co jeszcze udało mi się tam schować. Laptop, komórka, troszkę pieniędzy, broń, album ze zdjęciami oraz czarny pluszowy miś. Może to dziwne. Uciekinierka zabiera z domu misia, ale to pamiątka po mamie. Zawsze gdy miałam zły sen mówiła "Nie bój się. Chcesz żeby twój miś też się bał? Zobacz jak się trzęsie...". Łzy spłynęły po policzku i zostawiając mokry ślad na dachu. Wtuliłam twarz w miękkie futerko misia. Ponownie schowałam go do torby. Gdzieś było słychać płacz, gdzieś trzaskanie butelek, jakąś kłótnię. Witamy w świecie orłów.
    Zeszłam z dachu i wskakując na deskę jechałam w stronę centrum. Nagle coś zobaczyłam. Jakiś cień leżący pod ścianą budynku. Zawahałam się. Może to jakiś pijak czy narkoman. Sumienie jednak zadecydowało za mnie, kierując moje nogi w stronę tajemniczego cienia. Coś było rozlane na ziemi. Księżyc wyszedł zza chmury pokazując mi owe coś rozlane na ziemi. Krew... Podbiegłam do właściciela krwi. Jeszcze żył. Płytko oddychał i był cały we krwi. Śmierć jest wszędzie i nie oszczędza nikogo. Podniosłam jego twarz. To ten nowy ze szkoły. Co on tu robi? Poza tym, że się wykrwawia. Szukałam rany. Bok brzucha. Delikatnie pozbyłam się szmaty, którą pewnie starał się zatamować krwawienie. Opatrunkami znalezionymi w torbie, starałam się zatamować krwawienie. Miałam całe ręce we krwi. Śmierć jest wszędzie i nie oszczędza nikogo. Udało się. Zatamowałam krwawienie i przeciągnęłam go w bezpieczniejsze miejsce. Był nieprzytomny, ale chociaż udało mi się go wyrwać śmierci. Powinnam stąd znikać, ale jeśli ktoś go znajdzie, to może się skończyć tragicznie. Wiem. Poczekam aż się obudzi i sobie pójdę. nagle coś usłyszałam... kroki. Ktoś szedł w moją stronę...
 
     

wtorek, 6 sierpnia 2013

XIII ~Trzeba mieć szczęście...

Jebany skurwysyn...
Stoję na jednej z gałęzi drzew, tuż przy domu Black'a. Kłęby dymu unoszą się wysoko do nieba, zasłaniając słońce. Złote, ogniste języki liżą szkielet domu, który tak niedawno jeszcze oglądałem siedząc w tym samym miejscu. To wszystko się już skończyło.
       Patrzę beznamiętnie, jak na miejsce przyjechało jeszcze więcej straży pożarnych i policji. Teraz to nie jest już dom, tylko ruina. Zeskakuje z drzewa, jednak nie nakładam maski. Chowam ją głęboko pod płaszcz, aby nikt nie mógł jej ujrzeć. Wkurwiony kieruję się na obrzeża miasta. Tak, w to samo miejsce. Oczywiście tradycyjnie wjeżdżam z buta.
- Ma was tutaj od tej chwili nie być, zrozumiano? - Mój ton głosu mówi sam za siebie, że lepiej mi się nie sprzeciwiać. Wszyscy kiwają głowami.
- A co dalej? - Pyta ktoś.
- To się okaże. Ponosicie odpowiedzialność za własne życia. Jeśli nagle ktoś je wam odbierze, nie będę was opłakiwał. - Dodaję, po czym wychodzę nikogo nie racząc swoim spojrzeniem.
Dopiero teraz zacznie się prawdziwa wojna... Cholerny dziad..
Nagle słyszę szelest. Staję w miejscu, nadsluchujac. Odgłos szurania staje się coraz bardziej intensywniejszy, aż w końcu zza zarośli wychyla się znajoma mi postać..
- Black...
- Ha! Myślałeś, że cię nie poznam, szczurze? - Zadrwił, jednak ja pozostałem nadal spokojny bez cienia uczuć.
- Chhba nie muszę zgadywać, po co tu jesteś?
- Oczywiście, że nie. - Wyciągnął broń, celujac prosto we mnie. Jednak nim on zdążył nacisnąć spust, ja zrobiłem szybki uskok. Odbiłem się od drzewa, chcąc go zaatakować. Był szybszy, niż mi sie wydawało. W mgnieniu oka pojawił się obok mnie z nożem, który otarł się o mój policzek, nim ja zdążyłem go odepchnąć.
- Mówiłem, że mi nie uciekniesz, Shail.- Jego głos odbił sie echem w mojej głowie. Nie był w zasięgu mojego wzroku. Nie było go w ogóle. Jakby zapadł się magle pod ziemię.
       W ten poczułem niewyobrażalny ból w prawym boku. Szybko odzyskujac trzeźwy rozum, nie pozostalem dłużny i wbilem mu ostre narzędzie w udo. Syknal i odepchnął mnie od siebie, co ja wykorzystałem, celujac w niego. Zasmial się tylko jadowicie.
- Ja nadal będę żył i zatruwal wasze życia. - Nagle zakrecilo mi sie w głowie. Musiałem szybko złapać się czegoś, aby utrzymać w pionie. Gdy po chwili ponownie spojrzałem na miejsce, w którym znajdował się Black, jego już nie było. Westchnąłem ciężko zsuwajac się na ziemię, która po woli przybierala szkarlatny kolor.
       Dłuższą chwilę zajęło mi chociaż w połowie dojście do siebie. Z trudem dzwignalem się z ziemi, od razu łapiąc za nadal krwawiącą ranę.
Kurwa...
Rozdarłem trochę płaszcza, dociskając go do zranionego miejsca. Płaszcz szybko nasiąkł krwią. Obwiazałem sobie go w pasie zaciskajac mocno. Oparłem glowe o pień drzewa. Świat na chwilę zwariował
Tylko nie usnij...
~Shail~

XII ~ Kolejna śmierć...

   Jak najszybciej wbiegłam do domu cała blada i przestraszona. Rodzice siedzieli u siebie dyskutując głośno. Wbiegłam do pokoju i od razu zasłoniłam okno. Cała się trzęsąc usiadłam na łóżku.
Może powinnam od razu powiedzieć rodzicom o tym prześładowaniu...?
Wstałam i niepewnie wyszłam z pokoju kierując swoje kroki do sypialni rodziców.  Weszłam i stanęłam jak wryta. Ojciec groził mamie bronią. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się jadowicie i nacisnął spust. Świat zwolnił, by zaraz przyśpieszyć. Mama upadła trzymając się za brzuch. Krew kapała na ziemię ciągle powiekszając szkarłatną kałużę. Podbiegłam i starałam się zatamować krwawienie. Uśmiechnęła się słabo.
-Bądź dzielna... wierzę że dasz radę... -ręką dotknęła mojego policzka i otarła łzę.
-Proszę nie... błagam nie umieraj... -nie potrafiłam powstrzymać płaczu.
-Ciiii... Cichutko... Zawszę będę z  tobą... zawsze... kocham cię...
-Ja ciebie też... -ostatni raz spojrzałam jej w oczy, które po chwili zgasły. Przytuliłam się do jeszcze ciepłej ręki, która bezwładnie upadła na ziemię. Moje łzy kapały na ziemię tak jakby to potrafiło przywrócić jej życie. Smutek powoli zamieniał się na wściekłość.
-TY SKURWIELU!! -rzuciłam się na ojca jakby to miało jakiś cel. Nie pieprząc się przyłożył mi pięścią w brzuch. I łapiąc mnie za włosy wyciągnął z sypialni i wrzucił do mojego pokoju ,zamykając go na klucz. Nie potrafiłam uwieżyć w to co się przed chwilą stało. On... On ją.. zabił... Nie mam jedynej osoby, która mnie wspierała. Wiedziała o mnie wszystko, znała moje słabości... znała mnie.  Skulona w kłębek doszłam do jednego prostego wniosku: Nic mnie tu już nie trzyma...
    Spojrzałam w lustro. Rozmazany makijaż zapłakane oczy.
Dziewczyno ogarnij się....
Poprawiając się wzbierała we mnie coraz większa złość i wściekłość. Poprawiłam nadkolanówki w czarno-niebieskie paski i wciągnęłam na tyłek krótkie spodenki. Jakaś czarna bluzka na krótki rękaw z niebieską czaszką i bluza z uszami kota. Zamykając szafę coś rzuciło mi się w oczy. Stara deska, leżała tam od kilku lat. Wzięłam ją i otarłam z kurzu.
Zawsze to jakiś środek transportu...
Wrzucając do torby laptopa i broń usłyszałam przeładowanie broni na schodach.
Kurwa..
Zamknęłam torbę i w momencie gdy wychodziłam przez okno obok mojego ucha przeleciał pocisk.
-A ty gdzie dziwko...?!
Ponownie wycelował we mnie broń naciskając spust. Pieprzyć grawitację. Zeskoczyłam z dachu na ziemię. Dopiero po chwili poczułam przeszywający ból.
-Rusz się dziewczyno... -szepnęłam sama do siebie i wstając z ziemi pobiegłam w kierunku bramy, unikając strzałów i potykając się co krok. Wybiegłam na ulicę i wskoczyłam na deskę.
    Zniknęłam w cieniu. Włożyłam słuchawki i nastawiłam na lokalną stację radiową
-Tragedia w domu agenta FBI Charlie'go Blacka. Słynny gang czarnego orła zabił jego żonę oraz porwał córkę. Na dobitkę podpalił dom i uciekł z miejsca zdarzenia. Każdy kto zobaczy coś podejrzanego proszony jest o zgłoszenie tego do komendy głównej policji, ewentualnie pod numer naszej stacji.
Zamarłam. Spojrzałam w stronę mojego byłego domu. Łuna ognia wznosiła się nad miastem, a syreny odbijały się echem między blokami...

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

XI ~ Szansa


Żeby zmarnować taką okazję? Musiałbym być totalnym debilem.
Czuję, jak jej ciało całe drży pod wpływem strachu, który pożera ją od środka. Stoję cały spowity ciemnością przykładając do jej szyi zimną stal, która jednym cięciem pozbawiła by ją życia.
- Taka okazja. – Mruczę do jej ucha, na co ona wzdryga się momentalnie.
- K-kim jesteś… C-czego c-chesz… - Jąka z trudem łapiąc powietrze. Przez chwilę milczę, jakby zbierając rozproszone myśli.
- Jestem Twoim najgorszym koszmarem. Chcę twojej śmierci. – Odpowiadam na jej pytania. Na moją twarz wkrada się mimowolnie chytry uśmieszek.
- Nie… Nie zabijaj mnie, proszę. – Załkała. Wzdycham, myśląc o tym jedynie jak o zabawie.
- Od tej chwili, Twoje życie należy wyłącznie do mnie. To ja zadecyduje, co z Tobą zrobię. Uważaj, drugiej takiej okazji może nie być. – Dodaję, po czym zabierając nóż spod jej gardła, ponownie znikam. Nie mam zamiaru patrzeć ponownie na tył jej pleców.
       Chowam ostre narzędzie, a następnie ruszam powolnym krokiem przed siebie. Nie muszę zgadywać, że ktoś mnie śledzi. Słyszę jego kroki. Nagle staję, jednak nie odwracam się.
- Sprytnie to rozegrałaś. – Przerywam ciszę.
- Dziękuje, panie. – Z zarośli wychodzi zakapturzona postać. Szkarłatne oczy błyszczą w ciemności. Z kaptura wydostaje się parę rudawych kosmyków włosów. Chociaż wiem, że tego nie okazuje, cieszy się z pochwały.
- Wybacz, że się wtrącę, jednak może powinieneś ją zabić. – Mówi.
- Sam wiem, kiedy powinienem przeciąć nić jej życia. Jest już bardzo cienka. – Odpowiadam, nie racząc jej nawet swoim spojrzeniem. Dziewczyna kiwa ledwo zauważalnie głową.
- A co z Ricko? Będą z nim kłopoty.
- Wiem, Naya. Zajmę się tym w najbliższym czasie. Idź już.
- Oczywiście. – Kłania się, a następnie odchodzi.
Wzdycham ciężko. Nie mam co zrobić ze swoim życiem. Nie mogę stać się znowu normalny. Po prostu nie umiem.
      Wskakuję na najwyższe drzewo, jakie udało mi się znaleźć. Siadam w miarę wygodnie i po raz pierwszy od jakiegoś już czasu, ściągam maskę. Upierdliwy wiatr znowu robi mi burzę z włosów.
Really?
Spoglądam w niebo. Pierwszy raz od jakiegoś czasu jest rozgwieżdżone, bez ani jednej chmury. Znowu popadam w głębokie zamyślenie. Sam nie wiem, ile już minęło czasu. Czuję, jakby minęła wieczność.
      Nagle czuję swąd dymu. Skutecznie przywraca mnie do normalności. Wiem, że stało się coś złego. Szybko zeskakuję z drzewa i w pośpiechu zakładam moją drugą twarz. Biegnę tam.


~Shail~

sobota, 3 sierpnia 2013

X ~. Znów ten ktoś

    Przeciskając się przez tłum idę w stronę wielkiego biurowca. Wbiegam po schodach na dziesiąte piętro i kieruje się do ostatniego pokoju po lewej. Cichutko pukam i gdy słyszę cichutkie "proszę", otwieram drzwi. Mama siedzi przy komputerze i gdy tylko mnie widzi uśmiecha się.
-Witaj. Jak było w szkole? -pyta wskazując mi miejsce na którym mam usiąść.
-Nie byłam... -odpowiadam bez zastanowienia i siadam na krześle -Tata mi zabronił...
-Zabronił? Chyba czeka mnie poważna rozmowa z tatą.
-Jak wytrzeźwieje... -Wypaliłam i zobaczyłam zawód w oczach mamy. Tak bardzo starała się go zmienić... na nic. Znów zaczyna pić.
    Godziny mijały na rozmowach, aby w końcu wybić godzinę końca pracy. Mama spakowała wszystkie papiery do segregatorów.
-Idę już do domu.. Jedziesz ze mną czy chcesz jeszcze gdzieś wpaść?
-J..ja.. Musze jeszcze coś załatwić. Spotkamy się w domu... -odpowiedziałam zarzucając torbę na ramię. Kiwnęła głową wypuszczając mnie z pokoju i zamykając go na klucz.
-Do zobaczenia. -uśmiechnęła się -Kocham cię... -przytuliła mnie.
-Ja ciebie też... -odpowiedziałam i zniknęłam w głębi korytarza. Nieśpiesznie zeszłam po schodach i skierowałam się w stronę parku. Usiadłam na jednej z ławek i stukając palcami o ekran tabletu włamałam się do komputera szkolnego i uśmiechając się szatańsko dałam naszej klasie parę dni wolnego. Powolnym krokiem skierowałam się do domu, Parę razy wstępując do księgarni. Powoli zbliżałam się do domu. To uczucie ktoś na mnie patrzy. Ktoś rzuca cień na ziemię, ten ktoś siedzi na drzewie i powoli wyciąga nóż...

~Alisa~

IX ~. A ofiar będzie więcej


Poranek pojawił się szybciej, niż mogłem się tego spodziewać. Słońce leniwie wzeszło na błękitne niebo, które skrywało jeszcze oznaki niknącej nocy. Z ziemi, którą gdzie niegdzie jeszcze pokrywała ciemność, znikał powoli szary cień, a zastępowały go ciepłe promienie słoneczne.
Nienawidzę poranków…
Czekam, aż reszta mas ludzkich wkroczy do szkoły, a następnie wraz z brzmieniem ostatniego dzwonka, wchodzę do budynku. Jak zwykle wszystko jest takie puste, pozbawione życia. Jedynie z klas da się słyszeć przytłumione dźwięki.
       Jak zwykle przychodzę spóźniony. Nauczycielka kręci głową ze zrezygnowaniem i wskazuje mi miejsce, w którym mogę usiąść. Wszyscy udają, że wcale się na mnie nie patrzą, jednak marnie im to wychodzi. Siadam na starym krzesełku i wyciągam zeszyt. Staram się wsłuchać w brednie, które pieprzy nauczycielka, aby choć udawać, że się tym interesuje. Dzisiaj nie przyszła. Nie muszę chyba zgadywać dlaczego. Ostrzegli ją.
Ciekawa z niej osóbka…
Mimowolnie na moją twarz wkrada się szatański uśmieszek.
Alisa, ta?
Przez moją głowę przelatuje tysiące obrazów, jak tu by ją pozbawić życia. Można by otruć, powiesić, albo podciąć żyły, może wcześniej zgwałcić.
Wróć: przecież nie jestem gwałcicielem. Kuźwa…
Moja głowa bezwładnie opada na ławkę. Czuję, jak oczy same mi się zamykają. Ziewam, rysując na pustej kartce bezsensowne bazgroły.
Schodzę na psy….
Nagle drzwi do klasy otwierają się pod wpływem mocnego kopnięcia. Wyrwany z mocnego transu, o mało co nie spadam z krzesełka. Wbrew pozorom – nie spałem.
- Znowu mamy atak hakera! – Krzyczy jakaś blond włosa „piękność”. Ta wiadomość wywołuje nagłe poruszenie wszystkich.
Pewnie to znowu on…
- Kto to może być?
- Pewnie Alex! – Słyszę szepty dochodzące zza mnie. Samoistnie moja ręka ląduje na czole.
Naprawdę interesujące…
- Hej, Shiro! Wiesz może coś więcej o tym hakerze?
Wiem w chuja dużo… Naprawdę…
Odwracam się beznamiętnie wpatrując w dwie blade twarzyczki, oraz wielkie brązowe, oraz zielone oczy wpatrujące się we mnie z nadzieją.
- Nie. – Odpowiadam znudzony, na co obie jęczą przeciągle.
- Dziwny jakiś jesteś. – Dodaje jedna z nich.
- Wiem. – Mówię jakby do siebie, a następnie zakładając kaptur, biorę plecak i wychodzę z klasy. Dziewczyny wzruszają ramionami dalej zajmując się sprawą tego hakera.
       Przeciskam się przez tłum kierując do wyjścia. Niezauważony wychodzę ze szkoły. Nagle niebo poszarzało, a wprost na ziemię zleciało kilka mokrych kropel, które po chwili zamieniły się w sporą kałużę.
Deszcz? Teraz?
Wzdycham głęboko, przeklinając w myślach złośliwość rzeczy materialnych. Przemierzam samotnie puste ulicę miasteczka. Nie obchodzą mnie nawet samochody, które gdy tylko napatoczą się na pierwszą lepszą kałużę, ochlapują mnie całego. Nie obchodzi mnie nic. Czuję jednak dziwny niepokój. Jakby miało stać się coś złego, tylko za cholerę nie wiem co.
       Zostawiam plecak gdzieś w krzakach. Może jakiś dzieciak z biednej rodziny się trafi i weźmie. Nakładam czarny płaszcz, oraz maskę i kieruję się w tak dobrze i znane mi miejsce.
       Gdy tylko przekraczam próg ruiny, wszyscy przenoszą swój wzrok na mnie. Widzę w tym spojrzeniu lęk. Rozglądam się. Nagle z cienia wychodzi znana mi sylwetka.
Ricko…
- Shail! Kopę lat! – Uśmiecha się jadowicie w moją stronę.
- Ricko. – Odpalam bez uwalniania większego nadmiaru uczuć. – Coś się dawno nie widzieliśmy.
- Ha! A ty nadal jesteś szefem w tym całym gangu. – Śmieje się pod nosem lustrując wszystkich wzrokiem. – Śmieszne. Nic tu się nie zmieniło, od czasu gdy zostałem wywalony.
- Sam odeszłeś. – Poprawiam go.
- I to była moja najlepsza decyzja w życiu. – Prycha pod nosem przewracając oczami. – Jednak jest jeszcze szansa. – Dodaje z chytrym uśmieszkiem.
- Co masz na myśli? – Pytam, czując jak krew zastyga mi w żyłach.  
- Jeśli odejdziesz teraz, dam ci jeszcze szanse i może nie zabiję. – Wybucham śmiechem.
- Śmieszny jesteś. – Przewracam oczami.
- Pomyśl, jesteś za młody, aby być szefem takiego gangu. Ja lepiej na tym wypadnę, jako ICH SZEF. – Uśmiecha się szyderczo.
- Niech więc oni zdecydują. – Mówię, po czym zwracam się do reszty, która milczy ze zwieszonymi głowami.
- Więc to tak. – Szepta Ricko, szarpiąc Naye za ramię. Dziewczyna traci równowagę, o mało co nie wywracając się.
- Zostaw ją. – Syknąłem. Ricko nie słuchając tego, co mówię, skręcił swojej ofierze kark, porzucając bezwładnie na ziemię. Wszyscy cofają się pod ściany. W oczach panika i przerażenie.
- To jest tylko początek. Wrócę tutaj, a jeśli nie zmienisz decyzji, ofiar będzie więcej. Następny możesz być ty, Shail. – Dodaje na odchodnym, po czym znika. Zaciskam pięści, wpatrując się pusto w ziemię. Po chwili wstaję i mam zamiar wyjść.
- Sz-szefie…
- Nic nie mówcie. Nie pokazujcie się tutaj jak na razie. Rozproszcie się po mieście. Kolejny atak za dwa dni na pociąg, który wyrusza w nocy ze stacji. Wtedy spotkajmy się tu o północy. Uważajcie na siebie. – Dodaję, po czym wychodzę. Nadal pada.
Szlag.
Po chwili orientuję się, jak daleki dystans zdołałem już przebyć. Spoglądam na dom, który znajduję się naprzeciwko. W jednym z okien pali się nikłe światło.
Dom Black’a….
Wskakuję na gałąź na pobliskim drzewie, skrywając się między liśćmi, oraz ciemnością. Tutaj na pewno nikt mnie nie zobaczy.


~Shail~

piątek, 2 sierpnia 2013

VIII ~.Oni wiedzą...

    Po moim ciele przeszły kolejne dreszcze. Przewracam się z boku na bok nie mogąc znaleźć wygodnego miejsca na łóżku. Poddałam się i spadając z łóżka poczłapałam po laptopa.  Wygodnie usiadłam opierając się o ścianę. Przeglądając zdjęcia myślami wracałam do kłótni z tatą. "Niczego nie umiesz zrobić dobrze?!" Umiem... Jestem sławny Alex. "Do niczego nie dojdziesz!". Dojdę. Powoli przeniosłam wzrok na biurko. Odłożyłam laptopa i otworzyłam szufladę. Podniosłam masę papierów i moim oczom ukazało się pudełko. Niepewnie je otworzyłam. Pistolet. Tak, trzymałam w biurku spluwę. Drżącymi rękami ponownie zamknęłam pudełko i odgoniłam myśli o ucieczce. Gdzie miałabym pójść? Poza tym na bank jestem śledzona przez Orły.
     Ojciec wrócił nad ranem cały blady. Jedyne co prychnął to coś w stylu "Jutro zostajesz w domu. Bez dyskusji na górę.". Więc bez dyskusji, nawet zadowolona zasiadłam przy laptopie i stukając o klawiaturę pisałam do Billa. Jest nieostrożnym debilem, ale także świetnym hakerem Orłów. Mam z nim kontakt jako Alex. I dzięki bogu nie wie kim jestem...
Użytkownik: Alex dołączył do rozmowy.
Ja: Hej :) jak tam Bill?
On: Ehh.. masakra. Ty to masz fajnie Alex. Nikt nie wie kim jesteś i masz luz...
Ja: Zdziwiłbyś się xD Jestem najbardziej poszukiwanym hakerem w kraju... O ile nie na świecie... Przejebane -,-
On: Ale jesteś sam swoim szefem. Ja mam... Szefa-mordercę O.O
Ja: Nie przesadzaj xD Jesteś facetem bądź twardy! A i jeszcze... Te twoje foldery +18 to lepiej schowaj przed tym twoim "szefem" ;>
On: Spoko...Ej. Cz...Skąd ty?!
Ja: Jestem Alex... Wiem wiele ale nie wszystko. Jaki jest wasz cel?
On:... Teraz? Dzisiaj w nocy ten gostek... wiesz pan szycha FBI chodził po naszym terenie, Szef miał z nim małą pogadankę... Wiedziałeś, że ma córkę..?
Ja: Córkę?
On: Mhm... Alisa... czy jakoś tak...
Zamarłam... moje imię. Skąd oni do cholery wiedzieli!? To dlatego tata zabronił mi gdziekolwiek wychodzić. Zaczęłam cała drżeć i dusić się. Strach sparaliżował mnie i odpuścił dopiero po chwili.
Ja: Wybacz stary. Muszę iść. Nara..
On: Jasne narazie :) 
Użytkownik: Alex opuścił rozmowę.
Jak najszybciej zamknęłam laptopa i wybiegłam z pokoju. Wbiegłam do łazienki zamykając za sobą drzwi. Podeszłam do umywalki i ochlapałam się lodowatą wodą. Duszności powoli ustępowały aż zniknęły. Spojrzałam w lustro.
-I co? Jesteś z siebie zadowolona? I co z tą twoją wielką karierą hakerze...? Jesteś niczym... zerem...
Wyklęłam sama siebie i spokojniejsza wróciłam do pokoju. Po kilku minutach zadzwoniła mama z pracy czy chciałabym do niej przyjść. Bałam się, ale gdy tylko usłyszałam dźwięk rozbijanej butelki ciarki przeleciały mnie po plecach.
Znów pije..
Nie minęła chwila a gotowa, z laptopem w torbie wychodziłam przez okno, żeby następnie zejść po dachu garażu i wylądować w kupie liści. Wyszłam przez bramę i jak się tylko dało, chowając się w tłumie, zmierzałam powoli do centrum miasta...

~Alisa~

VII ~Kim ja w ogóle jestem...


Strachliwe szczenię…
Stoję jeszcze przez chwilę, wpatrując się w rozmazaną sylwetkę dziewczyny za oknem. Krople deszczu spływają strumieniem po szybie. Zawiesiła swoje spojrzenie na mnie. Znowu wstrzyknąłem w jej żyły truciznę. Uśmiecham się pod nosem. Znikam wraz z kolejnym błyskiem.
       Nadal nie przestaje padać. Podążam w kierunku tak dobrze znanego mi miejsca na uboczach miasta. Instynktownie wymijam wszystkie przeszkody, które stoją na mojej drodze. W końcu docieram do walących się ruin. Jak zwykle wjeżdżam z buta.
- Wróciłem. – Oznajmiam siadając na oknie. Widzę rozproszone spojrzenia innych, którzy niepewnie spoglądają się na mnie.
- Czy aby na pewno to jest dobry pomysł? – W końcu ktoś zdaje się na odwagę i pyta. – A co jeśli domyślą się, że to ty?
- Wiem, co robię, a nawet jeśli coś pójdzie nie tak, to ja poniosę tego konsekwencje, nie wy, tchórze. - Przewracam bezradnie oczami, jednak oni tego nie widzą. Widzą jedynie moją drugą twarz, która zakrywa moją prawdziwą.
- Szefie, a co teraz?
- Jak to „co?” Szykujemy się do następnej rzezi. – Oznajmiłem splatając palce. Zauważyłem na twarzach wszystkich przelotnie uśmieszki. Jeśli chodzi o nasze nocne wypady, to zawsze to poprawia wszystkim humor.
- Szykujcie się. – Zeskakuję z okna i kieruję się do wyjścia. – Za godzinę. – Dodaję przelotnie i w końcu znikam. Czuję na sobie wzrok pozostałych. Chociaż nic mnie to nie obchodzi, zżerają mnie samym spojrzeniem. Wzdycham ciężko i wskakuję na dach jednych z opuszczonych budynków. Zdejmuję maskę i obracam ją w dłoniach dokładnie przypatrując się czerwonym znakom.
Kim ja w ogóle jestem…
Czym.. Ja jestem…
- Jestem niczym. – Szeptam sam do siebie zwieszając lekko głowę. Wiejący wiatr wplątuje mi się w półdługie kosmyki czarnych włosów, mierzwiąc je na wszystkie strony świata. Gdybym mógł, już bym go zabił.
       W ten czuję coś dziwnego. Coś, co nakazuje mi z powrotem włożyć maskę. Nakładam ją bez większych rozmyśleń. Gwałtownie obracam się za siebie. Widzę ciemną postać, przechadzającą się po ciemnych uliczkach. Mrużę lekko oczy, chcąc przyjrzeć się jej lepiej.
Chyba mnie mózg kurwa boli… Agencik Black?
Najlepszy z agentów, szycha FBI rozgląda się uważnie na boki, czy aby na pewno nikt go nie śledzi.
Lub nie widzi…
Przeskakuję zwinnie z jednego dachu na drugi, skryty w ciemności lepiej niż drapieżca czyhający na swą ofiarę. Black nagle zatrzymuje się. Zimna stał, która została przytwierdzona do jego szyi migocze swym metalicznym blaskiem.
- Ty… - Zaciska pięści.
- Nie radzę ci się ruszać. – Ostrzegam, jednak mój ton głosu jest spokojny i opanowany. Spogląda on ma mnie wzrokiem pełnym pogardy i nienawiści. Bardziej chcę mi się z tego śmiać, niż płakać ze strachu.
- Czego znowu chcesz, śmieciu. – Syknął.
- A gdzie to się chodzi samemu, o tak późnej godzinie w takim miejscu? Nie lepiej pilnować swojej córeczki? Przykro by było, gdyby nagle ktoś inny ją przypilnował…
- Nawet o  tym nie my…! – Odwraca się gwałtownie, jednak łapię go za nadgarstek, wykręcając go. Nóż nadal błyszczy się przy jego szyi.
- Spokojnie. Tylko pogorszysz sprawę. – Wzdycham. – Lepiej stąd spieprzaj. – Chowam nóż. – Albo twoja rodzina na tym mocno ucierpi. – Dodaję na odchodnym, ponownie jednocząc się z nocą, pozostawiając go samego.


~Shail~

czwartek, 1 sierpnia 2013

VI ~.Ktoś...

Cała drżę po ataku nauczycielki. To nie tak, że nie chcę się nauczyć, ale nie interesuje mnie rozmnażanie pantofelka. Staram się uspokoić, lekkie duszności po chwili przechodzą. Ale czuje czyiś wzrok na swoich plecach. Boje się wracać do domu. Niepokoi mnie ten nowy. Cały czas jest gdzieś w pobliżu. Obserwuje... Czuje się jak mysz...
  Kolejna lekcja. Siadam w mojej ławce wyjmując książki. Cały czas ktoś na mnie patrzy. Zapinam bluzę z uszami i znów zatapiam się w myślach. Słysze jakiś głos, ale nie mogę zrozumieć kto to. Dociera do mnie to jednak za późno. Nauczycielka pociąga mnie za kaptur i wyprowadza z klasy przy akompaniamęcie szeptów i chichotów. Prowadziła mnie w kierunku pokoju dyrektora. Gruby, stary dziad siedział za biurkiem i patrzył na mnie z pogardą.
-Panna Black znów nie uważała na lekcji. Dodatkowo wymalowała się jak jakaś lafirynda. -Nauczycielka zrobiła wyniosłą minę.
-Nie ładnie. Twoi rodzice płacą za twoją edukację...
Nie słuchałam tego co mówi. Potakiwałam tylko co jakiś czas. Bez słowa wyszłam kiedy powiedział tak upragnione przeze mnie słowa "możesz odejść...". Wszystkie oczy przeżerały mi duszę. Wyszłam na podwórko i skierowałam się w stronę furtki. Zatrzymałam się. Ktoś na mnie patrzy. Wyciągnęłam komórkę i paroma uderzeniami o ekran wybrałam numer do mamy.
-Halo..? -ciepły głos odezwał się w słuchawce
-Hejka... czy..? Czy mogłabyś po mnie przyjechać pod szkołę?
-Stało się coś? Masz dziwny głos...
-T..To... po prostu... znów mam duszności... -odpowiedziałam wymijająco.
-Będę za piętnaście minut.
Odpowiedziała i rozłączyła się. Założyłam słuchawki. Wciąż to uczucie... Ktoś na mnie patrzy. Usiadłam na murku i wsłuchując się w słowa piosenki czekałam na ratunek na kółkach...
Zza zakrętu wyjechał czarny znany mi dobrze samochód. Zeskoczyłam z murku i wsiadłam do ciepłego samochodu. Uśmiechnęłam się na powitanie.
-Jak było w szkole? -standardowe pytanie
-Dobrze..-i standardowa odpowiedź. Po co się pytają? Nie mogę jej powiedzieć o wizycie u dyrektora i dziwnym uczuciu. Gdy tylko weszłyśmy do domu zniknęłam w zakamarkach swojego pokoju. Usiadłam na parapecie na którym położony był koc i poduszki. Patrząc na krople deszczu spływające po szybie zobaczyłam coś jeszcze. Ktoś stał w cieniu przy latarni i patrzył się wprost na mnie. Chciałam się ruszyć. Odejść od okna, ale nie mogłam. Strach mnie sparaliżował. A cień patrzył się wprost na mnie. Błyskawica przecięła niebo a wraz z nią cień zniknął i pojawił się na nowo... 

~Alisa~

V ~.Psychopata z nożem


Przypatruję się czarnowłosej dziewczynie, która szybkim krokiem zmierza w kierunku szkoły. Widzę w jej oczach strach, który zżera ją od środka. Jej dusza należy teraz do mnie. Drżącymi rękoma otwiera przed sobą furtkę, prowadzącą do samego środka piekła na ziemi, a następnie wbiega do budynku w którym rozbrzmiewa pierwszy dzwonek.
       Uśmiecham się znacząco. Dyskretnie skrywam nóż w wewnętrznej kieszeni kurtki. Zeskakuję z drzewa, które stało się moim nowym punktem obserwacyjnym, a następnie podążam jej śladami. W głowie zapala mi się czerwona lampka, jednak ignoruję to ostrzeżenie. Wiem co robię i nawet jeśli coś pójdzie nie tak, sam poniosę za to konsekwencje.
       Puste już korytarze szkolne niosą ze sobą jedynie urywane szepty, lub odgłosy, jakie wydają z siebie pełne klasy. Idę nieśpiesznym krokiem do klasy o numerze trzynaście. Lekko pukam w drzwi. Słyszę tylko ciche – „proszę”. Uchylam skrzypiącą deskę i zaglądam do pomieszczenia. Widzę tysiące par oczu, które obserwują mnie, jakby zaraz chciały się na mnie rzucić.
- Przepraszam za spóźnienie, szukałem klasy. – Tłumaczę się, siląc na lekki uśmiech w stronę nauczycielki, która na znak zrozumienia kiwa głową i wskazuję miejsce w którym mam zasiąść. Jest to ostatnia ławka. Bez słowa podążam w jej kierunku, ignorując pozostałe grono klasowe. Nie… Jednak nie ignoruje wszystkich. Kątem oka spoglądam na czarnowłosą dziewczynę, która beznamiętnie spogląda się w okno nie zainteresowana całym tym wydarzeniem. Uśmiecham się złośliwie pod nosem, siadając w ławce.
- Moi drodzy, chciałabym wam przedstawić waszego nowego kolegę. Poznajcie proszę, Shiro Kazuki. – Wskazuję na mnie ręką. Znowu wszystkie pary oczu, te brzydkie i te ładne spoglądają się w moją stronę. Niechętnie wyciągam rękę do nich i macham lekko, aby po chwili z ulgą ją opuścić.
- Mam nadzieję, że spodoba ci się w naszej szkole. – Dodaje nauczycielka zaczynając po chwili lekcje.
       Nie mam zamiaru oczywiście się uczyć. Chyba tylko głupi mógłby pomyśleć, że jestem tutaj w celach edukacyjnych. Czyli można by rzec, że cała szkoła to istni debile, psychopaci i gwałciciele w jednym. Spoglądam jednak kątem oka na ów dziewczynę, ciągle spoglądającą w okno.
Ona w ogóle żyje?
W ten nachodzi mnie dzika myśl, aby szturchnąć ją ołówkiem. Przecież tylko hardcory tykają ołówkami na lekcji, aby nauczyciel tego nie zauważył. W błyskawicznym tempie wyprzedza mnie jednak ręka nauczycielka, która z impetem ląduje na ławce tuż przed nosem wystraszonej dziewczyny.
- Alisa! – Zagrzmiała. – Tu jest lekcja, a nie tak za oknem!
- J-ja… Przepraszam.. – Wyjąkała zdenerwowana, a na jej czole pojawiły się krople zimnego potu.
A więc córka największego szychy FBI ma na imię Alisa? Uroczo…
Po chwili nauczycielka odchodzi. Z trudem powstrzymuję śmiech i mi to nawet wychodzi. Mentor znów podchodzi do tablicy i zaczyna tłumaczyć jakieś bzdety. Znów udaję, że coś piszę, czego oczywiście nie robię. Wzdycham ciężko. Nagle rozbrzmiewa dzwonek. Wszyscy rzucają się do drzwi, nie czekając na przerwane w połowie zdanie od nauczyciela.
       Pakuję książki do plecaka i wychodzę z klasy. Na zewnątrz wyszukuję wzrokiem czarnowłosej. Siedzi pod drzewem. Ja również siadam, jednak parę metrów dalej. Nic się nie stanie, jeśli się ofiarę trochę poobserwuje. Martwię się tylko, że uznaję mnie za pedofila, albo gorzej.
       Przewracam oczami, siadając na murku. Doskonale tutaj widać wszystko. Uśmiecham się pod nosem.
Zaczyna się robić ciekawie...



~Shail~